Filip Dylewicz: Tutaj zaczynałem swoją karierę

Dodano: 26 października 2010 18:41
Filip Dylewicz: Tutaj zaczynałem swoją karierę
Karol Wasiek, Informacja własna
WikiMedia

Filip Dylewicz w nowym sezonie ma być jednym z najważniejszych zawodników w rotacji trenera Karlisa Muiznieksa w Treflu Sopot. Zawodnik po rocznej przerwie powraca do polskiej ligi i znów ma poprowadzić drużynę znad morza do wielkich triumfów w lidze.

Dylewicz w Treflu Sopot pełni także rolę kapitana. Jak na razie, sopocianie w lidze w trzech spotkaniach - odnieśli dwie wygrane.

Karol Wasiek: Po rocznej przerwie, znów powracasz do Polski. Jednakże nie będziesz już reprezentował barw Asseco Prokomu, ale Trefla Sopot. Co skłoniło ciebie, że podjąłeś decyzję o powrocie? Filip Dylewicz: Przede wszystkim ten rok spędzony we Włoszech był dla mnie nowym przeżyciem. Zdecydowałem się wreszcie na wyjazd, zobaczyłem jak to jest za granicą. W przyszłości na pewno nie będę sobie wypominał, ze nie wykorzystałem szansy, która się nadarzyła. Pograłem tam rok, ale stwierdziłem, że nie ma to jak dom i gra w Sopocie. To był główny argument, że wróciłem do Trefla. Tutaj zaczynałem swoją karierę i bardzo chciałbym ją tutaj zakończyć. Wiem, że wyrażałeś chęć pozostania we włoskiej lidze. Czy oprócz propozycji z Trefla były jakieś inne oferty? - Szczerze mówiąc nie pojawiło się nic ciekawego na tyle, żebym miał zostać we Włoszech. Nie chciałem też na siłę szukać klubu we włoskiej lidze, który byłby w dole tabeli. Zobaczyłem jak to jest, rozłąka z rodziną i przyjaciółmi jest dosyć ciężka. Gdybym był młodszy to pewnie zostałbym we Włoszech. Mam już jednak swoje lata i myślę, że powrót do Sopotu był najlepszym rozwiązaniem. Jak wyglądają treningi we Włoszech i gdzie dostrzegasz największe różnice do tego, co dzieje się w Polsce? - Treningi są bardzo podobne, ponieważ ta baza pod względem koszykówki jest wszędzie taka sama. Nie ma tam jakiś ciekawostek, czy specjalnych systemów treningowych. Sam poziom ligi jest nieco inny. Jest tam wiele bardzo mocnych zespołów, które kiedyś decydowały o tym, że liga włoska była najsilniejsza w Europie. Później, aż do dzisiaj prym wiedzie jednak hiszpańska liga. Praktycznie poza Montepaschi, wszystkie inne zespoły mogą ze sobą wygrać. Nie ma takiej sytuacji, że drużyna z dołu tabeli jedzie do wicelidera i jest od razu skazywana na pożarcie. To jest właśnie znacząca różnica do tego, co się dzieje w Polsce.

Pod koszem będziesz współpracował z Draganem Ceraniciem. Jak oceniasz tego zawodnika? - Dragan jest bardzo doświadczonym zawodnikiem. Widać, że ma jeszcze braki treningowe, ale widać, że z meczu na mecz jest coraz lepiej. Musimy nauczyć się go wykorzystywać. Na pewno potrzeba nam trochę czasu, żebyśmy się rozumieli na boisku. Dragan może wnieść dużo do zespołu, bardzo na niego liczę. Jest on jedynym centrem w naszej drużynie. Przejdźmy na chwilę do reprezentacji Polski. Jak układały się twoje stosunki z trenerem Griszczukiem? - Z trenerem Griszczukiem miałem bardzo dobry kontakt. Jedyna rzecz, która mniej mi się podobała to mała ilość minut na parkiecie. Ale to była decyzja szkoleniowca. Ja jako zawodnik muszę ją zaakceptować. Wiadomo, że po dwóch miesiącach pracy, człowiek spodziewa się nieco więcej zaufania ze strony trenera. Wydawało mi się, że na treningach prezentowałem całkiem niezłą formę. Trener jednak uznał, że Maciej Lampe powinien grać więcej. Myślę, że ta rotacja zawodników powinna być nieco szersza. Nie mam żadnych pretensji do trenera Griszczuka. Pytam nieprzypadkowo, ponieważ po nieudanych eliminacjach Marcin Gortat stwierdził, że reprezentacja Polski potrzebuje trenera z charyzmą. Jakbyś odniósł się do tych słów? - Nie będę komentował jego wypowiedzi. Marcin co roku ma jakieś ciekawe wywiady do prasy. Ja znam go także z zespołu. Potrzeba nam trenera, który zaufa wszystkim zawodnikom, a nie tylko pierwszej piątce. To że ktoś gra w polskiej lidze nie przekreśla ich umiejętności. Nie wiem, czym jest to spowodowane, że gracze z zagranicy grają znacznie więcej.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp