Polonia wygrywa po zaciętej końcówce

Dodano: 6 listopada 2010 21:23
Polonia wygrywa po zaciętej końcówce
Adam Popek, Informacja własna
WikiMedia

Kotwica, wobec braku wygranej od spotkania z Treflem, już na początku meczu próbowała zaznaczyć swoją przewagę, lecz rzuty Teda Scotta nie trafiały do celu. Momentalnie skorzystali na tym gospodarze, którzy za sprawą Darnell’a Hinsona prowadzili po 90 sekundach 5:0. Jak się okazało, te wydarzenia bardzo pozytywnie podziałały na podopiecznych Wojciecha Kamińskiego, bowiem w kolejnych minutach nie zwalniali tempa i zdecydowanie przyćmili swoją postawą rywala.

Bardzo dobrze na parkiecie poczynał sobie Marcin Nowakowski, który w połowie kwarty miał na koncie już 7 punktów. Zdezorientowani goście próbowali, co prawda dotrzymać kroku rozpędzonej stołecznej lokomotywie wykorzystując skocznego Darrell’a Harris’a, ale ten, w żaden sposób nie mógł sobie poradzić z podkoszowymi Polonii. Nie minęło kilka chwil, a gospodarze prowadzili już 19:10 i nic nie wskazywało na to, by szala zwycięstwa miała przechylić się na korzyść ekipy z Kołobrzegu. Ku uciesze miejscowej publiczności, w końcówce kwarty próbkę swoich umiejętności dał także Harding Nana i po 10 minutach wynik na tablicy świetlnej brzmiał 23:12.

Po krótkiej przerwie, dzięki akcjom Harrisa i świeżo wprowadzonego do gry Tomasza Zabłockiego przyjezdni odrobili część strat i wydawało się, że z biegiem czasu zaczną w końcu dochodzić do głosu. Ich starania nie przyniosły, jednak zamierzonego efektu, bowiem niezwykle waleczny pod tablicami Easley, nie zważając na asystę obrońców, wykańczał akcje z najbliższych odległości. Gdy jego wyczyn skopiował David Palmer, w połowie „ćwiartki”, ich zespół wygrywał 37:23, będąc tym samym na dobrej drodze do odniesienia końcowego sukcesu. Przyjezdni natomiast, mimo szczerych chęci potrafili zrewanżować się zaledwie pojedynczymi akcjami, co było kroplą w morzu ich potrzeb, a dodatkowo, popełniali mnóstwo błędów w obronie. Taki bieg wydarzeń, z pewnością nie zadowalał trenera Dariusza Szczubiała, który w trakcie przerw nie szczędził uwag swoim podopiecznym. I nie było się czemu dziwić, bo w pierwszej połowie Poloniści nie pozostawili złudzeń kto jest tego wieczoru w lepszej dyspozycji i na piętnastominutowy odpoczynek schodzili prowadząc 47:33.

By myśleć o nawiązaniu równorzędnej walki z przeciwnikiem, gracze Kotwicy musieli zagrać zdecydowanie odważniej i zacząć walczyć o każdą piłkę. Tak też się stało, ale raptem przez kilka chwil. Potem, niezwykle pewni siebie zawodnicy Wojciecha Kamińskiego zdobyli kilka punktów z rzędu i zażegnali niebezpieczeństwo. Znów na wysokości zadania stanął Nowakowski, który mimo niewielkiego wzrostu, udanie penetrował strefę podkoszową przeciwnika. Z kolei w szeregach Kotwicy szwankowała skuteczność, czyli można by rzecz – nic nowego. W tej niechlubnej statystyce prym wiódł Scott. Dotychczasowy lider klasyfikacji punktowej TBL nie trafiał nawet spod kosza, w związku z czym, trudno było oczekiwać spektakularnych wyników ze strony jego teamu. Jedynym, który nie zawodził był weteran parkietów, Tomasz Zabłocki, ale i jemu brakowało sił, by samemu ciągnąć grę. Wszystko to sprawiało, że przed decydującą batalią, Poloniści dystansowali nadmorską drużynę różnicą 17 punktów, co stawiało ich w bardzo komfortowym położeniu.

Ostatnia kwarta, podobnie jak dwie pierwsze, rozpoczęła się po myśli stołecznego klubu.  Nieoceniony w ofensywie był Hinson, który zaliczył kolejny z rzędu tak udany występ. W obronie natomiast, kolejnymi efektownymi blokami popisywał się Palmer. Dzięki temu, na 7 minut przed końcem spotkania wynik na tablicy świetlnej brzmiał 65:46 i trudno było przypuszczać, że Kotwica powróci jeszcze do gry. A jednak! Świetną końcówkę rozegrał Sławomir Sikora, który trafiał nawet z bardzo trudnych pozycji. Sporo ożywienia wniósł też wpuszczony na ostatnie minuty Michał Moralewicz i sensacja wisiała na włosku, bo przewaga gospodarzy zaczęła zadziwiająco szybko topnieć. Dwadzieścia sekund przed końcem przyjezdni zniwelowali straty do zaledwie 2 „oczek” i wszystko mogło się jeszcze wydarzyć! Niestety dla gości, w decydującej akcji piłkę zgubił… bohater ostatnich chwil, Sikora i wygrana Czarnych Koszul w ostatecznym rozrachunku 84:79 stała się faktem. Niemniej jednak, biorąc pod uwagę przebieg meczu, żadna ze stron nie powinna czuć się pokrzywdzona. Ponadto, nie da się ukryć, że zdobyciem kompletu punktów, drużyna Wojciecha Kamińskiego uciekła spod topora. Mając na koncie dwa zwycięstwa, można spokojnie przygotowywać się do kolejnego starcia. Tego nie da się jednak, powiedzieć kołobrzeskim klubie, który legitymuje się bilansem 1-4 i powoli zaczyna zniżać się w ligowej hierarchii.      

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp