Kolejne zwycięstwo Bostonu. Miami już praktycznie poza grą
Jeszcze na 11. sekund przed końcem spotkania pomiędzy Celtics a Heat na tablicy świetlnej widniał remis. W najważniejszej akcji meczu, a być może nawet i serii, piłka trafiła jednak do jednego z liderów Bostonu Paula Pierce'a, który celnym rzutem równo z końcową syreną zapewnił zwycięstwo swojej drużynie 100:98. Tym samym Celci prowadzą już w serii do czterech zwycięstw 3-0 i sa już bardzo blisko awansu do kolejnej rundy. Co warte podkreślenia, jeszcze żaden zespół w historii nie zniwelował takiej straty.
Praktycznie po raz pierwszy w tej serii lider Żarów Dwyane Wade miał poważne wsparcie od swoich partnerów z drużyny. Dobrze zagrali zarówno Michael Beasley jak i Udonis Haslem, niezwykle skutecznie zagrał również rezerwowy Dorell Wright, swoje dorzucił także Mario Chalmers. Jak się jednak okazało, nie wystarczyło to do zwycięstwa przeciwko wręcz znakomicie dysponowanymi dzisiejszej nocy Celtami.
Początek spotkania mimo, że był wrównany, to jednak należał do Miami i to podopieczni Ericka Spoelstry narzucali styl gry. Bardzo różnorodne rozwiązania ofensywne oraz kapitalna gra Wade'a skutkowały prowadzeniem i nadawaniem tonu temu spotkaniu. Kryzys Heat przyszedł jednak na początku drugiej kwarty.
Na przełomie pierwszej i drugiej "ćwiartki" Celci zanotowali tzw. run 15:2. Dzięki skutecznej grze Rajona Rondo czy Ray'a Allen goście wyszli na prowadzenie 39:31. Zawodnicy Miami nie poddawali się jednak tak łatwo i jeszcze przed przerwą po raz kolejny wyszli na prowadzenie.
Trzecia kwarta bardzo przypominała całą pierwszą połowę. Najpierw Żary po raz kolejny wyszły na dość wyraźne prowadzenie, aby później stracić je na korzyśc Celtów. Losy spotkania miała rozstrzygnąć ostatnia "ćwiartka".
Wskutek wyjścia na dosyć wysokie prowadzenie Bostonu gospodarze zmuszeni byli do pogoni. Dopięli swego na cztery minuty przed końcem, gdy po dwóch celnych rzutach osobistych Wrighta objęli prowadznie 92:91. Ten sam zawodnik celnym rzutem za trzy doprowadził do remisu 98:98 na półtorej minuty przed końcem.
Od tego momentu widoczny był stres wśród zawodników. Swoich rzutów nie trafiali zarówno Allen, Wade jak i Haslem. To właśnie Wade mógł tuż przed końcem meczu wyprowadzić swój zespół na prowadzenie, jednak nie dośc, że nie trafił, to na dodatek przy lądowanie doznał skręcenia stawu skokowego.
Chwilę później Doc Rivers poprosił jednak o przerwę na żądanie, ustawił akcję pod Pierce'a, a ten trafił rzut na wagę zwycięstwa w tym meczu, a być może nawet i serii.
- To taki rodzaj rzutu, który trafiałem już wielokrotnie, zarówno w sezonie zasadniczym jak i w Play-Offach. Powiedziałem trenerowi 'Dajcie mi piłkę na prawej stronie boiska'. To moje miejsce na parkiecie - przyznał po spotkaniu Pierce.
- Seria się jednak jeszcze nie zakończyła - przyznał jednak po chwili popularny The Truth.
Ostatecznie Celtics pokonali Heat 100:98 i w serii do czterech zwycięstw prowadzą 3-0. Kolejne spotkanie odbędzie się - tak jak dzisiejsze - w American Airlines Arena.