Suns pozbędą się Nasha?
Steve Nash jest inny. Jest jednym z najlepszych strzelców, chociaż mógłby lepiej podawać. Wychowany w Kanadzie wybrał hokej, a nie koszykówkę. Gra w jednym z najbardziej konserwatywnych stanów w USA. I jeszcze jedno: w Suns nie ma wielkich szans na zdobycie mistrzostwa. Mimo to nie chce zmieniać drużyny.
Wielu na jego miejscu myślałoby o spędzeniu ostatnich sezonów w drużynach, które maja większa szanse na tytuł niż Suns. Steve Nash kończy w tym roku 37 lat. Osiągnął w NBA wszystko poza zdobyciem tytułu. Nash jest inny. Zapytany jak widzi swoja przyszłość w Suns, odpowiada, że liczy się wygrana następnego meczu.
Suns mieli ciężki początek sezonu. Pięć z ich początkowych meczów było przeciwko drużynom, które ubiegły sezon zakończyły z bilansem powyżej 50 wygranych. Bilans Phoenix to 2-3. Nash mówi, że Suns muszą się odnaleźć i dodaje, że idzie im to coraz lepiej.
Ale Suns chcą odmłodzić zespół. W drużynie nie ma już Mike’a D'Antoniego, Amar'e Stoudemira, Leandro Barbosy, Joe Johnsona i Shawna Mariona. OK, w ubiegłym sezonie dali radę dojść do finału konferencji zachodniej, co dla wszystkich było raczej niespodzianka.
Trenerem wciąż jest Alvin Gentry, który doprowadził Phoenix do playoffow. W Suns ciągle gra Jason Richardson, Grant Hill, no i oczywiście Steve Nash - bez względu na swój wiek superszybki - superstrzelec. Ale czy ktokolwiek wierzy, że Suns mogą zostać mistrzami w tym sezonie? Raczej nie...
Szefowie Suns nie są zbyt chętni (albo nie mogą sobie na to pozwolić?) na wydawanie grubych milionów na supergwiazdy - wolnych agentów. Wzmocnić więc zespół mogą tylko poprzez draft i obiecujących młodych graczy. A żeby to osiągnąć trzeba z kogoś zrezygnować... Czy będzie to Steve Nash? Czy Suns postawią może na zatrzymanie go w Phoenix ze "względów sentymentalnych" i zadowolą się pierwsza albo druga runda playoffów? A może za niego dostaną kogoś wartościowego zanim będzie za późno?