Anwil pierwszym liderem!
Po emocjonującym meczu we Włocławku, gospodarze pokonali warszawską Polonię 59:56. Do tryumfu w nieoficjalnej inauguracji sezonu, drużynę z Kujaw poprowadził Nikola Jovanović, zdobywca 19 punktów. Poloniści natomiast, mogą czuć się zawiedzeni, bowiem przez pełne 40 minut dotrzymywali kroku V-ce mistrzom Polski i przy odrobinie szczęścia mogli pokusić się o zdobycie kompletu punktów.
Od pierwszych minut, obie drużyny za cel nadrzędny postawiły sobie wypracowanie jak największej przewagi punktowej. Wydawało się, że ta sztuka, jako pierwszym uda się gościom, którzy dzięki celnym rzutom z dystansu Łukasza Wichniarza i Marcina Nowakowskiego szybko objęli prowadzenie. Zawodnicy Anwilu sprawiali wrażenie rozkojarzonych. Ponadto, grali bardzo nieskutecznie, co nie mogło przynieść nic dobrego.
Z marazmu swój team próbował wyrwać Andrzej Pluta, lecz jeden z najlepszych strzelców w historii polskiej koszykówki nie znalazł poparcia wśród kolegów. Pomagać mu próbował, co prawda przejawiający wielką chęć do gry Jovanović, lecz on także nie mógł wstrzelić się w kosz przeciwnika. Sytuacja zmieniła się nieco pod koniec kwarty, kiedy to włocławianie zdołali odrobić cześć strat, nie dając już przy tym rywalowi takiej swobody jak wcześniej. Tym samym, po 10 minutach, podopieczni Igora Griszczuka tracili 3 punkty do stołecznej drużyny i z nadzieją mogli wyczekiwać drugiej odsłony.
Zgodnie z przypuszczeniami, nie trzeba było długo czekać na to, aby podrażnieni gospodarze wyszli na prowadzenie. Po składnych akcjach Roberta Skibniewskiego i Erica Hicksa, Anwil prowadził 21:20 i publiczność zgromadzona w hali Mistrzów mogła odetchnąć. Jak się chwilę później okazało, nie na długo. Na parkiecie pojawił się ponownie Wichniarz i trafiając zza linii 6,75 m udowodnił, że będąc w formie, jest bardzo trudny do upilnowania. W kolejnych minutach trenerzy obu ekip z pewnością nie odnotowali żadnej pozytywnej uwagi na temat gry swoich graczy. Przez długo okres czasu, żaden z dziesięciu koszykarzy przebywających na boisku nie potrafił oddać choćby jednego, celnego rzutu. Ku uciesze przyjezdnych, niemoc przerwał Tony Easley, który coraz śmielej poczynał sobie w strefie podkoszowej rywala. Gdy chwilę później trzy punkty zdobył jeszcze Darnel Hinson, sytuacja dla włocławian ponownie zrobiła się nieciekawa. Dzięki temu zrywowi, to warszawianie prowadzili po pierwszej połowie 33:31, co nie przekreślało ich szans w kontekście ostatecznego zwycięstwa w tym pojedynku.Po zmianie stron, oba zespoły postawiły na grę defensywną. W tym wszystkim jednak, dało się dostrzec kilka pozytywów, związanych z grą w ataku. Jednym z nich był wspomniany Hinson, który punktował nie tylko z półdystansu, ale też z dalszych odległości. Pokazał tym samym, że może być ważnym punktem drużyny Czarnych Koszul w rozpoczętym już sezonie TBL. Anwil nie zamierzał jednak odpuszczać. Choć gracze aktualnego V-ce mistrza Polski zdecydowanie za rzadko dopisywali kolejne punkty na swoje konto, to jednak udało im się utrzymać kontakt z rywalem i przed decydującą batalią tracili do stołecznej ekipy zaledwie 5 "oczek".
By myśleć o zwycięstwie, podopieczni Igora Griszczuka musieli zdecydowanie lepiej zagrać w ofensywie i nie tylko odrobić stratę, ale też wypracować sobie przynajmniej minimalną przewagę. Sygnał do ataku dał Andrzej Pluta, dla którego przesunięcie linii rzutów za trzy punkty o 50 centymetrów wyraźnie nie stanowiło problemu. Nie do zastąpienia okazał się być także Jovanović. Serb razem z Paulem Millerem nie tylko królowali na tablicach, ale również udanie włączali się do akcji podkoszowych. Poloniści natomiast, nie byli już w stanie zagrozić prowadzeniu gospodarzy. Niemal do zera zniwelowany został ich największy atut, jakim bez wątpienia są rzuty z dystansu. Warto dodać, że w całym meczu zawodnicy trenera Kamińskiego trafili aż dwa razy więcej rzutów za 3 od przeciwnika, a mimo to musieli przełknąć gorycz porażki. Zawiódł także Wichniarz, który w porównaniu do pierwszych 20 minut nie był już tak skuteczny. W przeciwieństwie do Jovanovicia i Pluty, którzy w pewnym momencie urządzili sobie wręcz konkurs strzelecki. Tym samym dzięki fantastycznie rozegranej czwartej kwarcie, Anwil, jako pierwszy zespół w sezonie 2010/2011 może cieszyć się ze zdobycia kompletu punktów. Natomiast skazywani na pożarcie Poloniści, pokazali się z dobrej strony, ambitnie walcząc do ostatnich sekund. Można przypuszczać, że w meczach z niżej notowanymi rywalami będą mieli o wiele większe szanse na wygraną.