Magic wygrywają po raz drugi
Po meczu pełnym twardej i nieustępliwej walki Orlando Magic pokonali Charlotte Bobcats 92-77. Tym razem dużo lepiej zagrali liderzy klubu z Florydy Dwight Howard i Vince Carter. Pierwszy z nich miał 15 punktów i 9 zbiórek a drugi 19 oczek przy 50% skuteczności z gry. W barwach Bobcats rewelacyjnie spisywał się zdobywca 27 punktów Stephen Jackson, któremu zabrakło jednak wsparcia od pozostałych partnerów. W ekipie Magic wszyscy gracze pierwszej piątki osiągnęli podwójną zdobycz punktową.
Z powodu problemów z faulami Howarda na parkiecie aż 20 minut spędził Marcin Gortat. W statystykach polski środkowy wypadł słabo, gdyż zdobył jedynie 2 punkty i 2 zbiórki, jednak praca, którą wykonał w defensywie zasługuje na uznanie. W statystyce +/- Polak uzyskał aż +13.
Pierwsza połowa nie była najwyższej klasy widowiskiem. Obie drużyny bardzo twardo broniły i nie pozwalały przeciwnikowi na oddawanie rzutów z czystych pozycji. W konsekwencji tego oglądaliśmy sporo niecelnych prób i mnóstwo walki na tablicach. Orlando zaczęło lepiej, od początku wypracowało sobie kilkunastopunktową przewagę, jednak Charlotte zdołali niemal wszystko odrobić. Po pierwszej kwarcie, w której najlepszymi strzelcami swoich drużyn byli Barnes i Jackson Magic prowadzili 18-14.
W drugiej kwarcie obraz gry się nie zmienił Ważnym wydarzeniem były faule Dwighta Howarda, który popełniał je w niepotrzebnych sytuacjach, podczas walki o ofensywne zbiórki. Dzięki temu przez większą część tej kwarty na parkiecie oglądaliśmy Marcina Gortata. Polak spisywał się bardzo dobrze, zdobył dwa punkty i 2 zbiórki, jednak największą jego pracą było odpychanie od kosza środkowego Charlotte, który miał z „Polską Maszyną” spore problemy. Ostatecznie po pierwszej połowie to Magic prowadzili 41-30, mogliby wygrywać nawet wyżej gdyby nie dwa skuteczne rzuty 3 punktowe Augustia w końcówce kwarty.
Wynik 41-30 po dwóch kwartach świadczyć może o zaciętości tego widowiska. Bobcats w pierwszej połowie grali na skuteczności 35,5% z gry, Magic byli ciut lepsi i osiągnęli 36,4%. Słabo spisywali się bohaterowie spotkania numer 1 – Wallace miał 1 punkt i 3 zbiórki, Nelson miał na swoim koncie 2 oczka. Pochwalić za to należy Matta Barnesa, który trafił 3 z 4 rzutów z gry oraz ławkę rezerwowych Bbocats, która zdobyła 14 z 30 punktów zespołu.
W trzeciej kwarcie nastąpiło przebudzenie Dwighta Howarda. „Superman” zdobywał punkty jak chciał i dominował w strefie podkoszowej. Bobcats aby utrzymać się w grze rzucali za 3 punkty i czynili to wyjątkowo skutecznie. Popis Howarda skończył się jednak już po 5 minutach, gdyż złapał on 4 przewinienie i musiał usiąść na ławce rezerwowych. Jego obowiązki w zdobywaniu punktów przejął wtedy Vince Carter, który spisywał się już lepiej niż w meczu numer 1. Drużyne bobcats w grze trzymać się starali Wallace i Jackson jednak Orlando coraz wyraźniej odjeżdżało. Gdy gracze Bobcats zacieśniali obronę w strefie podkoszowej Magic rzucali za 3, gdy starali się wychodzić na obwód Carter lub Barnes wjeżdżali pod kosz. To dlatego po trzeciej kwarcie przewaga Orlando wynosiła aż 20 oczek a wynik wynosił 75-65.
W czwartej kwarcie na boisku od początku był Marcin Gortat. Polak bardzo ładnie wymusił faul ofensywny i po 2 minutach opuścił parkiet. W jego miejsce powrócił bowiem Dwight Howard. Drużyna Bobcats robiła wszystko aby zmniejszać swoje straty, Stephen Jackson zdobywał punkty po morderczych wejściach pod kosz, trafił za 3 punkty i na 6 minut przed końcem meczu Magic mieli już tylko 14 oczek przewagi. W kolejnej akcji Dwight Howard złapał 5 przewinienie i zwycięstwo Magic było coraz bardziej zagrożone. Na 3:30 przed końcem ich przewaga wynosiła już zaledwie 10 punktów, a w posiadaniu piłki byli koszykarze Charlotte. Zanosiło się na powtórkę nerwowej końcówki z pierwszego meczu. Nerwy były jednak dużo mniejsze. Charlotte co prawda zmniejszyli jeszcze swoją stratę do 8 punktów, jednak wtedy dwa punkty zdobył Carter, a w następnej akcji 2+1 zaliczył Nelson. Magic mając 13 punktów przewagi na 1:30 przed końcem meczu nie mogli już tego przegrać. Ostatecznie pokonali więc drużynę Bobcats 92-77.