Polonia Warszawa w play off
Dodano: 23 kwietnia 2010 22:47
Autor: Adam Popek, Informacja własna
Zdjęcie: WikiMedia
Znicz przyjechał do Warszawy opromieniony środowym zwycięstwem i z nadzieją na odniesienie kolejnego. Polonia jednak, dzięki bardzo dobrej postawie Hughes’a i Millera nie zmarnowała szansy, pokonując jarosławian 88:69. Dzięki temu, awansowała do ćwierćfinału, gdzie zmierzy się z Anwilem Włocławek. Początek spotkania nie zapowiadał takiego rezultatu. Po 3 minutach gry goście prowadzili już 13:0. Bardzo dobrze zorganizowana gra w obronie i w ataku sprawiała, że Poloniści byli bezradni. Jak zwykle, pierwszoplanowe role odgrywali dwaj Amerykanie, Mays i Chappell. Po tych wydarzeniach, o przerwę zmuszony był poprosić trener Wojciech Kamiński. Zmieniło to nieco oblicze gry, bowiem jego podopieczni nie tylko przerwali passę Znicza, ale i zdobyli 7 punktów z rzędu, za sprawą wspomnianego na wstępie Eddiego Millera. Nie zniechęciło to jednak, przyjezdnych do dalszej walki. W końcówce za zdobywanie punktów zabrał się kapitan zespołu Artur Mikołąjko. Dzięki jego udanym akcjom, Znicz prowadził po pierwszej kwarcie 22:15 i wydawało się, że jest bliżej zwycięstwa. Z biegiem minut inicjatywę zaczęli przejmować gospodarze. Coraz większa presja wywierana na przeciwniku oraz błędy w defensywie podopiecznych Dariusza Szczubiała skutkowały szybkim roztrwonieniem przewagi. Po niespełna 4 minutach gry, dzięki celnym rzutom Czujkowskiego i Nowakowskiego, Polonia po raz pierwszy w meczu wyszła na prowadzenie 27:25. Goście starali się przyspieszyć tempo gry, ale przez słabą skuteczność w ataku nie osiągnęli zamierzonego celu. Miejscowi konsekwentnie walczyli o każdą piłkę i sytuacja graczy z Podkarpacia stawała się coraz mniej wesoła. Mimo odważniej gry, wprowadzonego na parkiet Michała Moralewicza, to stołeczny zespół prowadził po pierwszej połowie 39:33 i był w zdecydowanie lepszych nastrojach. Można było się spodziewać, że Znicz rozpocznie frontalne ataki, by jak najszybciej objąć prowadzenie. Po „trójce” Mays’a straty zostały zniwelowane do 3 punktów. Na tym jednak, zakończyły się wojaże jarosławian. Poloniści stopniowo odzyskiwali panowanie nad boiskowymi wydarzeniami. Pod koszem doskonale radził sobie niewidoczny dotąd Harding Nana. Po jego rzucie wynik brzmiał 53:42, co było bezpieczną przewagą nad niemrawo grającą drużyną ze Wschodu. Dominację Polonii w tej kwarcie podkreślił Aleksander Perka zaliczając udaną akcję 2+1 na niespełna sekundę przed końcową syreną. Warto dodać, że znakomicie w rozegraniu poczynał sobie doświadczony Brandun Hughes. Wiele podań z jego strony umożliwiało kolegom zdobywanie łatwych punktów. Dzięki temu, przed decydującą batalią warszawianie prowadzili 65:52. Ostatnie dziesięć minut gry niewiele zmieniło. Stołeczna ekipa przez cały czas kontrolowała wydarzenia i nie pozwoliła odebrać sobie zwycięstwa. Jarosławianie starali się nadrobić stratę rzutami z dystansu, ale te rzadko okazywały się celne. Nawet wielkie poświęcenie ze strony Dawida Witosa, tym razem się nie przydało. Chwilę potem zza linii 6,25 m dwukrotnie trafił Miller