Heat biją rekordy
Porażka na otwarcie ze świetnym, zespołowym Bostonem? Ok, możemy wam wybaczyć. Przegrana w paszczy lwa z Nowym Orleanem? Nic takiego. Wpadka z Utah Jazz u siebie? Każdemu się moze zdarzyć. Kolejne upokorzenie na własnym parkiecie z Bostonem? Ciekawe jak to odbije się na oglądalności nowego zespołu Miami Heat.
Póki co jednak fani ufają im jak nigdy i mecze lokalnej drużyny biją wszelkie rekordy oglądalności na łeb, na szyję.
Spotkanie z Utah Jazz, mało znaczący wtorkowy mecz z drużyną z przeciwległej Konferencji, zgromadził przed odbiornikami 7,2% oglądających wtedy telewizor. To rekord w historii telewizji Sun Sports. Nawet mecze mistrzowskiej druzyny Heat z Shaquillem O'Nealem w składzie nie osiągały takich oglądalności, jak obecne.
Średnia oglądalność Miami wzrosła w tym sezonie aż o 112 punktów procentowych. Wynosi obecnie 5,3 (w porównaniu z zeszłorocznym 2,5).
Jeszcze jedna ciekawostka - poprzednim spotkaniem , które oglądała największa ilość telewidzów, był mecz z Hornets...a poprzedni? Mecz z chicagowskimi "Bykami", w składzie z Michaelem Jordanem i Scottie Pippenem w styczniu 1998.
Co ciekawe, widownia na Florydzie wydaje się wymagająca. Mecze Cleveland Cavaliers w ostatnim sezonie gromadziły przed telewizorami aż 8,6% widzów. Prawie jedna dziesiąta Ohio oglądała mecze LeBrona i spółki. Wspólna grę Wade i Jamesa podziwia póki co średnio ledwie jedna dwudziesta. Jak widać na South Beach bez echa może przejść nawet gra dwóch tak wybitnych koszykarzy. O ile "bez echa" można nazwać rating 7,2%. No ale to wciąż inna atmosfera, niż w prowincjonalnym Ohio.