Derby Florydy dla Heat!
Miami Heat udowodnili, że fala krytyki jaka spadła na nich po porażce na inaugurację z Celtics jest nieuzasadniona. Tym razem nie dali szans przed własną publicznością innemu pretendentowi do tytułu i pokonali pewnie Orlando Magic 96:70.
Sam początek meczu nie wskazywał na to, że zakończy się tak wysokim zwycięstwem Miami. Co prawda Heat uzyskali kilkupunktową przewagę, ale głównie za sprawą Nelsona i Howarda (19pkt,7zb) Magis odrobili straty. Druga kwarta nadal była zacięta i wynik oscylował wokół remisu.
Od początku drugiej połowy trwał już szturm na kosz Magic, Wade (26pkt, 6zb) co rusz trafiał z trudnych i dziwnych pozycji pozycji, swoje robił też James (15pkt,6zb,7as). Trzeci z "wielkich" Heat - Chris Bosh zakończył mecz z dorobkiem 11 punktów oraz 10 zbiórek. Magic kompletnie nie radzili sobie w ataku, gdzie trafiali ledwo z 30% skutecznością z gry, a rzuty z dystansu, które miały być ich mocną stroną - kompletnie zawiodły (ledwo 4/24). Orlando także byli gorsi w zbiórkach - 51:40 na korzyść gospodarzy.
Marcin Gortat na parkiecie przebywał przez 14 minut, W tym czasie zdobył 2 punkty 7 zbiórek oraz miał jeden blok.