Celci pokonali Heat skuteczną defensywą

Dodano: 18 kwietnia 2010 09:04
Celci pokonali Heat skuteczną defensywą
Dawid Rudolf, Informacja własna
WikiMedia

Ogromną różnicę pomiędzy rozgrywkami zasadniczymi, a fazą Play-Off można dobitnie zauważyć na przykładzie dzisiejszego spotkania Bostonu z Miami. Gospodarze dzięki skutecznej i niezwykle agresywnej grze defensywnej wybili z głowy Wade'owi i spółce odzyskanie przewagi własnego parkietu i zwyciężyli 85:76. Do zwycięstwa Celtów poprowadził nie kto inny jak Kevin Garnett, zdobywca 15 punktów oraz 9 zbiórek.

Sam początek spotkania należał do gospodarzy. Dzięki niezwykle skutecznej grze w ataku oraz wywieraniu presji na rywalach w defensywie podopieczni Doca Riversa szybko objęli prowadzenie 7:2.

Goście z Florydy w mig odrobili jednak tą nieznaczną stratę i spotkanie wyraźnie się wyrównało. Mało było szalonej gry, mało było zabawy, czy nieodpowiedzialnych zagrań. Można było odnieść wrażenie, że oba zespoły badają swoje siły. Po pierwszej, nieco ofensywnej kwarcie, w drugiej fani defensywy w końcu bardziej zainteresowali się spotkaniem.

Podopieczni Doca Riversa bronili na obwodzie w tej części spotkania wprost niesamowicie. Pozwolili oni tylko na jeden celny rzut z dystansu. Żary z Miami nie byli jednak w niczym gorsi, grając niezwykle poukładaną koszykówkę szczególnie pod koszem.

Co więcej to właśnie oni dzięki wprost kapitalnemu wejściu w drugą połowę zdobyli minimalną przewagę. Po punktach Wade'a czy Richardsona prowadzili oni już 59:45. Dowodzeni w defensywie przez Kevina Garnetta gospodarze szybko zwarli jednak szyki, wrzucili wyższy bieg i zaczęli skuteczne odrabianie strat. Czynili to głównie efektywną grą w obronie, dzięki której przewaga Miami po trzech kwartach wynosiła już zaledwie dwa oczka. Niezwykłe wrażenie w defensywie wywarł nawet Tony Allen, który w znaczący sposób podczas zmian ograniczał poczynania Wade'a.

Wszyscy oglądający to spotkania wiedzieli, że możemy być świadkami nawet dogrywki. Celci kontynuowali jednak świetną grę, pozwolili rzucić rywalom w pierwszych sześciu minutach decydującej kwarty zaledwie trzy punkty i wyszli na prowadzenie 76:69.

Działo się tak pomimo słabej skuteczności zarówno Ray'a Allena jak i Paula Pierce. Jak przystało na doświadczoną drużynę Boston dowoził bezpieczną przewagę do końca. Na 40. sekund przed zakończeniem meczu utrzymywała się ona w okolicach sześciu oczek. Wtedy jednak Kevin Garnett został wyrzucony z parkietu za uderzenie łokciem Quentina Richardsona (możliwe jest nawet zaiweszenie KG na następne spotkanie). Mimo braku swojego dowodzącego podopieczni Doca Riversa dowieźli prowadzenie do końca i ostatecznie wygrali 85:76.

Jak skuteczna w końcówce spotkanie była defensywa Celtów niech świadczy fakt, iż Miami w ostatnich 19. minutach rzucało na koszmarnej skuteczności 6/31 z gry. Niezwykle ważne było również wymuszanie strat przez gospodarzy. Żary popełniły ich łącznie aż 22, co doprowadziło aż do 38 punktów Bostonu.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp