Pełną Parą ... czyli Historia Koszykówki od A do Ą - Świry zawsze wracają!!!???

Dodano: 15 września 2010 18:21
Pełną Parą ... czyli Historia Koszykówki od A do Ą - Świry zawsze wracają!!!???
Sebastian Binias, Informacja własna
Obraz własny

W filmie „Dzień Świra” główny bohater filmu, którego gra Marek Kondrat wbija klin Andrzejowi Grabowskiemu… -Skąd Litwini wracają? Grabowski zastanawia się, kombinuje, wytęża umysł i odpowiada - Z wycieczki nocnej!!! Co takiego?

Nic podobnego, błąd Panie Grabowski ! LITWINI wracają z Turcji z brązowymi krążkami!!! I tutaj kolejna historia nacji, która obłędnie zakochana jest w koszykówce, nacji, która masowo produkuje utalentowanych koszykarskich barbarzyńców, potrafiących jak Filip z konopi wyskoczyć i zdobyć medal na międzynarodowej imprezie. Kto stawiał na medal Litwy na minionych MŚ? Jestem pewien, że niewielu z Was.

Nic dziwnego po ubiegłorocznej klęsce na Euro Baskecie w Polsce, gdzie przegrali nawet z Polska (przepraszam kibiców biało-czerwonych), nikt prócz zagorzałych kibiców LIETUVY się tego nie spodziewał. Bo i styl, jaki prezentowali nasi północni sąsiedzi nie powalał. Właściwie można by rzec, że brak było w ich grze nie tyle polotu, co zaangażowania i pomysłu na grę. Do tego wszystkiego przyszła fatalna dyspozycja Linasa Kleizy (8,8pkt na mecz w ubiegłorocznym czempionacie,19pkt w Turcji). Ramunas Butautas kompletnie nie udźwignął ciężaru presji, która nieustannie panuje w tym małym nadbałtyckim kraju. Do tego bracia Lavrinovic, Petravicius czy Javtokas grali po prostu katastrofalnie. Choć ten drugi był najlepszym strzelcem Litwy. Ale przecież nie o to chodzi.

Jesteśmy świeżo po Mundialu w Turcji i co mamy? Pierwszy medal na MŚ dla Lwów. Brązowy, ale jak cenny, bo mało kto się tego spodziewał. Kolejnych przeciwników mijali niczym Alberto Tomba tyczki podczas slalomu. Poległa Hiszpania, Argentyna( dyspozycja Litwinów jakiej nie widziałem w życiu), i w końcu Serbia. Tacy zawodnicy jak Pocius, Kalnietis, Maciulis (głownie w meczach grupowych), czy nawet Jankunas pokazali prawdziwy młodzieńczy polot, zaangażowanie i pasję. Kestutis Kemzura noszony będzie nie tylko przez zawodników na rękach, bo odmłodził i tak młody już zespół i stworzył z nich prawdziwy team za co cześć mu i chwała.

Historia dla Lietuvy nie zawsze była tak łaskawa. Choć zarzekać nie mogą. Przyjęlibyśmy jako naród w ciemno ich osiągnięcia (a i tak kopana miałaby pierwszeństwo!!!). 3 razy z rzędu brąz na Igrzyskach, medale każdego koloru na ME, czego chcieć więcej. A właśnie pamiętacie ME w Szwecji w 2003r. Osobiście wspaniale wspominam ten czempionat. Szczególnie dobrze pamiętam pojedynek Sarunasa Jasikeviciusa z Tonym Parkerem w półfinale. Dwóch, co tu dużo mówić, fenomenalnych rozgrywajków prezentujących zupełnie inny styl prowadzenia gry. Do tego trójka Macijauskasa przy stanie 67-70 dla Francji. Cudo. Litwa wygrywa 74-70 a na trybunach młyn jakich mało, jak zwykle ochoczo dopingujących kibiców Lwów. Przyszedł finał z Hiszpanią i próba sił dla takich graczy jak Pau Gasol, Jimenez, Navarro ,Garbajosa czy Calderon. Świetny mecz pełen wymian i zwrotów akcji i porażka Hiszpanów stała się faktem. Mam jeszcze przed oczyma siedzącego przy bocznej linii i płaczącego Pau Gasola, który już wtedy był graczem Memphis (ale tym bez zarostu). Na Igrzyskach jak wspomniałem 3 medale z rzędu pamiętny przegrany mecz z USA w półfinale roku 2000, 85-83,

choć wiemy jaka była drabinka w drugim półfinale Francja-Australia. Gdyby zagrali np. z Francją finał USA-Litwa stałby się faktem a Carter mógłby przeskoczyć Zukauskasa a nie Weissa... Ale pogdybamy

innym razem. Ateny 2004 to mecz półfinałowy z Włochami, którzy trafiali trójki z każdej pozycji (jak Litwini z Argentyną w Turcji),i porażka z USA o brąz. Generalnie nawiązując do międzynarodowych spotkań USA i Litwa miały do siebie szczęście. I jeszcze teraz na MŚ.

Sabonis, Stombergas, Kurtinaitis, Karnisovas, Marciulionis, Jasikevicius, Siskauskas , czy znany z polskich parkietów Pacesas to tylko garstka tych najlepszych. Jedno jest pewne w bieżącym roku początek swój ma drużyna którą stać na wiele. Chudych lat było mało a już jak grzyby po deszczu wyrosły następne talenty. Rozwijając się w takim tempie medal w Londynie jest rzeczą otwartą. Nam pozostaję, niestety czekanie aż pan Ludwiczuk, PZKOSz, ludzi związani od lat z koszykówką, trenerzy, prezesi , działacze postanowią coś zmienić w naszym kraju. Na razie póki co pozostaję nam podpatrywanie z niedowierzaniem najlepszych może akurat tych z malutkiego 3,5 milionowego państewka…. Bo szkolenie to podstawa, a ja wiem dobrze że tego u nas nie ma, szkoły koszykarskie tych największych lotów, których na Litwie jest kilka same się nie otworzą. Bądźmy szczerzy u nas co wiem z doświadczenie ciężko nawet czasem otworzyć w szkole klasę sportową…

Nam pozostaje czekać!

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp