Pełną Parą... Czyli Historia Koszykówki od A do Ą
Powoli, mozolnie, ślimaczo kroczymy w kierunku początku sezonu. Mecze przedsezonowe ruszyły na dobre, mamy już pewne problemy zdrowotne w Miami , NBA Europe Tour zakończył się o czym już pewnie słyszeliście ze 100 razy zwycięstwem Barcy nad Lakers. …
Byłbym ślepy nie widząc jak Mistrzowie NBA chcieli wygrać i pokazać kto rządzi w klubowej koszykówce na świecie. Nawet Kobe grał dłużej niż w Londynie,a pamiętajmy że ma nadzieje zagrać jeszcze na IO właśnie na wyspach.
No więc właśnie, wiemy że to nie ten etap rozgrywek ble, ble, ble… Ale czy wy uważacie że Jeziorowcy powinni byli ten mecz wygrać, czy byli faworytami , a może sercem zawsze jesteście w Europie? Morze jest głębokie i szerokie a koszykarskie powinni nie tylko w tym przypadku nie ma na szczęscie racji bytu. Faworyci nie tylko przecież w koszykówce są tylko na papierze. To na rozgrzewkę!!!
W tym miejscu chciałbym przypomnieć kilka meczy typu powinni byli wygrać. Kilka meczów i serii w których faworyt był ale… Na tapety jako pierwsi wyskoczyli Dallas Mavericks i rok 2007. Oczywiście!!!! Murowany faworyt do tytułu, 67 zwycięstw w sezonie regularnym i skład o jakim marzy każdy trener z Dirkiem, Terrym i Howardem w szeregach. Na przeciw Warriors którzy w walce o PlayOffs wygrali 9 z ostatnich 10 meczów, pokonali nawet Dallas tuż przed końcem rozgrywek, ale przecież Mavs oszczędzali graczy przed PO. Jasne!!!22.04.2007 rozpoczął się dramat Johnsona , jego graczy i oczywiście Marka Cubana. 4 na 16 z gry Nowitzkiego w pierwszym meczu przed własną publicznością to tylko zalążek tragedii. Świetny mecz Barona Davisa na początek spokojnie wystarczył na stremowanych gospodarzy. Przecież to dopiero pierwszy mecz zdawali się mówić koszykarze Mavs. W zasadzie mieli racje bo już w następnym meczu gładko wygrali i przenieśli się do Oakland. Tutaj na dzień dobry zobaczyli to:
I chyba nogi się pod nimi ugięły. Ja mecz oglądałem w TV i też miałem "ciary". Na całym ciele!!! Oni po prostu musieli to wygrać przy takiej widowni .Cała hala wypełniona kibicami w trykotach „We Believe” na piersiach wyzwoliła w graczach Warriors iście wojowniczy instynkt. Zwyciężyli gładko. Lecz już w meczu nr.4 (najlepszy mecz tej serii) przyszła prawdziwa walka z przeciwnikiem a nie z ich cieniem. Dwie trójki z niewiarygodnych wręcz pozycji Nowitzkiego na kilka sekund przed końcem dały nadzieje na zwycięstwo, lecz na linii stanął Davis. Trafił co prawda tylko drugi z rzutów ale przy niecelnym wyrzucie spod kosza (niestety zabrakło time-outów) Harrisa stan 3-1 dla GSW stał się faktem. W piątym meczu wygrali gracze Dallas, lecz wracając z powrotem do Oracle Arena w Oakland chyba nawet kibice Mavericks nie wierzyli w zwycięstwo swoich pupili. I tak się stało.4-2 dla Warriors…W roku 1986 Mistrzowie NBA Lakers w finale konferencji zwierzyli się z Rockets i ich „Twin Towers” Sampson & Olajuwon .Po kilku grubych latach w LA nikt nie przypuszczał że po ostatnim gwizdku, ostatniego meczu tej serii w Mieście Aniołów popłyną łzy. Niestety… Po pierwszym wygranym meczu przed własną publicznością