Piotr Szeleszczuk: Polemika, czyli mistrzem NBA będą Cavaliers
Dodano: 18 kwietnia 2010 14:58
Autor: Piotr Szeleszczuk, Sportandmore.pl
Zdjęcie: Obraz własny
- Łukasz Cegliński stawia na Orlando Magic. Zupełnie się nie zgadzam z jego typem. Dla mnie faworytem numer jeden do mistrzostwa jest drużyna LeBrona Jamesa. Oto moje cztery argumenty – pisze Piotr Szeleszczuk ze Sportandmore.pl Na początek bilans zgodności. Pod opinią, że na Zachodzie jest kilka silnych zespołów, ale nie są to ekipy mistrzowskiego kalibru, podpisuje się od razu. Z pozostałymi argumentami nie mogę się zgodzić. Dlaczego stawiam na Cavaliers? Oto cztery koronne argumenty.1. Shaq wciąż daje radę. Diesel dwa miesiące leczył kontuzję miałem wątpliwości czy w tym sezonie będzie jeszcze przydatny. Po pierwszym meczu z Chicago wątpliwości nie mam. Joakim Noah, jeden z lepszych wysokich graczy na Wschodzie, został rozjechany na miazgę niczym jabłko, które przypadkiem wpadło pod drogowy walec. Nie spodziewam się, żeby O’Neal zmasakrował w ten sposób Howarda, ale nawet dla takiego tytana defensywy jak „Supermen” walka z Shaqiem to wyzwanie. Zwłaszcza, że „Big Daddy” do tych pojedynków podchodzi bardzo, bardzo zmobilizowany. Żeby nie było – wiem, że po 10 minutach gry Shaq ledwo dyszy, ale jeśli w każdej połowie da 10 solidnych minut to Cavs będą zadowoleni, gdyż… 2. Cavaliers mają szerszy skład niż Magic, zwłaszcza pod koszem Zgadzam się z Łukaszem, że Orlando Magic się wzmocnili. Jednak uważam, że Cavaliers wzmocnili się… jeszcze bardziej. Przykład? JJ Hickson świetnie zastępował Shaqa i Varejao pod koniec sezonu. Teraz wylądował na końcu ławki jako PIĄTY wysoki w rotacji. Z całym szacunkiem dla piątego w rotacji Magic Ryana Andersona – wolę Hicksona. Bardzo dużo w tym porównaniu zmienił też ogromny progres Andersona Varejao, którego w tym momencie stawiam znacznie wyżej niż Brandona Bassa czy Marcina Gortata. No i ten weteran Jamison, czyli… 3. Cavaliers mają „twardszych” graczy Nie chodzi tu bynajmniej o twarde łokcie czy twarde głowy, a o umiejętność zachowania stalowych nerwów w końcówkach. Świetnie napisał o tym Bill Simmons i ja całkowicie zgadzam się z jego argumentami. Vince Carter trafiający decydujący rzut? Nie widzę tego. Przy okazji zaś dorzucę swoje trzy grosze o zawodniku, który może być cichym bohaterem – Anthonym Parkerze. Cały czas mam w pamięci jego fenomenalną grę w Eurolidze. Mimo już 35 lat Parker wciąż jest bardzo wartościowym graczem, zwłaszcza jeśli ma tak wielkie pole manewru. Obrońcy rywali patrzą bowiem najpierw na Jamesa, potem na Jamesa, potem na Shaqa, potem na Jamisona, potem na Williamsa… a Parker szuka sobie najlepszego miejsca. W pierwszej piątce Orlando taką rolę pełni Matt Barnes – też świetny gracz, ale jednak moim zdaniem słabszy (w tej akurat roli) od Parkera. I wreszcie, najważniejsze…. 4. LeBron James to w tej chwili najlepszy koszykarz na ziemi. 12 zawodników w składzie, pięciu na boisku, ale w koszykówce liczy się przede wszystkim ten najlepszy gracz. Owszem, jeśli dysproporcja między zespołami jest duża, to nie ma to aż takiego znaczenia. Jednak przy tak wyrównanych ekipach to umiejętności indywidualne tego najlepszego zawodnika przeważają. Doceniam klasę Howarda, Lewisa czy Cartera, ale LeBron to inna liga. Jeszcze rok, dwa lata temu można było go w jakiś sposób zatrzymać. Teraz można się tylko modlić.