Orlando odnoszą łatwe zwycięstwo
Orlando Magic po dość jednostronnym meczu pokonali drużynę New York Knicks 118-103. Świetne spotkanie rozegrał Vince Carter, który przed play-off pokazuje znamiona dawnej formy. Knicks nie mogli także znaleźć sposobu na powstrzymanie Dwighta Howarda i niespodziewanie Ryana Andersona, który był ogromnym wsparciem z ławki.
Początek meczu należał do Jameera Nelsona, który dwukrotnie trafił za 3 punkty i wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie 10-7. Koszykarze NYK przez blisko 4 minuty tej kwarty nie potrafili celnie rzucić do kosza i dzięki temu Magic uzyskali run 12-0 i wygrywali już 22-9. Wtedy jednak do pracy zabrali się koszykarze Knicks i dzięki celnym rzutom Gallinariego oraz Duhona zmniejszyli swoją stratę do 5 oczek. W samej końcówce jednak wyjątkowo aktywny był Vince Carter i dlatego po pierwszej części meczu to Orlando prowadziło 35-21.
Drugą kwartę od rzutów 3 punktowych rozpoczęli Douglas i Gallinari. Po upływie 3 minut tej części gry na boisku w barwach Magic pojawił się Marcin Gortat. Polak na początku trochę gubił się w obronie, jednak w ataku skuteczny był Anderson oraz Redick i Orlando cały czas powiększało przewagę. Polak po słabym początku wzmocnił defensywę, a w ataku został sfaulowany i wykorzystał oba rzuty wolne. Mecz odbywał się jednak w dość sennej atmosferze a zawodnicy prawie w ogóle nie popełniali przewinień. Wynik spotkania już w tym momencie wydawał się z góry przesądzony. Orlando nie pozwalało Knicks zbliżyć się na dystans mniejszy niż 14 oczek. Dopiero rozkojarzenie w samej końcówce i kilka niecelnych rzutów Magic spowodowało, że Knicks zanotowali run 11-3 i przebili się przez tą barierę. 3 punktowy rzut Pietrusa na 2 sekundy przed końcem pierwszej połowy znów powiększył ich stratę do magicznych 14 oczek.
Trzecią kwartę rewelacyjnie rozpoczął Vince Carter, który trafił dwa rzuty 3 punktowe z rzędu. Kolejne akcje Dwighta Howarda i Jameera Nelsona pomogły zwiększyć prowadzenie Magic do 24 oczek. Gracze Knicks starali się odrabiac starty i dzięki rzutom Gallinariego i Duhona udało im się zbliżyć do Magic na 19 punktów. Dzięki dalszym wysiłkom Knicks przewaga Orlando w dalszym ciągu stopniowo malała i ostatecznie po trzeciej wkarcie Magic prowadzili już tylko 90-79.
W czwartej kwarcie Knicks w dalszym ciągu odrabiali straty. Po dobrym początku ich dystans do Magic zmniejszył się do zaledwie 8 oczek. Orlando jednak szybko zabrało się do roboty i odsunęło NYK ponownie na 14 punktów. Utrzymywanie tego dystansu nie przychodziło im już jednak tak łatwo jak na początku meczu a Knicks naciskali coraz mocniej. W obliczu zagrożenia koszykarze Magic ratunku szukali u Cartera, a ten podobnie jak w minionych trzech kwartach nie zawodził. W czwartej kwarcie ogromnym wsparciem był dla niego Ryan Anderson, który zdobywał bardzo ważne punkty. Kiedy na 3 minuty przed końcem meczu monstrualnym wsadem popisał się Dwight Howard i powiększył przewagę Magic do 16 punktów jasnym stało się, iż w tym spotkaniu New York Knicks nie mają już szans. Ostatecznie więc Magic wygrywają 118-103.