Asseco Prokom odnosi pierwsze zwycięstwo
Turniej o Puchar Śląska Wrocław był okazją nie tylko do sportowych zmagań, ale także momentem, kiedy powróciły wspomnienia klubu – legendy.
Po uroczystym otwarciu, w którym udział wzięli m in. Adam Wójcik i Maciej Zieliński rozpoczęto pierwszy pojedynek, w którym zmierzyli się Lietuvos Rytas Vilno i mistrz Polski Asseco Prokom Gdynia.
Wielu kibiców basketu z pewnością zastanawiało się nad tym, jak gdynianie zaprezentują się na tle wymagającego rywala. Podopieczni Tomasa Pacesasa od początku nie pozostawiali złudzeń, że są w dobrej formie i już od pierwszych minut, starali się narzucić rywalowi swoje warunki gry. Dzięki udanym akcjom podkoszowym, po 4 minutach prowadzili już 10:4. Podobać się mogła postawa Piotra Szczotki, który umiejętnie uwalniał się spod krycia obrońców i punktował z najbliższych odległości. W dalszych minutach, goście z Litwy starali się coraz odważniej atakować kosz przeciwnika, ale konsekwentna gra w obronie mistrzów Polski zneutralizowała ich poczynania. Warto dodać, że gracze Asseco Prokomu bardzo dobrze rozumieli się w grze obronnej, co jest bardzo pozytywnym aspektem w kontekście nadchodzącego sezonu.
Na początku drugiej kwarty, Lietuvos zmniejszył straty do 5 „oczek” i wydawało się, że podopieczni Drazena Anzulovicia zaczynają grać na miarę swoich możliwości. Graczom Prokomu we znaki szczególnie dała się twarda gra w obronie Litwinów. Mimo starań, mistrzowie Polski nie grali już tak skutecznie, a rywal tym samym, stwarzał sobie kolejne możliwości do kontrataków, które skutecznie kończył Cemal Nalga. W połowie kwarty straty Lietuvos zniwelował straty do 3 punktów i był na dobrej drodze do objęcia prowadzenia. Taki bieg wydarzeń był wyraźnym sygnałem dla polskiego zespołu, że sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli. Zgodnie z przypuszczeniami, kilka chwil później to lepiej grający Litwini mieli więcej punktów na swoim koncie. Po akcjach Kenana Bajramovicia i Jerry’ego Johnsona wynik na tablicy świetlnej brzmiał 41:36, dzięki czemu ekipa ze Wschodu była w nieco lepszych nastrojach po pierwszych 20 minutach.
Długa przerwa nie ostudziła zapałów koszykarzy z Wilna. Ich przewaga była widoczna gołym okiem, a gdynianie mieli w dalszym ciągu problemy ze sforsowaniem defensywy przeciwnika. Wielką chęć do gry przejawiał wspomniany już Johnson, który umiejętnie nadawał tempo gry swojemu zespołowi. Prokom jednak, w samą porę obudził się z letargu, a ciężar zdobywania punktów wziął na siebie Daniel Ewing. Po udanych akcjach indywidualnych Amerykanina, nadmorski team nie tylko odrobił straty, ale i wyszedł ponownie na skromne, jednopunktowe prowadzenie. W końcówce kwarty natomiast, z dobrej strony pokazali się Ronnie Burrell i Ratko Varda i właśnie tym zawodnikom, Prokom zawdzięczał prowadzenie przed decydującą batalią 59:57.
W ostatniej odsłonie toczyła się gra punkt za punkt. Po raz kolejny najjaśniejszą postacią wśród mistrzów Polski był Piotr Szczotka. Wychowanek Znicza Jarosław był nie do zatrzymania w podkoszowych akcjach mimo częstej asysty nawet trzech obrońców rywala. Gdy chwilę później celnym rzutem popisał się Jan Hendrik Jagla, wynik na tablicy świetlnej brzmiał 75:64 na korzyść Asseco Prokomu. Wydawało się, że nic już nie może zagrozić zwycięstwu podopiecznych trenera Pacesasa. Niewiadomą pozostawały tylko jego rozmiary. Ostatecznie, polski zespół zwyciężył 77:74, notując tym samym pierwszą wygraną w turnieju.