Stany Zjednoczone zdemolowały Angole
Bez jakichkolwiek problemów reprezentacja Stanów Zjednoczonych awansowała do kolejnej fazy tegorocznych Mistrzostw Świata. W spotkaniu przeciwko Angoli gracze zza oceanu byli lepsi w praktycznie każdym elemencie gry, skutecznie wykorzystując zdecydowanie wyższe umiejętności techniczne. Końcowy rezultat nie powinien nikogo dziwić. USA wygrało aż 121:66 i w ćwierćfinale zmierzy się z Rosją.
Już od samego początku podopieczni Mike'a Krzyzewskiego zaczęli wypełniać przedmeczowe założenia taktyczne. Amerykanie grali niezwykle agresywnie w obronie, skutecznie walczyli na tablicach oraz efektywnie przechodzili do kontrataków. Na tak znakomicie wykorzystujących swoje walory fizyczne zawodników zza oceanu reprezentanci Angoli nie mogli znaleźć odpowiedzi.
Durant i spółka już po niespełna ośmiu minutach prowadzili 20. punktami. Niezwykle skutecznie grał nie tylko lider Oklahomy City Thunder, ale również m. in. Chauncey Billups, który co chwilę ranił Angolczyków celnymi rzutami z dystansu.
W drużynie Angoli punktował praktycznie tylko Joaquim Gomes, który był najjaśniejszym punktem swojego zespołu. Mimo jego dzielnej postawy Amerykanie bez żadnych problemów kontynuowali jednak swój marsz po końcowe zwycięstwo.
Zawodnicy prowadzeni przez Mike'a Krzyzewskiego miażdżyli swoich rywali również po przerwie. Skuteczną receptą na obronę strefową były celne rzuty z dystansu, a brak bezmyślnych strat skutkował efektywnym wykorzystywaniem wolnych pozycji w ofensywie.
W końcowym fragmencie meczu reprezentanci USA efektownymi zagraniami przypodobali się również miejscowej publice. Jak natchniony trafiał Eric Gordon, kapitalnymi wsadami popisywali się Gay czy Westbrook. Końcowy rezultat, który został nagrodzony owacją na stojąco nie powinien nikogo dziwić. Ostatecznie Amerykanie pokonali Angole 121:66 i w kolejnej fazie mistrzostw spotkają się z Rosją.
Ze Stambułu, Dawid Rudolf, Koszykowka.net