Poloniści bez szans w Gdyni
To miał być mecz prawdy. Po bolesnej porażce z Zastalem w pierwszej kolejce Tauron Basket Ligi, Mistrzowie Polski musieli udowodnić, że nie zapomnieli jeszcze jak się wygrywa i pokonać przed własną publicznością warszawską Polonię.
Jak się okazało, podopieczni Tomasa Pacesasa wzięli sobie te słowa do serca i w środowym pojedynku zdeklasowali stołeczny zespół 81:53. Tym razem jednak, na parkiecie zagościły największe gwiazdy Asseco Prokomu.
Już od pierwszych minut gospodarze próbowali narzucić rywalowi swój styl gry i możliwie jak najszybciej wypracować sobie przewagę punktową. Początkowo, realizację tych założeń uniemożliwiał panujący na boisku chaos. Dużo niecelnych rzutów z obu stron sprawiało, że po 5 minutach gry wynik brzmiał 4:2. Sytuacja uległa, jednak zmianie w drugiej części kwarty. Asseco Prokom zaczął, bowiem wykorzystywać przewagę na tablicach i szybko odskoczył słabo grającej Polonii na 8 punktów. W dużej mierze było to zasługą Daniela Ewniga, zdobywcy 19 punktów w całym spotkaniu. Chociaż Poloniści nie raz próbowali odpowiedzieć na popisy gdynian, to, jednak w żaden sposób nie potrafili wstrzelić się w kosz przeciwnika. Część strat zdołali odrobić dopiero w końcówce „ćwiartki”, kiedy to gracze Prokomu poczuli się zbyt pewnie, odpuszczając krycie czołowych strzelców warszawskiego zespołu.Za taką postawę, główni pretendenci do tytułu mistrzowskiego dostali ostrą reprymendę od trenera Pacesasa i na efekty nie trzeba było długo czekać. Po zaledwie 120 sekundach drugiej odsłony, miejscowi prowadzili już 22:13, co wyraźnie podcięło skrzydła warszawianom. Co więcej, nawet roszady w składzie Czarnych Koszul nie przynosiły pożądanego efektu. Wszystko to sprawiało, że powstrzymanie rozkręcającej się z minuty na minutę nadmorskiej lokomotywy graniczyło z cudem. Gdy do wspomnianego Ewinga dołączył jeszcze Courtney Eldrige, przewaga Asseco Prokomu wzrosła do 17 punktów i nic nie wskazywało na to, by coś miało się w tej kwestii zmienić. Polonistów do walki próbował poderwać Harding Nana, lecz w pojedynkę nie był w stanie wiele zdziałać. Coraz lepiej natomiast, prezentował się Adam Łapeta. Center reprezentacji Polski nie miał sobie równych w walce o górne piłki i co chwilę zapisywał na swoim koncie kolejne punkty. Obrazu gry nie zmieniła nawet dobra końcówka w wykonaniu Darrnella Hinsona, albowiem po 20 minutach, wynik na tablicy świetlnej brzmiał 43:22, co stawiało gospodarzy w bardzo korzystnej sytuacji przed nadchodzącą drugą połową.Po zmianie stron do ataku ruszyli przyjezdni. Ich plany zostały jednak, szybko zweryfikowane przez skuteczną grę w obronie nadmorskiego teamu. Jedynym, który wybijał się ponad przeciętność w ekipie Polonii w dalszym ciągu był Hinson. Jednakże jego koledzy nie potrafili dorównać mu poziomem, przez co efekt jego działań nie był tak widoczny. W tym czasie, dowodzeni na parkiecie przez Adama Łapetę gdynianie, systematycznie powiększali przewagę, czym wprawiali w zachwyt swoich fanów. Coraz bardziej aktywny był Bobby Brown, który w przeciwieństwie do Łapety, punktował głównie zza linii 6,75 m. Nie można zapomnieć także o Ewnigu. Czarnoskóry rozgrywający w dalszym ciągu doskonale wywiązywał się ze swojej roli nie tylko udanie penetrując strefę podkoszową rywala, ale i celnymi podaniami otwierając drogę do kosza swoim partnerom. Dzięki temu, przed decydującą batalią, trójmiejska drużyna prowadziła 64:38 i tylko cud mogłby odebrać jej wygraną.W ostatnich 10 minutach, Prokom kontrolował wydarzenia na boisku i pewnie zmierzał po komplet punktów. Zdający sobie sprawę z własnej niemocy Poloniści sprawiali wrażenie, jakby chcieli tylko doczekać do końca pojedynku. Zdołali oni jednak, pokonać barierę 50 punktów, głównie dzięki niezmordowanemu Hinsonowi. Przywoływany wielokrotnie w naszej relacji zawodnik, mimo niekorzystnego wyniku, do samego końca walczył ambitnie o każdą piłkę, za co należą mu się słowa pochwały. Na nic zdały się jednak jego wyczyny, skoro cały zespół nie był w stanie nawiązać równorzędnej walki z podrażnionymi przegraną w Zielonej Górze i lidze VTB koszykarzami Asseco Prokomu. Ostatecznie gospodarzom udało się zdobyć upragnione 2 punkty i dzięki temu spokojnie będą mogli czekać na rozwój wydarzeń w trakcie weekendowych spotkań. Zawodnicy Polonii natomiast, przekonali się po raz kolejny, że pozostało im jeszcze dużo pracy, by osiągnąć zakładany pułap i skutecznie bić się o zwycięstwa z najlepszymi.