Zza kosza - subiektywny przegląd wydarzeń z parkietów TBL
Nieudany eksperyment. Tymi słowami należy podsumować pierwszy mecz w ligowym sezonie Asseco Prokomu Gdynia. Chociaż rywal, Zastal Zielona Góra wybitnych zawodników w swoim składzie nie ma, to jak się okazało solidna gra wystarczyła do tego, by na wejściu pokonać Mistrzów Polski.
O postawie podopiecznych Tomasa Pacesasa wiele dobrego powiedzieć się nie da, ale w tej kwestii pretensje trzeba kierować nie tylko do samego trenera, ale też do włodarzy klubu. W piątkowej zapowiedzi tego pojedynku wspominałem o tym, że jeżeli na parkiecie pojawią się gracze zakontraktowani przez nadmorski klub z myślą o występach w Tauron Basket Lidze, to… będzie to dodatkowy atut dla gospodarzy. I tak też się stało. Do tej pory, przynajmniej ja, uważałem, że polityka gdyńskiego klubu prowadzona jest rozważnie i przemyślanie. Tym razem jednak, popełniony został błąd. Nie waham się tak stwierdzić, bowiem koszykarze, którzy byli do tej pory tylko i wyłącznie ligowymi średniakami nie zagwarantują spektakularnych wyników i lepiej uderzyć się w pierś już teraz póki nie jest za późno. Oczywiście można mimo to cierpliwie czekać na poprawę sytuacji, zwłaszcza, że to był dopiero pierwszy mecz, ale pytanie czy w obecnej sytuacji ma to sens. Mam tylko nadzieję, że nie zostaną wykonane żadne pochopne ruchy na wzór tych z piłkarskiej drużyny Polonii Warszawa, bo oznaczałoby to wręcz upadek autorytetu hegemona polskiego basketu w XXI wieku. Nie ukrywam natomiast, że cała drużyna Zastalu wywołała u mnie pozytywne emocje. Jestem przekonany, że kibice z Winnego Grodu będą mogli jeszcze nieraz wznieść ręce w górę w geście tryumfu w ciągu najbliższych miesięcy. Tego przynajmniej możemy być pewni, bo jeśli chodzi o dalszą przyszłość, to w tym naszym światku polskiej koszykówki zdążyliśmy się już przekonać, że nawet satysfakcjonujące wyniki nie gwarantuje ciągłości klubu.
Drugi z beniaminków ekstraklasy, Siarka Tarnobrzeg, podobnie jak Zastal, na starcie dostarczyła swoim kibicom powody do radości. Choć przez długi okres gry gracze z Podkarpacia oglądali plecy swoich rywali, to w ostatniej kwarcie wspięli się na wyżyny swoich umiejętności i ostatecznie zwyciężyli różnicą czterech punktów. Należą się gratulacje. Tyle tylko, że nie zmienia to mojej opinii dotyczącej obsadzenia jedynego miejsca w lidze premiowanego spadkiem, które już na długo przed startem TBL przeznaczyłem dla Siarki i ta jedna wygrana mojego zdania nie zmieni. Ciekawy jestem za to, jak dzień po spotkaniu czuje się doskonale znany mi jeszcze z rozgrywek na niższych szczeblach trener Zbigniew Pyszniak. Zawsze cechowało go ekspresyjne wyrażanie swoich myśli wobec boiskowych wydarzeń. Wobec tego, nerwowa końcówka, jakiej doświadczył w sobotę z pewnością dała mu się we znaki. Niemniej jednak, ambicja, której na pewno mu nie brak, zawsze będzie czymś, co bezgranicznie pochwalam.Tymczasem na drugim biegunie Polski powstaje zespół, który potrafiłbym w ciemno scharakteryzować. Mówię o Kotwicy Kołobrzeg, która przed sezonem skorzystała na degradacji Znicza Jarosław i sprowadziła z handlowego miasta trenera Dariusza Szczubiała oraz… czterech zawodników. Koszykarscy kibice pewnie do dziś w pamięci mają takich