Bez niespodzianki w Staples Center
Większość kibiców NBA po cichu liczyła na niespodziankę w pierwszym z niedzielnych spotkań, w którym Los Angeles Lakers podejmowali we własnej hali Oklahomę City Thunder. Jeziorowcy wykorzystali jednak doświadczenie, a przede wszystkim przewagę swoich podkoszowych i pokonali w pierwszym meczu serii Thunder 87:79. Lakers do zwycięstwa poprowadził Pau Gasol, który na swoim koncie zapisał 19 punktów, 13 zbiórek oraz 3 bloki.
Pierwsze minuty spotkania nie potoczyły się po myśli gości z Oklahoma City. Szwankowała głównie skuteczność, która w pewnym momencie wynosiła marne 17%. Durant i spółka często próbowali grać pod kosz, było dużo agresywnych wejść, które nie przynosiły jednak zamierzonego efektu. Ogromna w tym zasługa podkoszowych Lakers, a przede wszystkim Andrew Bynum, który powrócił po kontuzji i całkowicie odmienił Jeziorowców. Gospodarze mieli sporą przewagę w "pomalowanym", a na dodatek trafiać zaczął ten, na którego przed rozpoczęciem Play-Off narzekano najbardziej. Derek Fisher w krótkim odstępie czasu dwukrotnie trafił za trzy, chwilę później takim samym rzutem popisał się Ron Artest i na tablicy świetlnej widniał wynik 25:13. Niezwykle uwidocznione było zakłopotanie gości, wynikające w dużej mierze z braku doświadczenia.Na początku drugiej "ćwiartki" spotkania obie drużyny grały według tego samego schematu co w pierwszej kwarcie. Moc ogniw wśród gospodarzy skutkowała nieustannym powiększaniem przewagi, która po punktach wspomnianego wcześniej Bynuma urosła do siedemnastu punktów. Szkoleniowiec Thunder momentalnie poprosił o przerwę na żądanie. Jak się okazało, był to niezwykle ważny moment spotkania. Russell Westbrook momentalnie zaczął dominować nad Fisherem i to głównie dzięki niemu goście odrabiali straty. Trafiał zarówno rozgrywający z Oklahomy, ale również Green czy Krstić. Nagle powróciła skuteczność z gry, a dobra gra w ataku gości skutkowała jak się okazało również bardzo dobrą defensywą. Po punktach Westbrooka Lakers wygrywali już tylko 45:37.Goście wyraźnie się przebudzili i powrócili do gry. Może przewaga była jeszcze nieznaczna, jednak psychika była już z pewnością inna niż po niepowodzeniach na początku spotkania.Druga połowa, a szczególnie jej początku, to jednak niezwykle wyrównana gra z obu stron według schematu kosz za kosz. Co ciekawe przez pierwsze osiem minut kwarty żadna z drużyn nie mogła zdobyć choćby czterech oczek z rzędu. Taką passę przełamali dopiero Jeziorowcy. Przewaga Lakers nadal utrzymywała się w okolicach dziesięciu punktów i ku niepocieszeniu kibiców Thunder nic nie zapowiadało tego, aby miało się cokolwiek zmienić.Co najgorsze dla gości Lakersi grali niezwykle skutecznie przeciwko Kevinowi Durantowi. Lider Thunder nie miał łatwego życia, a o łatwych pozycjach rzutowych mógł co najwyżej pomarzyć. Durant, jak już nas do tego zdążył przyzwyczaić, często lądował za to na linii rzutów wolnych skąd zdobywał prawie połowę swoich punktów. Po dwóch takich celnych rzutach było 79:73 dla Lakers. Czas nieubłaganie zbliżał się jednak ku końcowi, a bez skuteczności swojego lidera z gry goście nie mieli co myśleć o zniwelowaniu strat.
Gdy na póltorej minuty przed końcem swój trzeci rzut za trzy w tym spotkaniu trafił Fisher, wynik wydawał się przesądzony. Stało się nie inaczej. Lakers wygrali ostatecznie 87:79 i w serii do czterech zwycięstw prowadzą 1-0.