gwiazdy z Kalifornii poczuły się zbyt pewnie i już w drugim meczu zaczęły się problemy. Porażka na 1-1 bolała tym bardziej że następne mecze rozgrywane były już w Houston. W Teksasie nikt nie bał się Lakers i z 1-1 zrobiło się 1-3! Ale przecież nikt się tym nie zmartwił bo mecz nr.5 rozgrywany był w Great Western Forum. Poprzednia przypowieść o „szóstym” graczu w postaci kibiców nie zawsze przecież musi się sprawdzić .I tak się stało gdyż piąty mecz po niezwykłym spotkaniu zakończył się tym
rzutem Sampsona i rozpacz Coopera była bardzo ale to bardzo wymowna. Dla Rockets był to niezwykły sezon, gdyż po zwycięstwach nad Lakers przyszło im się zmierzyć z Celtami w finale lecz na całe nieszczęście dla Hakeema i jego kolegów w niecałe 3 tygodnie po wygranej bitwie, przegrali wojnę i to Celtowie zostali nowymi Mistrzami NBA.Osiem lat później bo w 1994 roku, pewni siebie byli również „Ponaddzwiękowcy” ze Seattle (chce z powrotem Sonics), którzy zmierzyli się z ósmą drużyną na zachodzie czyli z Nuggets. Opowieści o „Upsets” ciąg dalszy. I tym razem własny parkiet to nie wszystko. Co prawda George Karl wraz ze swoimi podopiecznymi cieszył się dwukrotnie ze zwycięstw na swoim parkiecie prowadząc 2-0 po dwóch pierwszych meczach. Ale pokiwał im Mutombo i po świetnych pojedynkach (szczególnie mecz nr.4 wygrany przez „Bryłki” po dogrywce) było już 2-2. Zarówno jedni jak i drudzy mieli chrapkę na awans, ale to Sonics wygrali w końcu 63 gry w sezonie i byli murowanymi kandydatami do zwycięstwa w meczu nr.5. Nie było by tej historii przecież gdyby wygraliby gracze Seattle.3-2 dla Denver było szokiem dla wszystkim
Cała historia w końcu zdarzyła się w latach 90’,gdzie o niespodziankę było naprawdę ciężko (patrz Bulls).
Na zakończenie cofnę się tylko o 4 lata do serii…. Lakers-Suns. Prawdą jest że faworyci w tej serii wygrali, ale czy przy stanie 1-3 dla LA, ktoś wierzył w Phoenix? Ja osobiście średnio, bo i na pewno pamiętacie rzut Koby’ego w meczu nr.4 który zabolał graczy z Arizony….. Wszyscy to widzieli daruję sobie. Największą porażką Lakers był jednak mecz który powinni wygrać a przegrali. Spotkanie nr.6 bo o nim mowa było dla mnie jeszcze większym wydarzeniem niż pamiętny czwarty mecz. „Run’n Gun Game” w którym wszystkie scenariusze były możliwe. Kiedy Jeziorowcy witali się już z gąską prowadząc na 5 sekund przed końcem 105-102 i wynik 4-2 w serii był na wyciągnięcie ręki, Tim Thomas zrobił to
a rzut Bryanta który chciał w ostatniej akcji sam wygrać mecz i zostać bohaterem niestety okazał się być „Air ballem”. Była jeszcze dogrywka ale w niej jak profesorowie zagrali Suns i przy stanie 3-3 wrócili do domu by gładko ograć graczy z LA.
Poniższe karty z historii, a szczególnie ostatnia świadczą (wiadomo o czym że Lakers są słabi) o tym że w koszykówce w ping pongu i szachach wszystko jest możliwe. Oczywiście Ameryki nie odkryłem,ale za niecałe 2 tygodnie rusza NBA , i nie potrafię się już doczekać takich meczy jak wyżej i chyba każdy (a) z Was. Pamiętajmy jednak że mecze o których pisałem są meczami z PO a te dopiero w kwietniu, więc miłego czekania (Żart!).