Wisła zdecydowanie lepsza w klasyku ligi

Dodano: 1 listopada 2010 10:22
Wisła zdecydowanie lepsza w klasyku ligi
Hubert Krzywda, Informacja własna;foto:Ewelina Biel
Obraz własny

Mecz na szczycie FGE miał być szlagierem kolejki i wydarzeniem w Krakowie. I z pewnością był szczególnie dla miejscowych, gdyż Wiślaczki rozbiły obecnego Mistrza Polski nie pozostawiając złudzeń, kto był w lepszy we wczorajszym meczu.

Początek meczu nie zapowiadał katastrofy Lotosu. Po rzucie Wright, Gdynianki wyszły na prowadzenie 7:4.

Na dodatek myliła się rozgrywająca gospodyń – Jelavic, która popełniła dwie straty pod rząd i raz niecelnie rzucała z wejścia pod sam kosz. Wisła ma jednak Erin Phillips, która potrafi znaleźć się na boisku wtedy, kiedy jej najbardziej trzeba. Njapierw trafia „za tzry”, by potem doskonale znaleźć dobrze ustawione Pawlak i Burse by na sam koniec kwarty równo  z syreną dobić piłkę po niecelnym rzucie jednej z koleżanek. Pierwsza kwarta – 18:14.Początek drugiej ćwiartki to szturm na kosz Lotosu. Paulina Pawlak doskonale znajdywała sobie pozycje za łukiem i dwukrotnie trafiała w ten sposób do kosza rywalek. Odnalazła się też w końcu Jelavic, która pewnymi i szybkimi wejściami na kosz albo skutecznie sama kończyła akcje, albo znajdywała dobrze ustawione Kobryn, Krężel i Gburczyk. Bardzo ładną dobitką z jednej ręki popisała się też Burse po rzucie Phillips. Po pierwszej połowie 39:26.Nic dobrego nie da się powiedzieć o grze przyjezdnych także i w trzeciej części meczu. Po dwóch minutach straciły kolejne 9 punktów z rzędu, a pierwsze punkty z gry w tej części meczu uzyskały dopiero po rzucie Babkiny, kiedy upłynęło już prawie 6 minut. Na domiar złego w 27 minucie meczu na parkiet upadła Wright, która niefortunnie stanęła na nodze po wyskoku przy próbie wejścia pod kosz. Jedyna chyba opcja w ataku Lotosu w tym meczu pojawiła się na parkiecie ponownie dopiero w samej końcówce spotkania. Po trzech kwartach – 63:38.Ostatnia odsłona meczu nie przyniosła specjalnych zmian, choć kto wie jakim wynikiem zakończyłby się mecz, gdyby trener gospodyń – Jose Hernandez trzymał pierwszą piątkę do jego końca. W 35 minucie bowiem wynik po rzucie Pawlak brzmiał już 77:41 i zanosiło się na pogrom. Wtedy jednak pojawiły się rezerwowe, na które koleżanki ustawiały zagrywki, nie zawsze skuteczne, gdyż pojawiło się kilka strat, z których umiejętnie skorzystała pojawiająca się przed końcem meczu Wright, dzięki czemu zmniejszyła stratę do rywalek na 28 punktów.Podsumowując mecz dało się zauważyć mądrą, poukładaną grę Wiślaczek, które potrafiły bardzo dobrze rozciągać grę po obwodzie, gdzie świetnie znajdywała się Pawlak lub Phillips. Gdy zaś te zbyt mocno były kryte przekazywały piłkę pod kosz do Burse lub Kobryn, które wiedziały jak znaleźć do niego drogę. Gra Lotosu w tym meczu opierała się na zbyt indywidualnej i osamotnionej grze Wright oraz podaniach pod kosz do Bjelicy, która nie mogła jednak poradzić sobie z silniejszą Kobryn. Wiślaczkui grały skuteczniej, ale i zdecydowanie wygrały deskę – 39:21 w zbiórkach. Wart podkreślenia jest z pewnością także głośny doping krakowskich kibiców, którzy nie szczędzili gardeł dla swoich zawodniczek.

Wisła Can-Pack Kraków - Lotos Gdynia 82:54 (18:14, 21:12, 24:12, 19:16)

Wisła Can-Pack:Pawlak 19,Kobryn 16,Phillips 16,Burse 11,Krężel 8,Gburczyk-Sikora 6,Jelavić 4,Vučurović 2,Baško 0,Gawor 0.

Lotos:  Wright 16,Bjelica 9,Babkina 8,Mieloszyńska 8, Irvin 7,Misiuk 4,Tomiałowicz 2,Jujka 0,Kaczmarska 0,Sosnowska 0,Ziętara 0.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp