Kapitan kadry kapitanem w klubie
W niedzielę w głosowaniu Filip Dylewicz został wybrany na kapitana Trefla Sopot w sezonie 2010/11. O nadziejach na nadchodzący sezon, swojej roli w drużynie, a także uciszaniu kibiców z Włocławka opowiada w wywiadzie przeprowadzonym po zwycięstwie nad Anwilem w niedzielę.
Latem zostałeś kapitanem reprezentacji Polski, w niedzielę koledzy wybrali cię także kapitanem Trefla. To chyba świadczy o dużym zaufaniu do ciebie?
Bardzo się cieszę, że zostałem kapitanem w klubie, tak samo jak cieszę się, że wcześniej wybrano mnie na kapitana reprezentacji Polski. To jest ogromne wyróżnienie dla mnie i mogę się tylko cieszyć, że koledzy ufają mi na tyle, aby powierzyć mi taką odpowiedzialną funkcję. Zrobię wszystko co w mojej mocy, aby wywiązywać się z tego zadania jak najlepiej.
Przez te wszystkie lata przed opuszczeniem Sopotu miałeś wokół siebie graczy bardziej doświadczonych, którzy przekazywali ci swoje wskazówki na boisku i poza nim. Czujesz, że teraz po powrocie taka rola gracza uczącego innych może należeć do ciebie?
Faktycznie, przez te wszystkie lata bardzo dużo mówiono mi jak mam grać, co mam robić i nie zawsze to było miłe. Myślę, że do dzisiaj gdzieś to we mnie siedzi. Dlatego ja nie zamierzam nikogo pouczać. Nie będzie tak, że przyjechałem i będę wszystkich ustawiać, że wszystko będzie pode mnie podporządkowane. Jesteśmy na tyle doświadczonymi zawodnikami, że każdy wie co ma robić na boisku. Oczywiście jeśli będzie taka potrzeba, zawsze będę starał się pomóc. Jeśli ktoś poprosi o pomoc, czy wskazówki, nie odmówię, ale nie zamierzam nikogo krytykować, czy wywierać na kimś presji.
cały wywiad na treflsport