Pireuska Degrengolada
Witam wszystkich fanów koszykówki w wydaniu europejskim. Nazywam się Kamil Doliński i chciałbym nawiązać dłuższą współpracę z portalem traktującym o koszykówce - koszykowka.net. W tym celu chciałbym opisać wszystkim to, czym będzie żyła cała Europa przez najbliższe osiem miesięcy.
Tak, zgadliście - będą to rozgrywki najlepszej ligi w tej części świata - Euroligi. Chciałbym by mój cykl poświęcony drużynom tych zmagań stał się dla Was pomocny. Na początek przygotowałem felieton o największych przegranych ostatniego dziesięciolecia - Olympiakosie Pireus.
Pireuska Degrengolada
Geneza powstania klubu: Olympiakos Pireus jest częścią wielosekcyjnego klubu sportowego ufundowanego w 1925 roku. W początkowej fazie istnienia tej marki drużyna koszykarska działała tylko w wydaniu juniorskim. Za prawdziwy początek koszykówki w Pireusie uznaje się więc rok 1931,kiedy to grupka znajomych, zafascynowana rosnącą popularnością tego sportu w USA,podpisuje akt fundujący powołanie tego zespołu do zawodowej ligi Ethniki.
Historia: Koszykarska sekcja Olympiakosu od początku swojego istnienia musiała stawiać czoła ogromnym przeciwnościom losu. Klub ten w tym czasie nie był synonimem wielkich pieniędzy(tak jak widzimy go teraz),był za to traktowany jako biedny kuzyn wspaniałej od samego założenia sekcji piłkarskiej. Tak więc przez pierwsze dwie dekady istnienia nie zdarzyło się w historii koszykarskiego Olympiakosu nic,co warte jest odnotowania. Pierwsze sukcesy przyszły wraz z osobami braci Spanoudakis. Ci pasjonaci basketu,od samego początku swojej pracy w klubie chcieli mu nadać amerykański charakter,wzorowali się na tym,co mogli zobaczyć będąc w kolebce koszykówki. Dużym zwrotem w historii sekcji było spotkanie młodszego z braci,Giannisa,z legendarnym Bobem Cousym. Miał On swój wkład w opracowanie stylu późniejszych graczy Oly. Grająca w bardzo widowiskowy sposób ekipa braci sięgnęła w 1949r. po pierwsze mistrzostwo kraju. Na drugie mistrzostwo kraju koszykarze z Pireusu kazali czekać swoim kibicom aż jedenaście lat. Tę bardzo długą przerwę osłodzili jednak im pierwszym występem w pucharowych rozgrywkach poza granicami Hellady. Po tym bardzo dobrym występie przyszedł kolejny kryzys sekcji. Popadająca w coraz większe problemy finansowe spółka wycofała nawet swój zespół na rok z rozgrywek greckiej A1. Czas ten poświęciła na powolne odbudowanie nadszarpniętego wizerunku. Po piętnastu latach posuchy nadszedł jednak czas triumfu,synonimem sukcesu w Pireusie stał się były trener greckiej drużyny narodowej Fedon Matheou. To Jemu kibice Czerwonych zawdzięczają najlepszy ligowy sezon w historii. Drużyna Matheou wygrała wszystkie 22 spotkania w sezonie i dzięki temu została ukoronowana pierwszym po piętnastu latach laurem w A1. W tym samym sezonie drużyna zaprezentowała się równie dobrze w rozgrywkach europejskich i po raz pierwszy w historii znalazła się na prawdziwym piedestale. Na kolejny triumf ekipy nie trzeba było czekać. Wygrali Oni ligę już trzy lata później,wprawdzie nie było już wielkiego” architekta z Thessalonik”(tak nazywany był przez media Matheou),spuścizna po Nim została jednak idealnie wykorzystana,czego efektem była również wspaniała postawa w Pucharze Europy,młoda drużyna,praktycznie pozbawiona gwiazd,awansowała w nim do najlepszej szóstki. Następna dekada nie przyniosła już żadnych większych sukcesów,klub został pozostawiony w opłakanym stanie przez byłych właścicieli. Dlatego też lata 80 są niechętnie wspominane przez fanów zespołu.
Lata '90: Tu przechodzimy do najwspanialszego jak na razie okresu Olympiakosu. Klub pozbierał się po fatalnej w skutkach zmianie w zarządzie klubu i powoli zaczął wychodzić z marazmu. Prawdziwym zwrotem dla zespołu ufundowanego przez amerykańskich greków okazał się sezon 1991/92. Wtedy też podjęto decyzję o zatrudnieniu Giannisa Ioannidisa. Ioannidis stworzył zespól ukierukowany wybitnie ofensywnie,ale i nie zapominający o twardej obronie. Olympiakos opuścił też swą starą halę i przeprowadził się do najnowocześniejszej(jak na ówczesne czasy) w Europie. Pierwszy sezon Ioannidisa nie doprowadził jeszcze do gruntownej zmiany sił w A1(zespół przegrał w finale z Paokiem),ale już napawał optymizmem kibiców klubu. Rok później Olympiakos zadziwił jednak wszystkich w Europie wygrywając bez problemu Ligę grecką i awansując do Last 8 Euroligi.Tam wprawdzie młody zespół Ioannidisa kariery nie zrobił,ale to był znak dla wszystkich,że Olympiakos wyrasta na nową siłę w europejskim baskecie. Rok później wzmocniony posiłkami zza oceanu(Tarpley,Fassoulas) po raz kolejny został Mistrzem Grecji,zrobił jednak jeszcze jeden krok do przodu i awansował do ścisłego finału Euroligi,gdzie po słabym meczu uległ Joventutowi Badalona. W następnym sezonie Ioannidis tradycyjnie wygrał z Olympiakosem Ligę Grecką(po raz trzeci z rzędu) i znowu awansował do ścisłego finału Euroligi,gdzie ponownie uległ zespołowi z Hiszpanii-tym razem była to ekipa Realu Madryt. W Pireusie grał wtedy m.in. Eddie Johnson,były najlepszy rezerwowy NBA. W sezonie 1995/96 wreszcie przyszedł kryzys formy Greków. Wygrali Oni wprawdzie rozgrywki A1,ale w Eurolidze zagrali najsłabiej od trzech lat. Porażkę tę posadą okupił Ioannidis. Kibice Olympiakosu dobitnie się wtedy przekonali,że Rivers to nie Johnson,a Berry to nie Volkov. Kiedy wydawało się już,że marzenia o triumfie w najlepszych rozgrywkach klubowych Europy odpłynęły wraz z wyjazdami do Tel-Aviwu,a następnie Saragossy przyszedł kolejny wspaniały sezon Oly okraszony awansem do finałowego turnieju Euroligi w Rzymie. Tam przeszli bezproblemowo półfinał,a w finale czekał na nich kolejny reprezentant Hiszpanii- Barcelona. Nowy trener Dusan Ivkovic tchnął jednak jakiegoś niesamowitego ducha w ten zespół,bo bez większych zmian kadrowych potrafiła ona bez najmniejszego problemu wygrać z bardzo mocną Barceloną. Ojcem sukcesu został uznany tak krytykowany rok wcześniej David Rivers,który rozegrał koncertową partię w finałowym spotkaniu. Ivković natomiast do dziś jest traktowany pod Atenami jak bohater. Nie muszę również chyba dodawać,że Olympiakos sięgnął po piąty tytuł Mistrza Grecji z rzędu i tym samym wyrównał rekord Panathinaikosu w wygranych tytułach z rzędu. Pozostałe dwa sezony tej dekady okazały się porażką. Zespół Ivkovicia nie sięgnął już po żaden tytuł.
Ostatnia dekada: Co tu dużo mówić-klapa. Tak można jednym słowem określić to,co działo się w Pireusie w ostatnim dziesięcioleciu. Mimo,że w klub inwestowane były potężne pieniądze nie stanął on ani razu na najwyższym stopniu podium,zarówno w rozgrywkach europejskich,jak i w rodzimej lidze. Jeśli wymienię Państwu nazwiska trenerów,którzy prowadzili w tym czasie Olympiakos i dodam do tego,graczy jakich dysponowali trudno będzie chyba uwierzyć,że nic nie dało się osiągnąć.
Od Autora: Bacznie śledzę to,co działo się w ostatnim dziesięcioleciu w tym klubie,z racji wieku oczywiście. Wcześniejsze poczynania mogę przyswajać sobie tylko dzięki starym filmom,zdjęciom,artykułom. Czymś,co nie odda w pełni tego,jakim klubem był kiedyś Olympiakos.A moim zdaniem był to klub,który wyniósł wiele z narodowej greckiej tradycji. Proszę tylko popatrzeć,jacy gracze kiedyś stanowili o sile zespołu. Byli to gracze greccy,którzy byli w jakiś sposób związani z tym klubem. Źle się wyraziłem,nawet nie w jakiś,a w wyjątkowy sposób. Proszę popatrzeć ile lat spędzili w tym klubie Nakić,Tarlac,Tomic i przede wszystkim Kambouris. Jestem zafascynowany tym człowiekiem. On od ósmego do trzydziestego-trzeciego roku życia związany był z Olympiakosem. To jest fenomen. Kiedyś spytano Go o to,czy mógłby kiedyś zagrać w Panathinaikosie. Wiecie co odpowiedział? Nie odpowiedział tak jak teraz mają w zwyczaju robić to niektórzy ludzie- 'nie zagram w tym klubie,bo to złodzieje' , 'nie będę nigdy grał w takim klubie,ich kibice to śmiecie'. On po prostu odpowiedział: 'nie chciałbym kiedyś spotkać się z sytuacją,że Olympiakos proponuje mnie Panathinaikosowi'. Powiecie pewnie: 'co w tym dziwnego',ja odpowiem,że 'ano nic'. Tylko wolę taką odpowiedź niż pozowaną nienawiść do czegoś. Przepraszam za tę dygresję. Miałem przecież pisać o moich wrażeniach o tym klubie z Pireusu,do którego mam słabość.
Moja konkluzja jest taka: Olympiakos idzie po prostu w złą stronę. Lepiej by było,gdyby zamiast drogich,często kompletnie niepotrzebnych koszykarzy zainwestował w szkolenie młodzieży,w kadry i przede wszystkim w porządnego trenera. Takiego faceta z jajami jakim kiedyś był Ioannidis. Ten facet przecież nagle nie zmienił mentalności zawodników,po prostu był takim swoim gościem,kimś takim kim nigdy nie był Giannakis.
Jest jakiś krok do przodu w tym zespole,co mnie bardzo cieszy. Bardzo sensowne transfery,trener znający doskonale środowisko,w którym przyjdzie Mu pracować i szanowanie wychowanków. To oznacza jedno-ktoś wreszcie zaczął doradzać braciom Angelopulos. Mam nadzieję,że to nie jest chwilowa 'niedyspozycja' charyzmatycznych dowódców okrętu o nazwie Olympiakos,a przemyślane,długofalowe działanie na korzyść tego wspaniałego i bardzo zasłużonego klubu. Bo nie wystarczy jak widać mieć w składzie Kleizę,Childressa i Schortschanitisa. Jak pokazuje pierwszy mecz z silnym rywalem wystarczy mieć dwunastu fajnych gości.
- Środa- Cykl Dwunastu Fajnych Ludzi- część 1. Dejan Bodiroga.- Czwartek- Raport Do Draftu- Piątek- Skarb Kibica cz. 1.- Sobota- Skarb Kibica cz.2.- Niedziela- Skarb Kibica cz.3