Zapowiedź piątej kolejki TBL!

Dodano: 4 listopada 2010 16:37
Zapowiedź piątej kolejki TBL!
Adam Popek, Informacja własna
MediaWiki

W najbliższy weekend koneserów basketu czeka nie lada gratka. Rzadko się, bowiem zdarza, by niemal w jednym czasie dochodziło do konfrontacji ekip prezentujących bardzo podobny poziom. Najbardziej emocjonująco zapowiada się starcie niepokonanych jak dotąd Energi Czarnych Słupsk i Zastalu Zielona Góra. Ponadto, ciekawie będzie też w Poznaniu, gdzie miejscowy PBG Basket zmierzy się z Asseco Prokomem. Kto odniesie największe jak dotąd korzyści, a kto dozna goryczy porażki? O tym wszystkim w naszej zapowiedzi.

Pierwszy mecz kolejki zostanie rozegrany w Zgorzelcu. PGE Turów, który ostatni pojedynek stoczył 25 października, podejmie na własnym parkiecie zreformowany i opromieniony pierwszym zwycięstwem w sezonie AZS Koszalin. Co ciekawe, koszalinianie zanotowali wspomnianą wygraną w meczu z Polonią Warszawa, czyli tą samą drużyną, która okazała się lepsza kilka dni wcześniej od… Turowa. Niemniej jednak, nie należy wyciągać z tego daleko idących wniosków. Teraz gospodarze, by utrzymać jakikolwiek kontakt z czołówką nie mogą pozwolić sobie na stratę punktów i muszą zagrać bardziej konsekwentnie w obronie, niż to miało miejsce w poprzedniej potyczce. W ataku natomiast, główną siłą napędową powinien być niezawodny Torey Thomas. Kto mu będzie wtórował? To już w dużej mierze zależy od taktyki nakreślonej przez trenera Jacka Winnickiego. A możliwości jest wiele. Jedną z nich jest choćby wykorzystanie umiejętności strzeleckich Marko Brkicia. Serbski skrzydłowy zaczyna powoli odgrywać coraz bardziej znaczące role w zespole ze Zgorzelca i koszykarze AZS-u będą musieli się sporo natrudzić, by go powstrzymać. „Akademicy”, jednak, odkąd ich szkoleniowcem ponownie został Mariusz Karol, znów prezentują solidny poziom, do jakiego przyzwyczaili w ostatnim sezonie. Po strachliwej drużynie, przegrywającej różnicą trzydziestu punktów nie ma już śladu i trudno przypuszczać, by koszalinianie ugięli się przed chimerycznie grającym przeciwnikiem. Ponadto, w swoich szeregach mają niesamowity duet, który zdecydowanie wyrasta ponad ligową przeciętność. Winsome Frazier i Damien Kinloch, bo o nich mowa, chociaż pełnią odmienne role, potrafią się doskonale uzupełniać, o czym zdążyliśmy się już przekonać. Ponadto, powracający po kontuzji Igor Milicić, w minionym tygodniu udowodnił, że w dalszym ciągu może być mózgiem całego zespołu, co daje powody do jeszcze większego optymizmu. Kto wyjdzie zwycięsko z tej konfrontacji? Przekonamy się w sobotę o 17.

Trzeci w ligowej tabeli Anwil zmierzy się z outsiderem rozgrywek, Polpharmą Starogard Gdański. Podopieczni Igora Griszczuka z meczu na mecz prezentują się coraz lepiej, czego dowodem było pokonanie Kotwicy Kołobrzeg. Teraz czeka ich teoretycznie łatwiejsze zadanie. Pogrążeni w kryzysie „Farmaceuci”, w obecnej edycji TBL jeszcze nie wygrali i trudno przypuszczać, by przełamanie nastąpiło właśnie we Włocławku. Poza tym, ekipa z Kujaw dysponuje o wiele szerszym składem, co dodatkowo stawia ją na wygranej pozycji. Mimo to, istnieje cień szansy, by „Kociewskie Diabły” w końcu zdobyły komplet punktów. Związane jest to ze zmianą na stanowisku szkoleniowca, która nastąpiła kilkadziesiąt godzin temu. Pawła Turkiewicza, któremu kompletnie nie powiodło się w roli pierwszego trenera zastąpił doskonale znany w Polsce Zoran Sretenović. Serb, ma obecnie 46 lat i przed nim nie lada trudne zadanie. Obejmując ostatni zespół w tabeli na pewno zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji, lecz jak sam zapewnia, nie jest to misja niemożliwa. Ponadto, były rozgrywający m in. Stali Ostrów żółtodziobem w dziedzinie koszykówki nie jest i ma za sobą nawet pracę w kilku klubach z Bałkanów, co powinno zaprocentować już w najbliższym czasie. Niewiadomą jest tylko, czy będzie w stanie zbudować w stolicy Kociewia drużynę, która bezpiecznie utrzyma się w ekstraklasie. Ewentualne zmiany personalne w składzie, zajdą dopiero za kilka miesięcy, więc trener rodem z Belgradu będzie miał do dyspozycji tych samych graczy, co jego poprzednik. Czy zadziała efekt „nowej miotły”? Okaże się już w sobotę o 18.

