Mecz bez historii w Toronto - Cavaliers pokonani!
Dodano: 30 października 2010 13:00
Autor: Cezary Szwarc, Informacja własna
Zdjęcie: Obraz własny
Toronto Raptors bez problemu pokonali u siebie Cleveland Cavaliers 101-81. Było to pierwsze starcie w tym sezonie dwóch „opuszczonych” przez swoje wielkie gwiazdy zespołów.Jak doskonale wiemy latem Lebron James I Chris Bosh opuścili swoje dotychczasowe drużyny na rzecz Miami Heat, gdzie próbują stworzyć wraz z Dwyane Wade’em najlepsze trio w historii NBA. Oba zespoły skazywane są teraz na najgorsze miejsca w lidze. Już po obejrzeniu kilku pierwszych akcji można było przewidzieć końcowy rezultat spotkania. Raptors radzili sobie zdecydowanie lepiej bez swojego lidera, niż zespół z Cleveland, który nie potrafili grać przeciwko obronie gospodarzy i niejednokrotnie musiał oddawać rozpaczliwe rzuty w końcówkach akcji. Przyczyniło się to do bardzo niskiej skuteczności Kawalerzystów, którzy do kosza trafiali zaledwie 38% swoich rzutów. Gościom nie pomógł też na pewno brak dwóch ważnych zawodników, którzy nie mogli wczoraj zagrać. Mo Williams nadal leczy bowiem kontuzjowaną pachwinę, a Anderson Varejao został w Cleveland, aby towarzyszyć swojemu ojcu, który miał przejść bardzo skomplikowaną operację serca w Cleveland Clinic Courts. Zespół z Toronto był jednak bezlitosny i wykorzystał braki swojego przeciwnika w maksymalny sposób. „Dinozaury” zebrał z desek 46 piłek, przy czym rywalom pozwolili na tylko 33 zbiórki, do tego rzucali z o wiele wyższą skutecznością od ekipy z Cleveland (47%) i rozdali więcej kluczowych podań (24, Cavs 15). Przez pierwsze trzy „ćwiartki” zespół z Kanady kontrolował grę i utrzymywał przewagę na poziomie ok. 12 punktów, która w trzeciej odsłonie wzrosła nawet do 20. Prawdziwym katami dla gości okazali się Linas Kleiza, który w 27 minut spędzonych na parkiecie zapisał na swoim koncie 19 punktów, 5 zbiórek, 3 asysty i Andrea Bargnani – zdobywca 20 punktów, 1 zbiórki i dwóch asyst. Bestią na „deskach” okazał się Reggie Evans, który wywalczył w powietrzu 14 piłek, w tym aż 5 po atakowanej stronie kortu. Po stronie „Kawalerzystów” trudno nawet wyznaczyć wyróżniającego się koszykarza… Tylko dwóch zawodników zdobyło bowiem powyżej 10 punktów. Jednym z nich był Antawn Jamison, która zebrał 13 oczek, dorzucając do tego jeszcze 2 zbiórki, 2 asysty, 1 blok i 1 przechwyt. Kolejnym był Anthony Parker – zdobywca 10 punktów, 4 zbiórek i 3 asyst. Co ciekawe po 3 kwartach kompletnie zdominowanych przez Raptors, Cavs przebudzili się nieco w na początku ostatniej odsłony meczu, jednak kilka trójek i krótkich serii punktowych nie pozwoliło już wygrać walki z upływającym czasem. Trener Cavaliers na sześć i pół minuty do zakończenia spotkania poddał w pewnym sensie mecz, wpuszczając na boisko zawodników z dalekiego końca ławki rezerwowych. W taki sposób swój debiut w NBA zaliczyli Samardo Samulels i Manny Harris. Obaj Panowie wykorzystali daną im szansę: Manny zdobył 8 punktów, zebrał 2 piłki i rozdał jedno kluczowe podanie, a Samuels dorzucił do dorobku swojego teamu 7 oczek. Spotkanie zakończyło się wynikiem 101 – 81, dla Toronto Raptors.