Bulls pokonują Raptors i są coraz bliżej play-off

Dodano: 12 kwietnia 2010 02:25
Bulls pokonują Raptors i są coraz bliżej play-off
Mateusz Zielinski, Informacja własna
Obraz własny

W meczu, który może zadecydować o ostatnim premiowanym udziałem w play-off miejscu na wschodzie Toronto Raptors ulegli we własnej hali drużynie Chicago Bulls 104-88. Obie drużyny przez całe spotkanie grały z dużą ambicją i zaangażowaniem, jednak przewaga „Byków” była wyraźna i ani przez moment ich zwycięstwo nie było zagrożone.

Rewelacyjne spotkanie rozegrał Joakim Noah, który zdobył 18 punktów, zebrał 19 piłek i miał aż 7 asyst. Nie do zatrzymania dla obrony Raptors był Derrick Rose, który rzucił w tym spotkaniu aż 26 oczek.

W Toronto za ofensywę wyróżnić można jedynie Sonnyego Weemsa i Andreę Bargnianiego, którzy zdobyli po 18 punktów. Zdumiewające 19 zbiórek i 9 asyst dołożył Hedo Turkoglu, jednak jego 6 zdobytych oczek to zdecydowanie za mało jak na lidera drużyny. Zawiedli także rezerwowi, z których wyraźnym wsparciem na przestrzeni całego meczu był jedynie Jarrett Jack. Banks i Evans swoje punkty zdobywali w ostatniej części gry, gdy wynik końcowy był już ustalony.

Mnóstwo walki było już od samego początku spotkania. Koszykarze Bulls starali się wykorzystać nieobecność zawodnika Raptors Chrisa Bosha i dogrywali dużo piłek w pomalowane. Bardzo aktywni i efektywni byli Gibson oraz Noah, problemy ze skutecznością miał jednak Derrick Rose. W Raptors dobrze prezentował się Bargniani, na tablicy ogromnie waleczny był Turkoglu. W końcówce pierwszej kwarty 8 punktową przewagę wywalczyli sobie zawodnicy z Chicago, jednak wprowadzony w miejsce Calderona Jarrett Jack zdobył w ostatnie 2 minuty 5 oczek i ostatecznie Bulls wygrali tę część gry tylko 28-23.

W drugiej kwarcie Bulls w dalszym ciągu powiększali swoją przewagę. Bardzo dobrze na zbiórkach prezentował się Joakim Noah, który ściągał piłki zarówno pod swoją jak i atakowaną tablicą. Za 3 punkty wreszcie wstrzelił się Kirk Hinrich i na 8:40 przed końcem pierwszej połowy Chicago prowadziło już 41-29. Gracze Bulls prezentowali koszykówkę zdecydowanie bardziej zespołową, w tym momencie meczu na 17 celnych rzutów z gry mieli aż 13 asyst! Gracze Raptors cały czas poszukiwali kogoś, kto będzie skuteczny w ataku i wreszcie udało im się takich ludzi znaleźć. Dzięki akcjom Bargnianiego i Weemsa oraz zagęszczeniu obrony w strefie podkoszowej Toronto zanotowało run 12-4 i na 5:45 przed końcem kwarty przegrywało już tylko 45-41. Sonny Weems i Andrea Bargniani to jednak zdecydowanie zbyt mało opcji i dlatego to Bulls, którzy grali zespołową koszykówkę i stwarzali zagrożenie na niemal każdej pozycji prowadzili po pierwszej połowie 58-48. Warto podkreślić, że środkowy Chicago Joakim Noah jedynie w tej części gry uzbierał 10 punktów, 10 zbiórek i aż 6 asyst.

Od początku 3 kwarty obie drużyny były bardzo nieskuteczne. Oba zespoły oddawały sporo rzutów, które jedynie odbijały się od obręczy i wypadały z powrotem w boisko. Drogę do kosza szybciej odnaleźli gracze Bulls i dlatego to oni na 8:00 przed końcem kwarty powiększyli swoją przewagę prowadząc 69-52. Warto dodać, iż do tego momentu punkty dla Toronto w tej kwarcie zdobyli jedynie Bargniani i Weems – obaj po 2. Gracze Raptors walczyli jak mogli, Hedo Turkoglu zbierał i asystował, jednak wyraźnie brakowało jego zdobyczy punktowych. Przewaga Bulls na 3:43 przed końcem kwarty w dalszym ciągu wynosiła 14 oczek, a w międzyczasie sięgnęła już nawet 19 punktów. W końcówce kwarty rewelacyjnie grał Derrick Rose i dlatego to Bulls przed ostatnią częścią gry prowadzili 84-65. Warto podkreślić, iż ten, który miał prowadzić grę Raptors w tym meczu czyli Hedo Turkoglu miał do tego momentu 17 zbiórek (rekord kariery), 9 asyst i zaledwie 6 punktów (trafił 2 na 11 oddanych rzutów z gry i 1 na 4 oddane osobiste).

Czwartą kwartę od ofensywnej zbiórki i dwóch punktów rozpoczął Joakim Noah i tym samym wyprowadził Chicago po raz pierwszy w tym meczu na ponad 20 punktowe prowadzenie. Gracze Toronto bardzo starali się walczyć o odrobienie tej starty, jednak o ile w obronie radzili sobie całkiem nieźle, o tyle w ataku byli zupełnie bezradni. Dość powiedzieć, że skuteczny zazwyczaj Belinelli na 8:10 przed zakończeniem meczu nie trafił żadnego z 6 oddanych rzutów z gry a na jego koncie widniało smutne 0 punktów. Graczom Raptors wyraźnie brakowało celnych rzutów z dystansu, gdyż Bulls mocno zagęszczali strefę podkoszową i nie pozwalali na łatwe punkty z pomalowanego. Kiedy na 5:24 przed końcem spotkania przewaga Chicago dalej wynosiła ponad 20 oczek mało kto wierzył już, że miejscowy zespół może tę stratę odrobić. I choć drużyna Raptors ambitnie walczyła do samego końca, to udało jej się jedynie trochę zmniejszyć rozmiary porażki. Ostatecznie więc to drużyna Chicago Bulls wygrała 104-88 i jest teraz bliższa upragnionego udziału w play-off.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp