29 triple-double LeBrona, 46 punktów Millsapa
Miami Heat po raz trzeci w tym sezonie musieli uznać wyższość przeciwnika. Tym razem pogromcami wielkiego trio okazali się z gracze z Salt Lake City.
Heat nie pomogła nawet znakomita gra jednego z ich liderów LeBrona Jamesa, który zaliczył 29 triple-double w swojej karierze - 20 punktów, 14 asyst i 11 zbiorek.
Jazz pokonali Heat po dogrywce: 116-114 a tym który najbardziej zasłużył się w tym cennym zwycięstwie był Paul Millsap, który rzucił 46 punktów. Heat chybili 5 rzutów w ostatnich 2 minutach dogrywki i zeszli z parkiety pokonani. Trzecia porażka zespołu, który jeszcze dwa tygodnie temu był typowany na ten, który ma złamać rekord Chicago Bulls z sezonu 1995/96 definitywnie zamyka te spekulacje.
Najbardziej niepokojące jest to, że w drugiej kwarcie Heat prowadzili 22 punktami i wydawało się, że kolejne zwycięstwo będzie tylko formalnością. Tymczasem Heat stracili komplernie skuteczność zbyt wcześnie wierząc, że mecz już się zakończył a sztab trenerski nie potrafił zmobilizować zawidników do lepszej gry.
Oprócz Millapsa po stronie jazz znakomicie zagrali także Deron Williams (21 punktów i 14 asyst) i Andriej Kirilenko (16 punktów). Kirilenko w dogrywce przy 1:50 min do końca, trafił za 3 punkty (111-111), po czym trójkę zaliczył Dwyane Wade (39 punktów) remisując 114-114. w kolejnym zagraniu Wade sfaulował Elsona i Jazz przejęli piłkę co okazało się kluczowe w końcowym wyniku.
Trener Heat - Erik Spoelstra powiedział po meczu, że zawodnicy mieli możliwość przejąć kontrolę, ale nie byli w stanie tego zrobić.