Hawks - Bucks 2:0
Pierwszy mecz pomiędzy drużynami Hawks, Bucks napawał optymizmem fanów z Milwaukee. Mimo dziesięciopunktowej porażki zawodnicy Bucks pokazali charakter i wydawało się, że mogą wywieźć zwycięstwo z Atlanty.
Dzisiejszy mecz mimo, iż przegrany także róznicą 10 punktów pokazał jednak, że Bucks muszą jeszcze długo się uczyć, aby móc wygrać choć jedno spotkanie w playoff.
Hawks znaleźli prostą receptę na Bucks. Wystarczyło mocniej pokryć rewelacyjnego w pierwszym meczu Brandona Jenningsa i Bucks byli bezradni w ataku. Hawks nie tylko rewelacyjnie bronili, ale byli również znakomici w ataku. W trzeciej kwarcie ich przewaga sięgnęła 19 punktów i było wiadomo kto wygra to spotkanie.
Czwartą kwartę Hawks przeznaczyli już na odpoczynek przed kolejnymi czekającymi ich ważnymi meczami i pewnie nie myślą tak o, jak się wydaje, dwóch kolejnych pojedynkach z Bucks, po których jak wszystko na to wskazuje będzie po serii.
Bohaterem meczu po stronie gospodarzy był Joe Johnson, który nie tylko zatrzymał Jenningsa na poziomie dziewięciu punktów, zdobytych przy bardzo słabej skuteczności 3 na 15, ale tażke był najlepszym strzelcem swojego zespołu i całego spotkania z 27 zdobytymi punktami. Znakomicie zagrał także Joe Josh Smith, któremu do triple-double zabrakło jednej asysty. Smith zanotował 21 puntów, 14 zbiórek i 9 asyst.
Po stronie Bucks najlepiej zaprezentował się John Salmons, który rzucił 21 puunktów. Był to jedyny zawodnik pierwszej piątki o grze którego można powiedzieć coś dobrego. Reszta starterów zagrała zdecydowanie poniżej swoich możliwości. Tylko dzięki grze rezerwowych Bucks nie zostali zdeklasowani a wręcz ośmieszeni przez rewelacyjnie spisujących się tego wieczoru Hawks.