Znicz ciągle płonie

Dodano: 21 kwietnia 2010 23:13
Znicz ciągle płonie
Adam Popek, Informacja własna
MediaWiki
Aby przedłużyć nadzieje na awans do play off, jarosławianie musieli pokonać na własnym parkiecie warszawską Polonię. Tym razem udało im się wykonać to zadanie. Po nerwowej końcówce wygrali 76:73 i stan rywalizacji tych dwóch drużyn wynosi 1:1.  Najlepszym zawodnikiem meczu był niezawodny Jeremy Chappell. Amerykanin zdobył 24 punkty i przysporzył mnóstwo problemów defensorom przeciwnika.Zawodnicy Znicza od początku grali bardzo mądrze w obronie i nie pozwalali rywalom na łatwe zdobycze punktowe, tak jak w końcówce poprzedniego spotkania. Sporą chęć do gry wykazywał Bartosz Sarzało, którego kontry pozwoliły na szybkie objęcie prowadzenia. Wtórował mu wspomniany na wstępie Chappell. Wszechstronny gracz nie miał sobie równych w ofensywnych poczynaniach. Przyjezdni natomiast, nie umieli znaleźć złotego środka na sforsowanie jarosławskiej obrony po tym, jak od podań odcinani byli podkoszowi gracze. Poloniści byli tak naprawdę cieniem zespołu, który zwyciężył w pierwszym meczu. Ponadto na 2 sekundy przed końcem akcję skutecznie wykończył Mays i Znicz prowadził po pierwszej kwarcie 21:13. Druga część pojedynku upłynęła pod znakiem dominacji miejscowych. Dwie celne „trójki” pod rząd Witosa i Chappell’a jeszcze bardziej pogrążyły przeciwnika. Warszawianie mieli w dalszym ciągu problemy ze skutecznością. Dopiero Harding Nana przerwał niemoc swojego zespołu zdobywając punkty spod kosza, ale wobec rozpędzonego Znicza było to zdecydowanie za mało. Gospodarze systematycznie powiększali przewagę. Gdy na parkiecie pojawili się Wyka i Moralewicz, gra ich drużyny nabrała jeszcze innej jakości. Dwaj młodzi zawodnicy szybko wprowadzili się do gry i nieraz zaskoczyli rywala udanymi zagraniami. Na 3 minuty przed końcem kwarty przewaga wynosiła 35:24. Popełniający w dalszym ciągu zbyt wiele błędów w grze ofensywnej Poloniści, nie byli w stanie skutecznie przeciwstawić się naporowi rywala. Do przerwy Znicz wygrywał 40:28 i był o wiele bliżej upragnionego celu. Drugą połowę podopieczni Wojciecha Kamińskiego rozpoczęli z wysokiego „C”. Siedem zdobytych punktów z rzędu mocno ostudziło zapał jarosławian, którzy po dobrej pierwszej połowie zbyt pewnie poczuli się na parkiecie. Przestój w grze trwał jednak bardzo krótko. Sprawy w swoje ręce wzięli Mays razem z Witosem i po chwili niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Mimo to goście nie dawali za wygraną i coraz bardziej zbliżali się do drużyny ze Wschodu Polski. Udane podkoszowe penetracje Millera siały popłoch w szeregach jarosławskich koszykarzy. Znicz zachował skromną, trzypunktową przewagę przed ostatnią batalią dzięki trafieniu Wyki, który nie pomylił się zza linii 6,25m. Nie dawało to jednak poczucia komfortu z uwagi na wzrastającą formę stołecznego teamu. W ostatnich 10 minutach meczu oba zespoły postawiły na grę obronną. Wpłynęło to negatywnie na skuteczność rzutów z gry, ale i nie pozwalało na jakąkolwiek ucieczkę punktową. Do 4 minuty tej kwarty utrzymywała się niewielka przewaga gospodarzy. Wtedy z dystansu „odpalił” Eddie Miller i wynik zaczął oscylować wokół remisu. Nadzieję końcowy sukces w serca kibiców wlał Sarzało, który po wielu niecelnych próbach udanie skopiował wyczyn gracza Polonii sprzed kilku sekund. Jak się później okazało były to bardzo ważne punkty dla drużyny Dariusza Szczubiała. Desperackie ataki graczy z Warszawy nie przynosiły wymiernego efektu. Na niespełna 20 sek. przed końcem na linii rzutów osobistych stanął Chappell. Nie pomylił się ani razu i znacznie przybliżył swój zespół do zwycięstwa. Chwilę później ponownie wykorzystał dwa rzuty wolne i wygrana Znicza stała się faktem. Trzecie, decydujące spotkanie pomiędzy tymi drużynami odbędzie się w piątek, w Warszawie. Po meczu powiedzieli: Wojciech Kamiński (trener Polonii): Muszę pogratulować, przede wszystkim, trenerowi Szczubiałowi za przygotowanie swojej drużyny do meczu. Mimo porażki poniesionej w Warszawie, Znicz wniósł dziś więcej serca do gry. Walczył do ostatnich sekund i nie popełnił błędów sprzed 48 godzin. Wszystko to sprawia, że przyjdzie nam rozegrać trzeci mecz, który zadecyduje o awansie. Wierzę, że rozstrzygniemy go na naszą korzyść. Dariusz Szczubiał (trener Znicza): Cieszę się bardzo, że jako drużyna znowu jesteśmy górą. Mimo absencji Tomasza Zabłockiego spowodowanej kontuzją, pokazaliśmy charakter i to my wygraliśmy. Dzisiaj to polonia była drużyną, która przystąpiła do gry wprost z autokaru. Wiadomo, że zmęczenie robi swoje. Niemniej jednak, przed nami decydujący pojedynek, który bardzo chcemy wygrać. Mariusz Bacik (zawodnik Polonii): Widać było, że Znicz dokładnie przeanalizował błędy, jakie popełnił w poniedziałek. Był bardzo zdeterminowany do osiągnięcia satysfakcjonującego go wyniku i to osiągnął. Już w pierwszej połowie wypracował znaczną przewagę. Potem odniosłem kontuzję i nie wiem, jak wyglądał mecz, ale po statystykach wnioskuję, że koledzy walczyli do samego końca i nie oddali łatwo skóry. Zawodnik meczu : Jeremy Chappell Adam Popek: Dzisiaj musieliście wygrać, by myśleć jeszcze o awansie. Zagrałeś bardzo dobre zawody i pomogłeś drużynie w znacznym stopniu.Jeremy Chappell: Zgadza się. Porażka w pierwszym meczu stawiała nas w mniej komfortowej pozycji. Kolejny raz jednak, udowodniliśmy, że jako drużyna jesteśmy bardzo mocni i możemy wygrywać mecze o stawkę. AP: Co było kluczem do zwycięstwa?JC: Przede wszystkim gra zespołowa. Wyeliminowaliśmy większość błędów, jakie ostatnio popełnialiśmy i walczyliśmy do końca. Zdawaliśmy sobie sprawę jak ważny jest ten mecz i nie daliśmy plamy. AP: Przed wami mecz w Warszawie. Z pewnością będzie bardzo trudno.JC: Na pewno, ale to nie oznacza, że mamy nie zwyciężyć. Gdy będziemy robić swoje, realizować przedmeczowe założenia, to jestem spokojny o wynik. Stać nas na sukces i nie mamy nic do stracenia. Trzeba walczyć. Patryk, kibic Znicza: Bardzo dobra w wykonaniu Znicza była pierwsza połowa. Szybko odskoczyliśmy na kilka punktów i potem spokojnie utrzymywaliśmy przewagę, która do przerwy wynosiła 12 punktów. Potem nastała pechowa trzecia kwarta i znowu zrobiło się nerwowo. W końcówce jednak, niekiedy szalone akcje Chappell’a i Mays’a doprowadziły do tryumfu. Teraz powalczymy w Warszawie!
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp