Utah Jazz pokonuje Orlando Magic po niesamowitym pościgu
Utah Jazz po mającym niesamowity przebieg spotkaniu pokonała na wyjeździe Orlando Magic 104-94. W trzeciej kwarcie podopieczni Jerrego Sloana przegrywali już nawet 20 punktami, jednak udało im się ostatecznie rozstrzygnąć mecz na swoją korzyść.
Sztuki imponującego powrotu dokonali już po raz trzeci z rzędu, gdyż wcześniej ograli Clippers mimo 18-punktowej straty w drugiej kwarcie oraz Heat, którzy prowadzili już nawet różnicą 22 oczek.
Świetne zawody zwłaszcza w drugiej połowie rozegrał Deron Williams. Rozgrywający Jazz zdobył 30 punktów i zanotował 14 asyst. Swoimi znakomitymi podaniami potrafił sprawić, że nawet tak kiepski w ofensywie zawodnik jak Fesenko zdobył w tym meczu 5 oczek. Przez trzy pierwsze kwarty znakomicie wspierał go Paul Milsap, który przez ten okres czasu rzucił aż 21 punktów. W czwartej kwarcie zdołał on jednak dorzucić jedynie 2 oczka. Ostatnia kwarta, a szczególnie jej końcówka, należała bowiem do Ala Jeffersona, który perfekcyjnie wykorzystywał problemy z faulami Howarda i zdobywał kluczowe dla końcowego wyniku punkty.
Po stronie Magic na wyróżnienie zasłużył na pewno Vince Carter. Gracz ten rzucił aż 20 punktów trafiając przy tym kilka niesamowitych rzutów dystansowych. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że Vince ani razu nie stanął w tym spotkaniu na linii rzutów wolnych, co świadczyć może o jego zbyt małym zaangażowaniu w zdobywanie punktów po penetracjach. 9 punktów i 14 zbiórek na swoim koncie zanotował Dwight Howard, który jednak straszliwie męczył się na linii rzutów wolnych i trafiając tylko 4 z 11 prób w dużej mierze przyczynił się do ostatecznej porażki Magic. Przyzwoity występ zanotował także nasz rodka na parkeitach NBA – Marcin Gortat, który w 21 minut zaliczył 10 zbiórek (5 ofensywnych) oraz 6 punktów (trafiając 3 z 4 rzutów z gry, większość oddawanych po własnych zbiórkach w ataku).
Początek meczu to popisy w defensywie Andreia Kirlienki. Rosjanin dwukrotnie, w bardzo prosty sposób odebrał piłkę Ryanowi Andersonowi i sfrustrowany Stan van Gundy po niespełna 2 minutach gry posadził swojego skrzydłowego na ławkę rezerwowych. Co ciekawe, Anderson nie pojawił się już tego wieczoru na parkiecie. Gracze Utah bardzo dobrze rozrzucali między sobą piłkę i dzięki temu od początku mieli nieznaczną przewagę. Gracze Orlando nie mogli znaleźć właściwego rytmu, jednak ich strata nie pogłębiała się znacząco. W wyniku problemów z faulami Brandona Bassa i słabej postawy na początku spotkania Andersona, na parkiecie bardzo szybko obok Dwighta Howarda pojawił się Marcin Gortat. Polak swój występ rozpoczął od ofensywnej zbiórki, po której od razu zdobył dwa punkty. Jego wejście ożywiło grę zespołu z Orlando, który głównie dzięki agresywnej postawie na atakowanej tablicy zmniejszył swoją stratę do zaledwie 3 oczek. Gracze Utah utrzymywali kilkupunktową przewagę niemal do końca kwarty. O ich zespołowej grze najlepiej świadczy fakt, że z podstawowej piątki Al Jefferson zdobył w pierwszej kwarcie 6, a wszyscy pozostali zawodnicy solidarnie po 4 punkty. Gracze Jazz bardzo dobrze spisywali się również w defensywie i wymusili aż 9 strat zespołu Magic w pierwszej ćwiartce. Rzut za 3 punkty oddany równo z syreną kończącą kwartę przez Vincea Cartera sprawił, że to zespół Orlando prowadził 23-22.
Drugą kwartę fatalnie rozpoczął Marcin Gortat. Polak najpierw źle postawił zasłonę i został mu odgwizdany faul ofensywny, a następnie podczas próby akcji 1 na 1 przodem do kosza popełnił błąd kroków. Były to 10 i 11 strata zespołu z Orlando. W tej części meczu gra obu zespołów nie mogła się podobać. Drużyna Jazz wzięła przykład z Magic i zaczęła popełniać seryjne straty, gracze z Orlando z kolei nie mogli wstrzelić się w rzutach dystansowych i pudłowali próbę za próbą. Dzięki nieporadności w ofensywie obu zespołów kolejne zbiórki na swoim koncie zaliczał polski środkowy. W wyniku kiepskiej postawy obydwu ze stron wynik utrzymywał się w okolicach remisu. W końcówce kwarty jednak, głównie dzięki punktom zdobywanym przez Rasharda Lewisa i Brandona Bassa, mały run punktowy zanotowała drużyna Magic i to ona prowadziła po pierwszej połowie 45-35.
Na trzecią kwartę zespół Magic wyszedł wyraźnie pobudzony. Zawodnicy z Orlando byli jeszcze agresywniejsi na atakowanych tablicach, zaczęli wreszcie trafiać za 3 punkty i przeprowadzali efektownie kończone kontrataki. W drużynie Jazz grę starał się ciągnąć Deron Williams, który efektownymi asystami wspierał swoich kolegów. Po zawodnikach z Utah widać było jednak, iż zeszłej nocy rozegrali wyczerpujące spotkanie z Miami Heat, w które włożyli mnóstwo wysiłku. Wyraźnie brakowało im energii, która mogłaby się przełożyć na dokonanie jeszcze jakiegoś zrywu. Zawodnicy Magic powoli acz konsekwentnie, punkt po punkcie powiększali swoją przewagę. Kiedy sięgnęła ona 20 punktów wydawało się, że mecz jest już rozstrzygnięty. Wtedy jednak niespodziewany run 11-0 zdobyli zawodnicy Jazz, głównie w wyniku przechwytów po niecelnych podaniach graczy Magic i ostatecznie przed ostatnią kwartą na tablicy był wynik 74-65 dla koszykarzy z Orlando. Znakomicie w barwach ekipy z Utah kolejny wieczór z rzędu spisywał się Paul Milsap. Po 3 kwartach miał on na swoim koncie aż 21 oczek.
W czwartej kwarcie zawodnicy Jazz od początku kontynuowali odrabianie strat. Znakomite podania rozdawał Deron Williams i z przegranego już wydawałoby się meczu zrobiły się tylko 4 punkty różnicy. Sytuacja na parkiecie w dalszym ciągu nie sprzyjała zawodnikom Magic. Dwight Howard złapał szybko swoje 5 przewinienie, a niesamowity rzut za 3 punkty od tablicy trafił Kirlienko. Utah wyszła na 2 punktowe prowadzenie! Dalej gra była bardzo wyrównana, niewielką przewagą osiągnął zespół Jazz, ale Magic cały czas byli w grze. Na boisko powrócił również Dwight Howard, który jednak z powodu problemu z faulami nie mógł się w pełni angażować w defensywę. Znakomicie wykorzystywał to Al Jefferson, który w końcówce spotkania był niezwykle skuteczny. Dzięki jego akcjom granym tyłem do kosza oraz celnym rzutom Derona Williamsa na 46 sekund przed końcem Jazz prowadzili już 98-91 a kibice w hali w Orlando przecierali tylko oczy ze zdumienia. Gracze Magic próbowali jeszcze zmienić losy spotkania jednak ich wysiłki okazały się bezskuteczne. Ostatecznie to Utah Jazz wygrywa spotkanie i po raz trzeci z rzędu dokonuje niesamowitego powrotu zmieniając losy rozstrzygniętego jak by się mogło wydawać spotkania.