graczy jak Keddric Mays czy Jeremy Chappell, którzy w każdym meczu dziurawili kosz rywala niezależnie od okoliczności i byli ostoją obecnie drugoligowego klubu. Teraz z kolei, Dariusz Szczubiał zaczyna kreować kolejną „strzelbę” jaką w meczu przeciwko PBG Basketowi Poznań okazał się być Ted Scott. Amerykanin już w pierwszym meczu sezonu zdobył 30 punktów i gdyby udało mu się dołożyć jeszcze dwa „oczka” to doprowadziłby do dogrywki. A tak, poznaniacy, którzy już trzeci sezon z kolei próbują przebić się do krajowej czołówki szczęśliwie zwyciężyli. Wspominając o spadkobiercy Lecha Poznań należy zwrócić uwagę na plany związane z najbliższym sezonem. Gdyby rozważyć wszystkie za i przeciw, to nie ma wątpliwości, że zespół prowadzony przez Miliję Bogicevicia, nawiasem mówiąc kolejnego, który w CV ma rubrykę pod tytułem Znicz Jarosław, jest w stanie osiągnąć zakładany sukces. Do trzech razy sztuka? Dlaczego nie.W Sopocie, gdzie podobnie jak w Zielonej Górze koszykarze mogli zagrać w nowo wybudowanej hali, rozegrał się mecz właściwie bez historii. Oczywiście miejscowym fanom z pewnością taki rozwój wypadków się podobał, ale nie da się ukryć, że pojedynek, zakończony 31 punktowym zwycięstwem gospodarzy sprowadzał się do szturmowania kosza bronionego przez koszalińskich graczy. Jak widać Trefl, który został z kwitkiem odprawiony przez Dexię Mons Hainaut w europejskich pucharach w dalszym ciągu jest na tyle silny, by gromić przeciwników w TBL.
W ostatnim, weekendowym meczu na ziemię sprowadzony został PGE Turów Zgorzelec. Ekipa prowadzona przez Jacka Winnickiego, który jeszcze świeżo w pamięci ma pojedynki w roli trenera Lotosu Gdynia, nie sprostała Enerdze Czarnym Słupsk. Zgorzelczanie, którzy z bardzo dobrej strony pokazali się w Turnieju o Puchar Śląska chyba za bardzo uwierzyli w swoje możliwości. Tak, jak w czasie wspomnianego turnieju Robert Tomaszek, który starał się przepchać w walce pod koszem Sofoklisa Schortsanitisa. Słupszczanie momentalnie to wykorzystali i przez pełne 40 minut kontrolowali wydarzenia na parkiecie. Bez wątpienia wyróżnił się ten, który był notorycznie pomijany w meczach kadry przez Igora Griuszczuka. Mowa o Zbigniewie Białku, który zdobyciem 19 punktów walnie przyczynił się do udanej inauguracji sezonu w hali Gryfia.Na koniec wypada wspomnieć o rozegranej awansem potyczce pomiędzy Anwilem Włocławek, a Polonią Warszawa. Chociaż fakt, że mecz odbył się w środę zburzył nieco plany związane z otwarciem sezonu, ale przecież zawsze można powiedzieć, że mecz odbędzie się bez zbędnej euforii z tym związanej. I tak, po długich męczarniach gospodarze wygrali różnicą trzech punktów, a skórę trenerowi Griuszczukowi po raz kolejny uratował Andrzej Pluta, który w najważniejszych momentach punktował z dystansu. Ciekawe, ile Pan Andrzej jeszcze będzie w stanie grać na tak wysokim poziomie. Miejmy nadzieję, że jak najdłużej, bo takich zawodników należy bezwzględnie szanować.
Podsumowując, pierwsza kolejka okazała się być szczęśliwa dla gospodarzy, którzy wygrali wszystkie swoje mecze. Kolejny pojedynek w ramach rozgrywek TBL już w środę, kiedy to Asseco Prokom Gdynia zmierzy się z warszawską Polonią. Na obszerną relację z tego meczu już dziś zapraszamy do portalu www.koszykowka.net.