Zacięty pojedynek w Cleveland - Kings wygrywają z Cavs!
Dodano: 31 października 2010 04:48
Autor: Cezary Szwarc, Informacja własna
Zdjęcie: WikiMedia
Po bardzo przewrotnym i zwieńczonym niesamowicie wyrównaną końcówką meczu w The Q, Cleveland Cavaliers w drugiej części swojego back-to-back'u ulegli Sacramento Kings 104-107.
Wszystko potoczyłoby się pewnie inaczej, gdyby podopieczni Byrona Scotta nie pozwolili rzucać swoim rywalom na prawie 52% z gry i 60% zza łuku. Mimo tego, że Kawaleria przegrała, to dzisiejsze spotkanie było i tak o niebo lepszym widowiskiem niż wczorajsza przegrana potyczka w Toronto.
Cavs rozpoczęli mecz swoją podstawową piątką z wracającym do gry Andersonem Varejao na pozycji centra. Pierwsze minuty przebiegały w spokojny sposób, a oba zespoły zdawały się przyglądać swojej grze nawzajem. JJ Hickson - zdobywca 15 punktów, 5 zbiórek i 4 asyst, jakby nieco zaspany przyglądał się tylko temu jak Carl Landry kilkukrotnie rzuca mu nad głową, kiedy ten kryje go na "radar". Na szczęście dla gospodarzy, trójkami i akcjami 2+1 odpowiadali Anthony Parker i Daniel Gibson. Dzięki temu obie drużyny po pierwszej odsłonie remisowały ze sobą 34-34. W drugiej kwarcie ekipa z Sacramento grała zupełnie bez pomysłu w ataku, przez co ułatwioną sytuację do małej "ucieczki" mieli gospodarze. Rozpoczęli oni od akcji duetu Gibson-Hollins, w której Boobie po nietypowej akcji Pick and Roll posłał piłkę pod kosz, gdzie atletycznemu podkoszowemu nie pozostało już nic innego jak zapakować spaldinga do kosza nad głowami rywali. Do końca pierwszej połowy spotkania Kawalerzyści kontrolowali grę, stopniowo powiększając swoją przewagę. Drugą "ćwiartkę" starcia gospodarze wygrali 33-19, przez co wynik po dwóch kwartach wynosił 67-53. Kolejny etap starcia drużyny z Kalifornii z zespołem z Ohio można określić w bardzo filmowy sposób, a mianowicie: "Powrót Królów". Kibicom Cavs, od razu przypomniał się znany im z przeszłości syndrom trzeciej kwarty, w której niejednokrotnie oddawali mecz rywalom. Podobnie było i dziś, kiedy lider Kings - Tyreke Evans postanowił przejąć mecz i odwrócić losy spotkania właśnie w tej odsłonie. Kilka wjazdów pod kosz, trafienie zza linii 7.24m, to tylko kilka sposobów jakimi prowadzenie Cavs zmniejszał utalentowany drugoroczniak, który w całym spotkaniu zanotował 21 punktów, 7 zbiórek i 6 asyst. Na około 2 minuty przed końcem kwarty podopieczni Paula Westphala doprowadzili do remisu, a w kolejnych akcjach zdołali już wypracować niewielkie prowadzenie dla swojego zespołu. Przed decydującą częścią starcia na tablicy świetlnej widniał wynik 84-82 dla gości.W końcowej fazie meczu Winno-Złotym trudno było odzyskać prowadzenie, mało tego przewaga Kings wciąż rosła. Głównymi powodami tego były bezsensownie rozgrywane ataki pozycyjne, po których kilka razy CC poganiani zegarem 24 sekund oddawali trudne rzuty przez ręce "Królów" oraz kompletny brak walki na deskach. Momentem, w którym gospodarze uwierzyli w to, że mogą jeszcze przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, było trafienie za 3 punkty Jawada Williamsa na ok. 8 minut przed syreną kończącą spotkanie. Publiczność zaczęła skandować popularne "Let's Go Cavs!", a na boisku rozpoczęła się wielka gonitwa z czasem i wynikiem końcowym. Boobie Gibson - zdobywca 20 punktów, 2 zbiórek i 7 asyst, trafiał za 3 i po wjazdach pod kosz, a waleczny, jak zwykle Anderson Varejao blokował rywali wybijając piłkę w dalekie rzędy hali Quicken Loans Arena. Mimo nie trafienia ekipy z Sacramento z gry w ostatnich 4 minutach, udało im się dowieźć zwycięstwo do końca. Głównie dzięki dobrej postawie Omriego Casspiego (20pkt. 4zb. 1ast.) i rookiego DeMarcusa Cousinsa (14pkt. 10zb. 2 ast.), którzy mimo i tak słabej skuteczności z linii rzutów wolnych, pomogli jednak nieco swojej drużynie wygrać ważny mecz wyjazdowy w Cleveland. Na 2 sekundy przed końcem szansę na zremisowanie miał jeszcze Gibson, ale z uwagi na brak time-out'ów zmuszony był oddać rozpaczliwy rzut z ponad połowy boiska, który minął się z celem. Warto wspomnieć, że przyzwoite zawody rozegrał również zastępujący z pierwszej piątce Cavs, Mo Williamsa - Ramon Sessions, który na swoim koncie zgromadził pokaźne 21 punktów, 4 zbiórki, 3 asysty i 2 przechwyty.