Jak Dawid z Goliatem: zapowiedź serii Cavaliers - Bulls
Joakim Noah stwierdził ostatnio: „Nie można podchodzić do tej serii tak jakbyś szedł na stracenie. Chcemy zaszokować cały świat”. Center Bulls z pewnością miał na myśli to, że chcą posunąć się o jeden krok dalej niż przed rokiem, kiedy to omal nie zdołali wyeliminować w pierwszej rundzie dużo wyżej notowanych Celtics.
Tym razem naprzeciw Chicago, które rzutem na taśmę zdołało awansować do play off staje najlepsza drużyna sezonu zasadniczego, z prawdopodobnym MVP w składzie. Zostawmy więc wszelkie statystyki, które i tak są na korzyść Cavaliers. Bilans 61:21 w stosunku do 41:41 jest już i tak wystarczająco wymowny. Mo Williams- Derrick Rose W tym przypadku fani Bulls upatrują szansy. Szansy na to, że Rose wzniesie się na wyżyny swoich umiejętności i będzie nie do zatrzymania. Williams natomiast nie jest wcale na straconej pozycji. Mając w pamięci jego dobrą grę w poprzednich PO warto to wziąć pod uwagę. Bulls
Anthony Parker – Kirk HinrichNiby lepszy statystycznie jest Hinrich, ale za Parkerem przemawia dużo większe doświadczenie, także to nabyte z gry w Europie. Remis
LeBron James – Luol DengKomentarz zbyteczny. Cavaliers
Antawn Jamison - Taj GibsonMłokos z Chicago naprzeciw starego wyjadacza na pierwszy rzut oka nie ma żadnych szans. Podobno pierwsze wrażenie jest najtrafniejsze.
Shaq O’Neal – Joakim NoahNigdy nie chciałem pisać o tym, że Shaq jest słabszy od jakiegokolwiek innego gracza na tej pozycji. Jednak wiek robi już swoje i na pełnych obrotach Shaqa nie będziemy oglądać. Noah wydaje się być zdeterminowany, zarówno swoją ostatnią postawą na parkiecie, gdzie zbierał wszystko co się tylko dało i ciągle mówi o serii z Cavs, o tym jak już wszyscy oczekują play off. Oby nie zapomniał tylko w tym wszystkim ile minut spędza na parkiecie średnio, bo 30 minut może być zbyt małą ilością na ciągle zmieniających się Shaqa, Ilgauskasa, Hicksona, Vareajo czy Jamisona. Ławka rezerwowych:Wśród gości wartościowym zmiennikiem okazać się może jedynie tylko Brad Miller, który jest zaprawiony w bojach posezonowych, natomiast Cavs dysponują zdecydowanie lepszym zapleczem w tejże kwestii. Każdy z wprowadzonych zawodników z ławki Cavaliers wnosi do gry wiele i na tej płaszczyźnie ich przewaga nie podlega dyskusji.Podsumowanie:W sezonie zasadniczym było 2:2. Teraz każde zwycięstwo Bulls będzie niespodzianką, tym bardziej że należy uwzględnić fakt, iż ta drużyna nie jest tak mocna jak przed rokiem w pojedynkach z Celtics, kiedy „Byki” mogły liczyć na rewelacyjnego wtedy Gordona i wnoszącego sporo z ławki Salmonsa. Teraz nie ma tam nikogo takiego. Optymiści wierzą za to, że dojdzie do powtórki z przed trzech lat, kiedy murowany faworyt do finału ligi – Dallas Mavericks odpadli w pierwszej rundzie z Golden State Warriors.Tym razem to będzie trudne nawet wtedy, kiedy ze zdwojoną siłą zadziała magiczny wymiar drużyny Bulls.Cavaliers mają w planach wygranie tej serii szybko, aby potem z marszu przystąpić do podmęczonych rywali z pary Boston-Miami, gdzie na czterech spotkaniach się pewnie nie skończy. Inny wynik niż 4:0 będzie niespodzianką. Tyle, że to jest NBA, a ta liga nie takie cuda już widziała.
Przeczytaj pozostałe zapowiedzi:Zapowiedź: Hawks - Bucks Starzy znajomi spotkają się ponownieNuggets czy Jazz?Jak Dawid z Goliatem: zapowiedź serii Cavaliers - BullsSuns vs Blazers, czyli ofensywa vs defensywaCeltics - Heat (zapowiedź)