Arenas: Bałem się wyjść na boisko
Gilbert Arenas od zawsze sprawiał wrażenie indywidualisty, odludka, który nie bardzo przejmuje się opinią kibiców o samym sobie. Chodzi swoimi drogami i zachowuje się w ekscentryczny sposób. Może będzie to dla Was zaskoczeniem, ale "Agent Zero" naprawdę dba o to, co myślą o nim fani.
W wywiadzie dla lokalnych mediów przyznał, że po wszystkich problemach związanych z nim począwszy od kontuzjach na scysji z Javarisem Crittentonem i bronią w rolach głównych kończąc, bał się pokazywać na parkiecie.
"Bałem się, ze mnie wygwizdają. To szalone. Pamiętam, jak byłem tu sześć lat temu z Kwame Brownem i to on bał się tam pokazywać. Mówiłem mu - hej, chłopie - to tylko gwizdy. Teraz to ja byłem Kwame sprzed sześciu lat. Bałem się wyjść na parkiet po moim ostatnim zawieszeniu".
To jednak nie wszystkie ciekawe rzeczy, które mówił Arenas.
"Mówiłem kolegom z drużyny, ze bardzo żałuję, iż John Wall nie został wybrany w Drafcie przed czterema laty, zanim dopadły mnie te wszystkie kontuzje kolan. Mielibyśmy wtedy wspaniałą drużynę. Zawsze powtarzałem, że chciałem mieć prawdziwego rozgrywającego w zespole, bym to ja mógł zająć się zdobywaniem punktów. Gdy go wybrali, pomyślałem, ze to najmądrzejsza decyzja, jaką mogli podjąć."
Arenas zaprzeczył więc tym, którzy mówili o jego konflikcie ról z Johnem Wallem. Wypowiedzi są bardzo dojrzałe i świadczą o pewnej zmianie mentalnej Gilberta. Czy odbije się to jednak na wynikach Wizards?