W Słupsku natomiast, kibice będą świadkami prawdziwego szlagieru kolejki. Wspomniany przeze mnie na początku pojedynek Czarnych z Zastalem elektryzuje całą koszykarską Polskę i trudno określić, kto jest faworytem tej konfrontacji. Gospodarze, do ostatniej kolejki, kiedy to z trudem pokonali Polpharmę, prezentowali się wręcz nienagannie. Dzięki zespołowej grze, bez problemu dystansowali nawet silnych rywali i wydawało się, że ich forma będzie tylko zwyżkować. Jednak mecz w Starogardzie, mimo wygranej, obnażył słabości podopiecznych Dainiusa Adomaitisa. Litewski szkoleniowiec nie szczędził uwag pod adresem swoich zawodników i hucznie zapowiadał, że przez cały tydzień będzie sumiennie przygotowywał się do meczu na szczycie. Czynnikiem, przemawiającym za jego teamem na pewno jest coraz lepsza postawa w lidze Camerona Bennermana i Jerela Blassingame’a. Dwójka Amerykanów zaczyna wręcz przewodzić w słupskiej ekipie i jeśli dodamy do nich jeszcze, groźnych zarówno na obwodzie jak i pod tablicami Mantasa Cesnauskisa oraz Zbigniewa Białka, możemy być pewni, że gospodarze będą walczyć o zachowanie pozycji lidera do ostatnich sekund. Z kolei Zastal jest mimo wszystko w nieco lepszym nastroju, a to za sprawą jednopunktowego zwycięstwa z Treflem Sopot. Zielonogórzanie, choć początkowo przegrywali, pokazali klasę w drugiej połowie meczu i wygrali po raz czwarty z rzędu. Właśnie ostatnie 20 minut zeszłotygodniowego spotkania jest chyba najdokładniejszym wymiernikiem potencjału, jaki drzemie w poszczególnych zawodnikach. Odnosząc się do tego, opiekun zespołu, Tomasz Herkt apelował do swoich podopiecznych, by uwierzyli w swoje możliwości. Jego zdaniem, wiele błędów wynika właśnie z braku pewnych przekonań, co nie powinno mieć miejsca. W związku z rywalizacją na szczycie, kibice a także włodarze klubu liczą na Chrisa Burgessa. Jeden z najlepszych środkowych naszej ekstraklasy nieraz pokazał, że w trudnych momentach potrafi przejąć ciężar gry na swoje barki, na czym korzysta cała drużyna. Poza tym, ekipa z Winnego Grodu może wiązać też spore nadzieje z Walterem Hodge’m. Portorykańczyk, mimo ostatnio słabszej formy, powinien stanowić przeciwwagę dla wspomnianego Blessingame’a, co tylko dodaje smaczku całej rywalizacji. Wobec tego, wypada zadać pytanie, kto po raz pierwszy dozna porażki w tym sezonie? Początek meczu z sobotę o 18.

Fani warszawskiej Polonii długo czekali na możliwość obejrzenia meczu swojej drużyny we własnej hali. Po miesiącu, ich pragnienie zostanie zaspokojone, dzięki zakończeniu wszystkich prac, związanych z dostosowaniem hali Koło do nowych przepisów. Czy Czarne Koszule w debiutanckim pojedynku przed własną publicznością pokuszą się o zwycięstwo nad Kotwicą Kołobrzeg? Wszystko zależeć będzie od tego, jakie oblicze zaprezentują gospodarze. W pamięci mamy, bowiem dwa, zupełnie skrajne przypadki. Jeden z nich, dotyczy wyjazdowego zwycięstwa nad PGE Turowem Zgorzelec, kiedy to warszawianie wspięli się na wyżyny swoich umiejętności. Drugi, to porażka w słabym stylu z AZS-em Koszalin. Jak będzie tym razem? Jedno jest pewne. Potyczka z Kotwicą, będzie dla podopiecznych Wojciecha Kamińskiego kolejną z cyklu o życie, w związku z czym należy się spodziewać walki o każdą piłkę. Kołobrzeżanie mają, bowiem dokładnie tyle samo punktów, co Polonia, dlatego też, jeśli stołeczni koszykarze myślą o wygranych, to takie okazję trzeba wykorzystywać. Tyle tylko, że nadmorski zespół wcale do słabeuszy nie należy. Ekipa prowadzona przez Dariusza Szczubiała przegrała, co prawda trzy z dotychczasowych czterech pojedynków, ale mierzyła się jak dotąd jedynie z najlepszymi polskimi zespołami. Sympatycy „Czarodziejów z Wydm” liczą na lepszą niż przed tygodniem skuteczność Teda Scott’a. Lider klasyfikacji punktowej TBL, w meczu z Anwilem trafił zaledwie 3 rzuty z gry, co w dużej mierze było przyczyną porażki Kotwicy. Poza tym, wiele zależeć będzie od Darrell’a Harris’a, który z pewnością przysporzy wielu problemów podkoszowym stołecznego klubu. Która z ekip pokusi się o drugą wygraną w sezonie i zapewni sobie bezpieczną pozycję w tabeli? Przekonamy się w sobotę o 18.

