Cavaliers wygrywają w Filadelfii - kontuzja Iguodali!

Dodano: 6 listopada 2010 04:59
Cavaliers wygrywają w Filadelfii - kontuzja Iguodali!
Cezary Szwarc, Informacja własna
Obraz własny

Cleveland Cavaliers sięgnęli tej nocy po swoje premierowe zwycięstwo w hali rywala, pokonując w Filadelfii miejscowych 76ers 123:116. Aż trzech "Kawalerzystów" zapisało na swoim koncie 20 i więcej punktów, zostając ojcami wygranej: Mo Williams, Daniel Gibson, ale przede wszystkim - Anderson Varejao. 

Dzisiejszym zwycięstwem Cavs podtrzymali prawie pięcioletnią serię wygranych wywożonych z Wells Fargo Center w Filadelfii. Cavaliers spotkanie rozpoczęli od mocnego uderzenia, które na tablicy wyników odbijało się wynikiem 19-4, już po kilku minutach gry. Niestety dla gości, coach Scott zaczął wtedy rotować składem, który dominował nad 76ers w pierwszych minutach, przez starcie przestało być tak jednostronne. W pierwszej odsłonie meczu połowę ze swoich 16 oczek zdobył JJ Hickson, który rozegrał dziś kolejne równe zawody dokładając do swojego dorobku punktowego jeszcze 8 zbiórek i jeden przechwyt. Po pierwszej części starcia goście wygrywali w Filadelfii 34-20. W kolejnej etapie spotkania 76ers zaczęli już grać ze swoimi rywalami, jak równy z równym, a nie do powstrzymania był lider "szóstek" - Andre Iguodala. Nie wiadomo jak potoczyłyby się losy meczu, gdyby nie kontuzja, jakiej w drugiej kwarcie doznał popularny "Iggy". Według pierwszych doniesień komentatorów spotkania Andre nadwyrężył ścięgno Achillesa, przez co nie mógł już powrócić do gry. W 18 minut spędzonych na parkiecie zdołał jednak wspomóc swój zespół 7 punktami, 2 zbiórkami i 4 asystami. Po pierwszej połowie Cavs prowadzili 61-53. Trzecia "ćwiartka" to jednak pełna dominacja gospodarzy, którzy w ciągu 4 minut doganiają "Kawalerzystów", a chwilę później wychodzą już na pierwsze prowadzenie w meczu - 72-21. W kolejnych akcjach, jakby zaspanych koszykarzy z C-Town wypunktowują Lou Williams i Jrue Holiday. Pierwszy był dziś autorem 16 punktów, 2 zbiórek i 5 asyst, drugi zaś liderował swojej drużynie pod względem punktowym zaliczając 29 oczek i dokładając do tego 2 "deski" i 8 kluczowych podań. Oszołomieni Cavaliers w ataku grają zupełnie bez pomysłu, a jedynym sposobem dzięki któremu udaje im się zdobywać punkty, są okazyjne wizyty na linii rzutów wolnych, z których podopieczni Byrona Scotta trafiali dziś na prawie 80%. Przed ostatnią "dwunastką" na tablicy świetlnej widnieje wynik 84-79, dla zespołu z Filadelfii. Szybka mowa motywacyjna w przerwie i wystawienie na parkiet najlepszego dziś składu szybko procentuje, jednak na korzyść gości. Krótko mówiąc czwartą kwartę przejmują ponownie "Winno-Złoci". Dzieje się to głównie za sprawą walecznego Andersona Varejao, który dzielił i rządził dzisiaj pod obręczami, zbierając 13 piłek i zdobywając 23 punkty na uwaga...100% (!) skuteczności z gry (10/10). Drugim "ojcem" sukcesu okazuje się też Daniel "Boobie" Gibson. Popularny "Cycuś" zalicza niesamowity run na początku ostatniej odsłony, trafiając 10 punktów z rzędu dla swojej ekipy. Utalentowany strzelec dokłada do tego jeszcze 4 zbiórki i 5 asyst. W ostatnich, zaciętych minutach meczu swoim doświadczeniem i dziwnym wręcz, jak na niego opanowaniem prowadzi Cavaliers - Mo Williams, który rozdaje 7 asyst, ale co najważniejsze zdobywa 22 oczka, trafiając w tym 10/12 rzutów osobistych w tym te najcenniejsze w ostatnich sekundach starcia. Do ostatnich sekund nie poddają się również goście, w szeregach których dobrze w roli punktującego sprawdza się też Elton Brand - zdobywca 20 punktów, 2 zbiórek i 1 asysty. Ważną akcję 2+1 zalicza Holiday, a z pół-dystansu bombarduje Lou Williams. Wszystko to nie ma jednak już większego znaczenia, bowiem po uciekinierze 15-2, jaki na początku ostatniej odsłony wypracowali goście, 76ers nie są w stanie Ich już dogonić. Spotkanie kończy się wynikiem 123-116 dla przyjezdnych z Ohio.
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp