Trzech na trzech - relacja z meczu Asseco Prokom Gdynia - Siarka Tarnobrzeg
Spotkanie w podkarpackim mieście miało dwa oblicza. W pierwszej połowie, fenomenalna gra podopiecznych Zbigniewa Pyszniaka sprawiła, że goście przez dłuższy czas nie byli w stanie dotrzymać im kroku.
W drugiej odsłonie jednak, to gdynianie byli stroną dominującą i dzięki przemyślanej grze zarówno w obronie jak i w ataku ostatecznie zwyciężyli 88:71. Zdobycie kompletu punktów w dużej mierze zawdzięczają Bobby’emu Brownowi, zdobywcy 25 „oczek”.
Gospodarze, by myśleć o nawiązaniu równorzędnej walki z Asseco Prokomem, od pierwszych minut ochoczo ruszyli do ataku. Ich działania dość szybko przyniosły zakładaną korzyść, bowiem już po dwóch minutach, dzięki dobrej grze Louisa Truscotta prowadzili 7:0. Ku uciesze miejscowych kibiców, tarnobrzeżanie nie zamierzali na tym poprzestać i w dalszym ciągu wprawiali w osłupienie stojącego bezradnie przy linii końcowej Tomasa Pacesasa. Gdy w połowie kwarty wynik na tablicy świetlnej brzmiał 15:5, przyjezdni zdali sobie sprawę z powagi sytuacji. O ile jednak, w defensywie nadal popełniali oni wiele błędów, to dzięki niesamowitej grze w ataku wspomnianego na początku Browna zaczęli systematycznie odrabiać straty. Amerykanin, który w meczu z Chimki Moskwa zszedł z boiska za dwa niesportowe faule wyraźnie chciał odkupić winy i był wprost nie do zatrzymania. Gracze Siarki nie pozostawali, jednak dłużni. Wszystko za sprawą będącego w równie dobrej dyspozycji strzeleckiej Kevina Goffney’a, który punktował głównie z półdystansu, dzięki czemu jego team nieznacznie prowadził po pierwszej części 21:18.Wydawało się, że w drugich dziesięciu minutach to przyjezdni będą dyktować warunki gry. Jednak ich plany wzięły w łeb w momencie, gdy w posiadaniu piłki był duet Goffney – Pringle. Liderzy podkarpackiego zespołu grali bez respektu dla o wiele bardziej utytułowanego rywala i co chwilę powiększali swoją zdobycz punktową, z czego czerpała korzyść cała drużyna. W pewnym momencie mogło się wydawać nawet, że znów będziemy świadkami dominacji Siarki, ale siedmiokrotni Mistrzowie Polski mieli w swoim składzie niezawodnego Browna, który był najlepszą odpowiedzią na odważną grę gospodarzy. Kreowany na następcę Qyntela Woodsa, koszykarz, nie miał żadnych oporów przed defensywą przeciwnika i podobnie jak jego rodacy występujący w Siarce, raz za razem „dziurawił” kosz przeciwnika. Po tych wydarzeniach, Asseco Prokom zdołał wyjść na jednopunktowe prowadzenie i jak się okazało, utrzymał je do końca kwarty. Ambitnemu beniaminkowi nie pomogło nawet kilka celnych rzutów na samym finiszu Stalneya Pringle’a i stało się jasne, że o korzystny wynik na koniec meczu będzie bardzo trudno.Po zmianie stron wyrównana walka trwała jedynie kilkadziesiąt sekund. Potem, dzieło zniszczenia efektowną „trójką” zapoczątkował nie kto inny, jak Brown i widać było, że goście zaczynają nabierać rozpędu. Gdy do dotychczasowego lidera gdynian dołączyli jeszcze Filip Widenow i Adam Hrycaniuk, sytuacja podkarpackiego zespołu była już nie do pozazdroszczenia. Tarnobrzeżanie wyraźnie nie mogli sprostać twardej defensywie w wykonaniu koszykarzy z Trójmiasta, a ponadto, niezawodni jak dotąd Amerykanie, stali się zupełnie bezradni w ofensywnie i biernie przyglądali się rozwojowi wypadków. Gracze Prokomu natomiast, korzystali z tego jak mogli. Siarka, 2 minuty przed końcem zdołała co prawda, odrobić część strat, al tuż przed końcową syreną, kolejną „trójką” popisał się Widenow i przed decydującą batalią, faworyci spotkania wygrywali 58:48.W czwartej kwarcie, Asseco Prokom nie pozostawił złudzeń, kto bardziej zasłużył na wygraną i do ostatnich sekund kontrolował wydarzenia na parkiecie. Tym razem jednak, w roli głównej wystąpił Adam Hrycaniuk. Grający na fantastycznej skuteczności polski center, nie miał sobie równych w walce pod tablicami i nawet miejscowi kibice oklaskiwali jego udane zagrania. Dominacji rywala próbował się przeciwstawić aktywny w pierwszej połowie Pringle, ale jego kilka punktów było zaledwie kroplą w morzu potrzeb tarnobrzeskiej drużyny. Gdy dwa rzuty osobiste wykorzystał Robert Witka, przyjezdni prowadzili, bowiem 67:51 i jedyną niewiadomą tego wieczoru pozostawały jedynie rozmiary ich zwycięstwa. Efektem tego, wśród zawodników naszego jedynaka w Eurolidze nastąpiło rozluźnienie, co pozwoliło w końcowych fragmentach przejąć inicjatywę gospodarzom. Mimo to, Mistrz Polski pewnie wygrał w oddalonym od Gdyni o 588 kilometrów Tarnobrzegu i przynajmniej na jakiś czas zagościł wśród najlepszych drużyn ligi. Zespołowi z Południowego Wschodu Polski natomiast, pozostaje pogratulować świetnej pierwszej połowy i życzyć powodzenia w kolejnych potyczkach z już potencjalnie słabszymi rywalami.Na koniec warto zwrócić uwagę na fakt, że z 88 punktów zdobytych przez ekipę z Trójmiasta, aż 66 było autorstwem trzech graczy (Widenow, Brown, Hrycaniuk). W Siarce sytuacja wyglądała podobnie, na 71 „oczek” całej drużyny, 60 (!) zdobyła trójka: Trouscott, Pringle, Goffney. Im wszystkim należą się słowa uznania, za to, że walczyli o korzystny wynik dla swoich drużyn. Jednak cała reszta, wyraźnie odstawała od poziomu przez nich narzuconego, co nie wróży dobrze na przyszłość zarówno jednemu, jak i drugiemu zespołowi.