W stolicy Wielkopolski na niedzielny mecz z Asseco Prokomem już ostrzą sobie zęby. Mający medalowe aspiracje poznaniacy liczą, że pokonanie Mistrza Polski pozwoli im uwierzyć we własne możliwości i na stałe zagościć w górnej partii tabeli. Tyle tylko, że, podopieczni Miliji Bogicevicia nie dali, jak dotąd, powodów do tego, by stawiać ich w roli faworyta. Dlaczego? Wszystkie zwycięstwa, jakie odnieśli w tym sezonie przekonujące nie są, a ponadto, wystarczyło, że zmierzyli się z nieco lepszym Zastalem i o zdobyciu kompletu punktów nie było mowy. Tym samym trudno przypuszczać, by nagle PBG Basket odmienił swoje oblicze i pokonał ekipę Tomasa Pacesasa. Atuty gdynian wydają się być niepodważalne. Jeśli popularny „Szeryf” zdecyduje się postawić na swoich najlepszych graczy, nie powinno mieć wielkiego znaczenia, jak zmotywowani na parkiet wyjdą poznaniacy. W swoim ostatnim meczu, Mistrzowie Polski pewnie pokonali Siarkę Tarnobrzeg, a głównymi aktorami widowiska byli Boby Brown, Filip Widenow i Adam Hrycaniuk. Jeśli ta trójka pojawi się także na wielkopolskim parkiecie, można liczyć na interesujące pojedynki między nimi, a gwiazdami miejscowego zespołu, wśród których są m in. Eddie Miller i Vladimir Tica. Czy Basket potwierdzi tezę, że bije tylko słabszych? Początek meczu w niedzielę o 15.

W ostatnim pojedynku tej serii gier Trefl Sopot zmierzy się z beniaminkiem TBL, Siarką Tarnobrzeg. Faworytem bezsprzecznie są sopocianie, którzy mimo jednopunktowej porażki z Zastalem nadal liczą się w walce o czołowe lokaty naszej ekstraklasy. Poproszony o wypowiedź Filip Dylewicz tłumaczył, że powodem porażek jego zespołu jest brak koncentracji i wiary poszczególnych koszykarzy we własne umiejętności. Jeśli te czynniki zostały poprawione, śmiało można zaryzykować tezę, że jego team będzie o wiele groźniejszy niż dotychczas. Ponadto, prawdopodobnym jest, że w kadrze meczowej znajdzie się nowy nabytek, Lorinza Harrington. Jest on już kolejnym z serii rozgrywających, przywdziewających barwy Trefla w ostatnich tygodniach, ale spośród nich wszystkich, wydaje się być najlepszy. Mimo to, należy pamiętać, że Karlis Muiznieks będzie miał do dyspozycji także Sandisa Buskevicsa, więc trudno przewidzieć, na kogo wspomniany szkoleniowiec zdecyduje się postawić. Tarnobrzeżanie natomiast, takich problemów nie mają. Skład został, bowiem już dawno wykrystalizowany i niewiadomą pozostaje tylko, jak zagrają wybrańcy trenera Zbigniewa Pyszniaka na tle silnego rywala. Na pewno wiele będzie zależeć od trójki Pringle, Taylor, Goffney, odpowiadającej za całkokształt poczynań ofensywnych Siarki. Poza tym, w ostatnim meczu, choć minimalnie przegranym, bardzo dobrze zagrali Marek Miszczuk i Bartosz Krupa, co może dawać tylko powody do radości. A takowe się przydadzą, bo po wygranej na inaugurację, ekipa z Podkarpacia zmierza coraz niżej w ligowej hierarchii, wobec czego zdobycie dwóch punktów w konfrontacji z Treflem byłoby na wagę złota. Czy tak się stanie? Przekonamy się w niedzielę o 18.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp