Rose prowadzi Bulls do bardzo ważnego zwycięstwa
Po dzisiejszym spotkaniu każdy z kibiców NBA jest już pewny, iż koszykarze Boston Celtics chcą już tylko i wyłącznie zakończyć sezon regularny bez jakichkolwiek kontuzji. Grający na pół gwizdka mistrzowie z 2008 roku przegrali dzisiejszej nocy z walczącymi o wszystko zawodnikami z Chicago. Bulls do zwycięstwa poprowadził nie kto inny jak Derrick Rose, który oprócz rekordowych dla niego 39 punktów, zapisał na swoim koncie również siedem asyst, pięć zbiórek oraz trzy bloki. Chicago wygrało ostatecznie z Celtics 101:93.
Początek spotkania był niezwykle wyrównany. Żadna z drużyn nie mogła uzyskać jakiejkolwiek satysfakcjonującej przewagi, a sam mecz bardzo przypominał ubiegłoroczną batalię w Play-Offach pomiędzy tymi drużynami. Na parkiecie było wiele walki o każdą piłkę, a gorącą atmosferę podkręcali niezwykle żywiołowo reagujący kibice.
Jednak w pierwszych minutach drugiej kwarty to goście z Bostonu uzyskali minimalną przewagę. Gdy na parkiecie w barwach Celtów przebywali wyłącznie rezerwowi, osiągnęli oni po punktach Danielsa sześciopunktową przewagę. Chwilę później strata Byków została jednak z nawiązką odrobiona. Derrick Rose i spółka popisali się runem 16:2 i to oni schodzili do szatni prowadząc 44:41.
Wskutek wyrównanej trzeciej kwarty decydujące fragmenty spotkania przypadły na czwartą odsłonę. Już na samym początku po niezwykle skutecznej grze Chicago prowadzili dziewięcioma oczkami. Podopieczni Doca Riversa za żadne skarby nie mogli sobie poradzić z efektywnie grającą parą obwodowych Rose-Hinrich. Jednak gdy na niecałe dwie minut meczu, po akcji 2+1 Garnetta Celci przegrywali zaledwie czterema punktami, wydawało się, że wszystko w tym spotkaniu jest jeszcze możliwe.
Na więcej dzisiejszej nocy Bostończyków nie było jednak stać. Najważniejsze rzuty meczu trafiał wspomniany przed chwilą Hinrich, dzięki czemu Bulls wygrali 101:93.
Aby być w zupełności pewnym awansu do fazy Play-Off, Byki muszą wygrać jeszcze jedno spotkanie.