i na tablicy świetlnej widniał wynik 76:66. Wtedy zwycięstwo stołecznego zespołu było już tylko kwestią czasu. W końcówce walkę podjął jeszcze Mays, ale od razu został zneutralizowany przez Przemysława Frasunkiewicza. W jednej z ostatnich akcji, za trzy trafił, jeszcze Sarzało, ale było to wszystko, na co było stać przyjezdnych. W hali Koło, kibice mogli już rozpocząć świętowanie razem ze swoimi bohaterami bezprecedensowego sukcesu, jakim jest znalezienie się wśród ośmiu najlepszych drużyn w Polsce. Po meczu powiedzieli: Dariusz Szczubiał (trener Znicza): Jechaliśmy tu z nadzieją na awans. Po wygranym, środowym spotkaniu wydawało się, że stać nas na powtórzenie tego wyniku. Niestety nie udało się i tym samym zakończyliśmy właśnie rozgrywki w obecnym sezonie. Niemniej jednak, uważam, że był on dla nas bardzo udany i osiągnęliśmy satysfakcjonujący wynik. Dziękuję moim graczom za wszystko. Wojciech Kamiński (trener Polonii): Początek w naszym wykonaniu był bardzo nerwowy. Dopuściliśmy do zdobycia 13 punktów z rzędu przez rywala, co nie stawiało nas w komfortowej sytuacji. Na szczęście w dalszej części meczu to my przeważaliśmy i rozstrzygnęliśmy spotkanie na własną korzyść. Dzięki temu awansowaliśmy do play-off, gdzie zagramy z wyżej notowanym Anwilem Włocławek. Gratuluję drużynie Znicza dobrej postawy przez cały sezon. Dla mnie był on „czarnym koniem” rozgrywek. Gdyby nie wydarzenia w połowie sezonu, to jestem pewien, że byłby zdecydowanie wyżej. Gracz meczu: Keddric Mays. Adam Popek: Przez większą część meczu wyróżniałeś się spośród graczy Znicza. Widać było, że walczyłeś do końca, ale kolejna przegrana w Warszawie stała się faktem.Keddric Mays: Niestety tak. Moje starania nie przełożyły się dziś na wynik, jaki chcieliśmy osiągnąć. Mimo trudnej sytuacji starałem się jeszcze walczyć o punkty w końcowych minutach. Ostateczny rezultat jednak znamy i nic już się w tej kwestii nie zmieni. AP: W pierwszej kwarcie prowadziliście już 13 – 0. Co się stało, że po tak fantastycznym początku, roztrwoniliście zdobytą przewagę?KM: No właśnie, szkoda tego wszystkiego. Zaczęliśmy naprawdę dobrze i wydawało się, że wszystko potoczy się po naszej myśli. Notowaliśmy, po raz kolejny, przestoje w grze, co rywal momentalnie wykorzystywał. Zostały tak naprawdę powielone błędy z niedalekiej przeszłości. Ta strata robiła się coraz większa i nie udało się już jej odrobić. AP: Dla Twojej drużyny, ta porażka oznacza koniec sezonu.KM: Wiem, niemniej jednak, uważam, że był on udany. Pokonywaliśmy wielu czołowych rywali, stanowiliśmy realne zagrożenie dla całej ligi. Cieszę się, że mogłem spróbować swoich sił w Polskiej lidze. Od razu wyprzedzę kolejne pytanie z Twojej strony i powiem, że nie mam jeszcze planów na kolejny rok. Na razie wracam do domu, by odpocząć. Grzegorz, kibic Polonii: Awans, jaki dziś wywalczyliśmy jest bez wątpienia sporym sukcesem. Przez długi okres sezonu byliśmy nisko w tabeli. Dopiero końcowa część rozgrywek przyniosła za sobą zwycięstwa. Dziś, nie bez problemów, pokonaliśmy Znicza i liczę, że drużyna powalczy także z Anwilem, bo nikogo nie należy się bać.