Marcin Gortat zmaga się z rolą zadaniowca

Dodano: 7 października 2010 19:15
Marcin Gortat zmaga się z rolą zadaniowca
Cezary Szwarc, Informacja własna
Ewelina Biel-Krzywda

Dwa lata temu Marcin Gortat wraz ze swoim agentem przyszedł do biura Generalnego Menadżera Magic – Otisa Smitha, aby porozmawiać z nim o chęci opuszczenia Orlando i spróbowaniu swoich sił w innym zespole.

Wszystko spowodowane było sytuacją w jakiej od początku swojej kariery za oceanem znajduje się nasz podkoszowy. Już dwa sezony temu Marcin wiedział, że w innym zespole mógłby zawalczyć o miejsce w pierwszej piątce i sporą ilość minut. Otis Smith nie chciał się jednak pozbyć świetnego zastępcy supergwiazdy NBA – Dwighta Howarda i odmówił Gortatowi prośby o tzw. „Sign and Trade”, dzięki któremu mógłby zmienić barwy i rozwinąć skrzydła.

Rok temu, kiedy nasz rodzynek w NBA stał się zastrzeżonym wolnym agentem, świetną propozycję złożyli mu Dallas Mavericks. Klub Marka Cubana zaproponował pięcioletni kontrakt opiewający na kwotę 34 milionów dolarów. Niestety dla Marcina włodarze Magic, którzy wcześniej zastrzegli sobie prawo do wyrównania ofert dla swojego drugiego centra, skorzystali z niego, niejako skazując Polaka na rolę zadaniowca z ławki.

Jak wiemy, głównymi zadaniami Marcina w Orlando są zbieranie, świetna obrona, stawianie zasłon i dużo biegania.

"Bywały dni, kiedy nie wytrzymywałem i rzucałem do trenera kilka niepotrzebnych słów o tym, co chciałbym robić. Czułem, że jestem jednym z najbardziej poświęcających się zawodnikiem dla tego zespołu. Mogę wam powiedzieć, że nie było to łatwe…” - opowiada Gortat.

Jednak z czasem człowiek przyzwyczaja się do tego, co ma i próbuje pracować w takim systemie jak najlepiej. Marcin bardzo chciałby, aby jego ilość minut wzrosła i rola w zespole była większa, jednak też doskonale wie o tym, że indywidualne cele są mniej ważne od tych całego zespołu.

"Wielu zawodników wie, że indywidualnie są warci więcej, niż oczekuje się od nich w zespole, ale indywidualności nie grają, a mistrzostwo wygrywa drużyna, w której każdy zna swoją rolę" – komentuje Howard.

Człowiek, od którego zależą losy Gortata, czyli Stan Van Gundy – trener Magic o całej sytuacji mówi tak:

"Na pewno trudno jest mu się pogodzić z taką rolą. Jednak ja zwracam bardzo dużą rolę na to, jak dużo zawodnik jest w stanie poświęcić dla dobra drużyny."

Marcin wie, że pozycji wyjściowego centra Magic nie wywalczy, dlatego właśnie od kilku lat usilnie stara się polepszyć swoją grę na pozycji silnego skrzydłowego, z czym wiąże się lepsza gra w ataku. W takim zestawieniu mógłby zaistnieć dużo częściej, grając u boku Dwighta w "wysokim składzie”.

Wchodząc w swój "prime" (najlepszy wiek dla koszykarza) Gortat rozpoczyna kolejny sezon z NBA. Jak na razie jest to tylko preseason przeciwko Houston Rockets, jednak MG13 zdążył już pokazać, że do swojej roli w zespole powoli się przyzwyczaja, a nad grą na "czwórce” ciężko pracuje.

Gortat zagrał sporo, bo 21 minut, w ciągu których zapisał na swoim koncie 10 punktów, 5 zbiórek, 3 przechwyty, 2 bloki i 2 straty. Mało tego, przez 4 minuty bronił Yao Minga, który nie mógł znaleźć sposobu na grę przeciwko "Polish Machine”.

Więcej informacji: Marcin Gortat
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp