PGE Turów w ćwierćfinale!

Dodano: 22 kwietnia 2010 20:57
PGE Turów w ćwierćfinale!
Adam Popek, Informacja własna
WikiMedia
Mecz o wiele lepiej rozpoczęli goście. Trzy celne rzuty z dystansu Michała Chylińskiego pozwoliły szybko wyjść na prowadzenie i zdystansować nieco rywala. Gracze Kotwicy nie dawali jednak, za wygraną i ruszyli do ataku.  Swoje nieprzeciętne umiejętności zaprezentował Darrell Harris, będąc tym samym motorem napędowym swojego zespołu. Dzięki skutecznej grze najlepszego zbierającego ligi i trafieniu Omni Smitha, w połowie kwarty gospodarze po raz pierwszy wyszli na prowadzenie. Na ich poczynania zdołał jeszcze odpowiedzieć Wright, ale końcówka należała już tylko do podopiecznych Pawła Blechacza, którzy zdołali zniwelować stratę do zaledwie punktu. Udana gra w ostatnich minutach pierwszej kwarty wyraźnie podniosła morale zespołu. Podczas drugiej odsłony, to miejscowi byli stroną przeważającą. Defensorzy Turowa mieli ogromny problem z zatrzymaniem Harrisa, który skutecznie kończył większość akcji swojej drużyny. W dalszym ciągu wtórował mu Smith, który nie tylko zdobywał punkty, ale także podaniami otwierał kolegom drogę do kosza. Zgorzelczanie wydawali się być zaskoczeni takim biegiem wydarzeń. Nie pomagały także zmiany, przeprowadzane przez sfrustrowanego trenera Urlepa. Wszystko to sprawiło, że Kotwica bez trudu utrzymała przewagę do końca kwarty i po 20 minutach nieoczekiwanie prowadziła 39:34. Po zmianie stron, przyjezdni rzucili się do odrabiania strat. W głównej roli wystąpił ponownie Wright, który niemal w pojedynkę ogrywał kołobrzeskich obrońców. Turów zanotował imponującą serię 10 zdobytych z rzędu punktów, którą zdołał przerwać Harris, ale dopiero po 4 minutach. Chwilę później jednak, niespodziewanie „odpalił” Piotr Stelmach. Tym razem, to jego zespół pokusił się o kilka celnych rzutów i wynik ponownie zaczął oscylować wokół remisu. Kolejne minuty to popis… nieskutecznej gry z obu stron. Pod koniec, z dobrej strony pokazał się jeszcze niewidoczny dotąd Justin Gray. Dzięki niemu Turów był lepszy przed decydującą batalią o jedno „oczko”, ale wobec nieobliczalnej gry Kotwicy nie dawało to poczucia komfortu. Od początku ostatniej kwarty na parkiecie miała miejsce istna wymiana ciosów. Widać było, że obu ekipom bardzo zależy na korzystnym rezultacie. Pod tablicami w dalszym ciągu królował Wright, raz za razem „dziurawiąc” kosz rywala. Wtórował mu Chyliński. Etatowy reprezentant Polski zaskakiwał rywala rzutami z dystansu i w znacznym stopniu przyczynił się do powiększania przewagi przez Turów. Miejscowi mieli jednak, w swoich szeregach Łukasza Wichniarza. Skrzydłowy Kotwicy ze wszystkich sił starał się „gonić” wynik. Na 120 sekund przed końcem przewaga Zgorzelczan stopniała do 2 punktów i na parkiecie zrobiło się gorąco. Więcej zimnej krwi zachowali jednak, przyjezdni, którzy ostatecznie wygrali 80:78. Kotwica Kołobrzeg - PGE Turów Zgorzelec 78:80 (16:17, 23:17, 15:21, 24:25)
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp