Wymęczone zwycięstwo Magic
Mimo słabej postawy swojego lidera Dwighta Howarda i tragicznej wręcz skuteczności Vincea Cartera Orlando Magic pokonali Charlotte Bobcats 98-89. Ogromny wkład w ten wynik miał zdobywca 32 oczek Jameer Nelson oraz oddający niezwykle ważne rzuty 3-punktowe Michael Pietrus. W barwach Bobcats z jak najlepszej strony pokazał się Gerald Wallace, który zdobył 25 punktów i zebrał 17 piłek. Ekipa z Charlotte pokazała w tym meczu, że potrafi twardo bronić i może jeszcze sprawić drużynie Magic mnóstwo kłopotów.
Na początku spotkania oba zespoły mierzyły swoje siły. Dla Bobcats skuteczni byli Diaw i Wallece, w Orlando nie mylił się przede wszystkim Nelson. Po 5 minutach gry Magic prowadzili zaledwie 11-10. Wtedy jednak fantastyczny popis dali Lewis z Nelsonem, a Orlando uzyskało run 13-2 i wysunęło się na znaczne prowadzenie. W końcówce kwarty jednak koszyakrze Charlotte znów odzyskali skuteczność i ostatecznie przegrali tę część gry jedynie 31-20. Znakomitą defensywą w pierwszej ćwiartce spotkania popisywał się Dwight Howard. Lider gospodarzy zaliczył w tym fragmencie gry 5 zbiórek i aż 6 bloków! W ofensywie „Superman” znakomicie wymuszał faule swoich obrońców, podczas pierwszych 12 minut spotkania Ratliff złapał 2 a Mohammed aż 3 przewinienia. Nie do powstrzymania był jednak inny zawodnik Magic – Jameer Nelson, który w pierwszej kwarcie zdobył aż 14 oczek i spudłował jedynie 2 z 8 oddanych rzutów.
Drugą kwartę od swojego 7 bloku rozpoczął Dwight Howard. Oba zespoły świetnie broniły, dość wspomnieć, że dwa błędy 24 sekund z rzędu popełnił zespół Magic. Po 3 minutach trwania kwarty ekipa Bobcats przegrywała już tylko 24-31 a Orlando nie potrafiło w tym czasie zdobyć choćby punktu. Wtedy na parkiecie po raz pierwszy pojawił się Marcin Gortat. Wejście Polaka zaowocowało co prawda czterema punktami z rzędu zdobytymi przez Magic, jednak następnie run 7-0 zanotowali Bobcats i ich strata wynosiła już zaledwie 4 oczka. Gracze Charlotte w porównaniu z pierwszą kwartą znacznie poprawili defensywę. Zawodnicy Magic nie mieli już tak dużo miejsca na obwodzie, zagęszczana była także strefa podkoszowa. Gracze z Florydy trafili w tym momencie jedynie 3 z 11 rzutów za 3 punkty i jeśli chcieli spokojnie wygrać to spotkanie to zdecydowanie musieli poprawić się w tym elemencie. Wtedy właśnie dwa rzuty zza łuku z rzędu trafił Michael Pietrus i powiększył tym samym przewagę Magic do 9 oczek. Bobcats starali się odpowiadać akcjami 2-punktowymi jednak kolejne trójki trafiali Pietrus, Redick oraz Nelson. Na 2:46 przed końcem kwarty przewaga Magic wynosiła już 14 oczek, a statystyka rzutów zza łuku wynosiła już 8 trafień na 16 prób. Oznacza to, że gracze Orlando trafili wszystkie 5 prób oddanych od stanu 3 na 11. W końcówce kwarty bardzo dobrze spisywał się Raymond Felton. Rozgrywający Charlotte zdobył w tym fragmencie swoje pierwsze 5 punktów w meczu. Takim samym dorobkiem jednak odpowiedział mu Jameer Nelson, który jednak do przerwy miał na swoim koncie już aż 24 punkty. To głównie za jego sprawą Orlando Magic prowadzili w meczu 59-43.
Trzecią kwartę ponownie od bloku rozpoczął Howard. Lider Magic miał ich już wtedy na koncie 9. Inaczej niż w 2 kwarcie jednak zespół Magic także bardzo dobrze rozpoczął w ataku. Gospodarze zdobyli 6 punktów z rzędu i prowadzili dzięki temu aż 65-43. Dwight Howard popełnił następnie 2 szybkie faule i na parkiecie ponownie pojawił się Marcin Gortat. Tę sytuację wykorzystali gracze Charlotte i zmniejszyli swoją stratę do 16 oczek. To wciąż jednak wydawał się dystans nie do dorobienia, szczególnie że Magic, mimo iż ich lider oddał zaledwie 3 rzuty z gry i zdobył zaledwie 3 oczka, w ataku spisywali się rewelacyjnie. Bobcats jednak nie poddawali się. Po zejściu Howarda zacieśnili obronę na obwodzie i nie pozwalali już graczom Orlando tak łatwo trafiać. Marcin Gortat pod koszem nie jest już takim zagrożeniem jak Howard, a jego koledzy także mają do niego mniejsze zaufanie w ofensywie. To powodowało, że przewaga Orlando stopniała nawet do 12 oczek. Napięcia nie wytrzymał Vince Carter, który ukarany został przewinieniem technicznym. Swoją stratę Charlotte zmniejszyli nawet do 9 punktów, jednak wtedy za 3 trafił Lewis a wspaniałym wsadem popisał się Gortat i Orlando znów odskoczyli. W końcówce jednak punkty zdobywali już tylko gracze Bobcats i ostatecznie przed ostatnią częścią gry Orlando prowadziło zaledwie 76-66.
W czwartej kwarcie znów bardzo szybko swój 5 faul złapał Dwight Howard i na parkiecie ponownie pojawił się Marcin Gortat. Obie drużyny bardzo twardo broniły a zawodnicy nie mieli łatwych pozycji do rzutów. To powodowało bardzo wiele strat oraz nieskutecznych prób. Do kosza trafić nie potrafił Vince Carter, który w międzyczasie złapał swoje 5 przewinienie i usiadł na ławce rezerwowych. Po celnym wejściu Redicka na 5:50 przed końcem meczu Orlando w dalszym ciągu prowadziło 9 oczkami. W barwach Bobcats świetnie spisywał się jednak Felton, który trafiając rzut za rzutem zmniejszył stratę do zaledwie 5 oczek na 3:10 przed końcem. Wtedy jednak najpierw fantastyczną dobitką popisał się Dwight Howard, a następnie w niewiarygodnej pozycji, praktycznie z placów przeciwnika za 3 punkty trafił Pietrus i sprawa zwycięstwa wydawała się już jasna. Bobcats co prawda grali do samego końca, jednak świetnie rzuty wolne wykonywali Nelson oraz Redick i ostatecznie Orlando pokonało Charlotte Bobcats 98-89.