Orlando vs Charlotte: po pierwszym spotkaniu

Dodano: 21 kwietnia 2010 16:36
Orlando vs Charlotte: po pierwszym spotkaniu
Mateusz Zielinski, Informacja własna
Obraz własny

W pierwszym meczu tej pary play-off Orlando Magic pokonało na własnym parkiecie Charlotte Bobcats 98-89. Mimo, iż w pewnym momencie gracze z Florydy mieli już ponad 20 punktów przewagi, to losy tego spotkania ważyły się niemal do samego końca. Mecz ten dał nam odpowiedzi na kilka pytań ale także postawił przed nami nowe zagadki.

Co wiemy na pewno

1) Dwighta Howarda można zatrzymać

Spotkanie numer 1 pokazało nam jasno i dobitnie, że „Superman” nie jest aż tak straszny jak pokazują jego statystyki i że przy odpowiednio ukierunkowanej defensywie i ofensywie można wyłączyć go z gry nawet mimo braku wielkich nazwisk pod koszem. Lider Magic z powodu kłopotów z faulami na parkiecie spędził zaledwie 28 minut zdobywając w tym czasie tylko 5 punktów i zaliczając 7 zbiórek. Co prawda Howard miał na swoim koncie aż 9 bloków ale to właśnie chęć powstrzymania każdego rzutu była dla Dwighta zgubna. Może „Superman” zamiast starać się wybić każdą piłkę daleko w trybuny powinien czasem po prostu stanąć blisko rywala, z rękami podniesionymi do góry i w ten sposób utrudniać mu oddanie celnego rzutu. Wydaje mi się, że taka defensywa na środkowych Bobcats wystarczyłaby w zupełności, a na pewno nie powodowałaby tylu fauli. Szczególnie, że na 9 zablokowanych przez Howarda rzutów aż czterokrotnie w dalszym ciągu przy piłce byli gracze z Charlotte. Pokazuje to, że mimo ogromnej efektowności bloki Dwighta nie przynoszą drużynie Orlando aż tak wielkich korzyści. Z pewnością jednak lepiej uzbrojone pod koszem drużyny będą potrafiły głupie faule Howarda wykorzystać o wiele skuteczniej.

2) Vince Carter się nie sprawdza

Carter do Orlando sprowadzony został aby zdobywać punkty. Miał być liderem strzeleckim i zawodnikiem, do którego drużyna oddawać będzie piłkę w kluczowych i najtrudniejszych momentach. Miał się nie mylić. Przez niemal cały sezon zasadniczy spisywał się jednak bardzo przeciętnie, a pierwszy mecz play-off pokazał, że ten stan utrzymuje się w dalszym ciągu. Carter trafił zaledwie 4 na 19 rzutów z gry ( w tym 0 na 5 za trzy punkty), miał jedną asystę i 3 zbiórki w 30 minut. W najważniejszych momentach meczu siedział na ławce, bowiem spadł za 6 fauli. Przed sezonem mówiono, że Carter będzie musiał zmienić styl gry, że powinien nauczyć się liderować drużynie nie tylko jako snajper ale także swoimi podaniami czynić partnerów lepszymi. 1 asysta pokazuje, że jeszcze tego nie potrafi.

3) Mimo kiepskiej gry swoich dwóch liderów Magic i tak potrafią wygrywać

I to można powiedzieć w dość swobodnym stylu. Co prawda w końcówce spotkania Bobcats zbliżyli się do Magic na 5 punktów i gdyby na 2:21 przed końcem Felton trafił za 3 punkty to mogłoby być różnie. Tak się jednak nie stało a ostatni raz kiedy Charlotte byli na prowadzeniu to przy stanie 8-7 w pierwszej kwarcie. Zawodzili Carter i Howard? Ciężar gry na swoje barki wziął Nelson i rozegrał chyba swoje najlepsze spotkanie w tym sezonie. Fenomenalny był mocno niedoceniany Michael Pietrus, który trafiając z niewiarygodnej wręcz pozycji za 3 punkty przypieczętował ostateczny triumf Magic. Głębia składu Magic sprawia, że mogą oni pozwolić sobie na gorszy dzień nawet dwójki swoich czołowych graczy a i tak ostatecznie rozstrzygną spotkanie na swoją korzyść.

4) Larry Brown to wielki trener

Na początku 3 kwarty, gdy Magic prowadzili 65-43 wydawało się, iż spotkanie jest już rozstrzygnięte. Trener Brown potrafił jednak zmobilizować swoich zawodników, zachęcić ich do jeszcze większej agresji, jeszcze twardszej defensywy i jeszcze bardziej zaciekłej walki w konsekwencji czego w końcówce spotkania zrobiło się nerwowo. Znakomicie rotował składem, nie przetrzymywał nikogo na parkiecie i nie forsował jednej opcji bez względu na wszystko. Niektórzy zarzucają mu, ze niepotrzebnie trzymał Stephena Jacksona na ławce w ostatniej kwarcie, mimo iż sam zawodnik aż palił się do gry. Moim zdaniem decyzja Browna była jednak słuszna, może to jedno spotkanie Bobcats przez to przegrali, ale gdyby Captain Jack doznał poważniejszej kontuzji mogliby stracić nawet całą serię.

Czego nie wiemy

1) Czy Dwighta Howarda można powstrzymać na dłużej

Każdemu bowiem zdarza się zagrać słabszy mecz. Problemy z koncentracją, niedyspozycja dnia, wszystko to mogło spowodować, że Howard w pierwszym spotkaniu prezentował się kiepsko. Na pewno jednak na mecz numer dwa wyjdzie podwójnie zmobilizowany i będzie chciał udowodnić wszystkim, że to on króluje w strefie podkoszowej. To, że „Superman” jest w stanie powstrzymywać się od głupich i niepotrzebnych przewinień udowadniał nieraz w sezonie zasadniczym, kiedy problemy z faulami miał w pierwszych połowach a w drugich grał non stop ani razu nie schodząc na ławkę rezerwowych. Howard w najbliższym spotkaniu będzie robił wszystko aby nie powtórzyć fatalnego występu z meczu numer 1, a jego partnerzy z pewnością będą starali się mu pomóc i bez wahania oddawać będą piłkę w jego ręce. Statystyki na poziomie 20 punktów i 15 zbiórek wciąż są w przypadku Howarda realne.

2) Czy Vince Carter będzie w stanie się zmobilizować

W spotkaniu numer 1 Orlando poradziło sobie bez Cartera. Magic prowadzili niemal przez całe spotkanie i można uznać, iż cały czas wynik mieli pod kontrolą. Vince Carter nie musiał się szczególnie wysilać. Być może zawodnik ten nie będzie grał zachwycająco w każdym spotkaniu, ale czy nie będzie w stanie zmobilizować się na kilka pojedynków, właśnie wtedy gdy drużyna będzie go najbardziej potrzebowała? Moim zdaniem takiego zawodnika jak Carter nie można nigdy zlekceważyć, bowiem w każdym spotkaniu jest on w stanie zdobyć ponad 30 punktów i wygrać mecz. W tym play-off zdarzyć mu się mogą jeszcze spotkania wybitne.

3) Czy Larry Brown wystarczy

Wielki trener jest drużynie bardzo przydatny ale nie wejdzie on na parkiet i nie wygra za swoich zawodników spotkania. Taktyka, niekonwencjonalne rozwiązania, zaskoczenie przeciwnika detalami to wszystko jest niezwykle ważne ale niewystarczające. Charlotte Bobcats mają zdecydowanie gorszych niż Magic wykonawców i nawet Larry Brown może być wobec tego bezradny. W spotkaniu numer 1 Gerald Wallace prezentował się wybitnie, Jackson dopóki był na parkiecie wspierał go znakomicie a Felton w końcówce trafiał jak szalony. Mimo to Bobcats ten mecz przegrali. Ławka rezerwowych Charlotte nie prezentuje się tak okazale jak w przypadku Magic i w razie zmęczenia któregoś z czołowych zawodników nie bardzo jest go kim zastąpić. Ten czynnik może okazać się decydujący dla całej rywalizacji.

Może odpowiedzi na któreś z tych pytań da nam spotkanie numer 2, które odbędzie się dzisiaj o 1:00 czasu polskiego. 

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp