Karol: Jeden Gortat to za mało

Dodano: 8 kwietnia 2010 20:05
Karol: Jeden Gortat to za mało
Adam Popek, Informacja własna
MediaWiki

Adam Popek: Obecny sezon jest dla Was bardzo udany. Kilka tygodni temu zdobyliście Puchar Polski, co nie pozostało bez echa w koszykarskim środowisku.Mariusz Karol: Rzeczywiście, rywalizacja w tych rozgrywkach kosztowała nas sporo sił. W półfinale dane nam było zmierzyć się z Asseco Prokomem, a w finale z drugą „siłą” ligi, PGE Turowem Zgorzelec. Wygranie tych meczy było nie lada wyczynem i cieszę się bardzo,  że właśnie my zdobyliśmy to trofeum.

AP:  Zajmujecie także wysoką, szóstą pozycję w ligowej tabeli. Świadczy to o wysokiej formie, którą Pana zespół utrzymuje przez wiele miesięcy.MK: Nie wiem czy jest to dla nas wysoka lokata. W pewnym momencie mieliśmy szansę na zajęcie czwartego miejsca, ale nie wykorzystaliśmy szansy jaka się nam nadarzyła. Jak na razie, jesteśmy po prostu w środku tabeli.

AP: W czym tkwi siła AZS-u Koszalin?MK: Mam do dyspozycji co najmniej 10 zawodników reprezentujących podobny poziom. To daje wiele możliwości przy ustalaniu wyjściowego składu oraz pozwala na większe pole manewru podczas meczu. Ponadto, w przypadku niedyspozycji któregoś z zawodników, zawsze mam jakąś alternatywę, co daje komfort w pracy. W takiej sytuacji mogę desygnować na parkiet równie wartościowego gracza i jakość gry nie ulegnie pogorszeniu. Takie zbilansowanie składu przekłada się na późniejszy wynik.

AP:  Jaki wynik osiągnięty w tym sezonie byłby dla Pana satysfakcjonujący?MK: Po rozmowach z włodarzami klubu naszym celem jest poprawienie dotychczasowych pozycji. Chcemy cały czas iść do przodu. Jeśli będzie następował progres, to będę mógł powiedzieć, że jestem zadowolony. Planem minimum jest utrzymanie obecnej lokaty na koniec sezonu, ale myślę, że osiągniemy więcej, bo stać nas na sukces. Na razie jednak, czekają nas mecze ze Stalą Stalowa Wola i na tym należy się skupić.

AP: Objął Pan koszalińską drużynę w trakcie rozgrywek i ta, od razu zaczęła wygrywać. Na czym polegała ta metamorfoza?MK: Faktycznie, z dnia na dzień udało się dokonać pewnych korekt i przyniosło to pożądany efekt. W trakcie mojej pracy wygraliśmy większość ligowych pojedynków oraz wspomniany tryumf w PP, co jest wymiernikiem dobrej współpracy pomiędzy mną, a zawodnikami. Gdyby w tym aspekcie coś szwankowało, to jestem pewien, że to co już osiągnęliśmy nie byłoby możliwe.

AP: W Polsce większość drużyn wymienia znaczną część składu po każdym sezonie, co zwykle nie przekłada się na wynik. Uważa Pan, że to jest główny powód braku spektakularnych sukcesów?MK: To oczywiste, że stabilizacja w personaliach przekłada się na jakość gry zespołu. Przykładem jest postawa mistrza Polski w obecnej edycji rozgrywek Euroligi. Wszyscy zachwycają się jak daleko zaszła ekipa Tomasa Pacesasa, a przecież jest to w dużej mierze efekt tego, że od sierpnia tylko kontynuują pracę jaką rozpoczęli w poprzednich latach. Utrzymali trzon zespołu i tym razem to zaprocentowało. O wiele łatwiej jest pracować nad czymś co ma już ręce i nogi niż zaczynać wszystko od podstaw. To wiąże się często z pośpiechem i brakiem rozwagi.

AP: Skoro to jest takie oczywiste, to dlaczego wciąż popełniane są te same błędy?MK:  W Polsce problem polega na tym, że drużyn najzwyczajniej nie stać na utrzymanie zawodników. Po odniesieniu jakiegokolwiek sukcesu, gracze oczekują podwyżki w zamian za wykonaną pracę. To jest jak najbardziej zrozumiałe. Niestety polskie kluby nie są w stanie, w większości, sprostać ich wymaganiom i  po prostu rezygnują z usług danego koszykarza. Na jego miejsce przychodzi wtedy inny, tyle że zarabiający o wiele mniejsze pieniądze. Po pewnym czasie sytuacja się powtarza. W ten sposób trudno jest zbudować potęgę.

AP: Pański zespół zakłada długofalowy proces budowy?MK: Nie wiem czy właśnie tak jest w Koszalinie. Dobrze, że klub co roku plasuje się w okolicach 7 miejsca, a w kolejnych sezonach występują generalnie ci sami gracze. Dla mnie jednak, nie jest to żaden sukces. Nie mamy gwiazd w zespole, bo najwyraźniej nie mamy funduszy na sprowadzanie takich zawodników, a AZS w większości przypadków kończył sezon na pierwszej rundzie play-off, co daje tak naprawdę status quo. Pytanie, czy w przypadku zajęcia wyższej pozycji będziemy w stanie sprostać wymaganiom naszych obecnych zawodników? Tutaj powracamy do sytuacji, o której mówiłem wcześniej.

AP: Koszykówka w naszym kraju nie jest zbyt popularną dyscypliną. Znacznie ustępuje pod względem medialności siatkówce czy piłce nożnej. Co zrobić, żeby poprawić jej wizerunek?MK: Wielokrotnie słyszę drastyczne słowa skierowane pod adresem polskiego basketu. Może nie jestem obiektywny, bo pracuję przy koszykówce, ale śledzę też inne dyscypliny sportowe i wiem, że nie jesteśmy aż tak bardzo w tyle jak niektórzy uważają. Mam świadomość jednak, że nie możemy równać się z żużlem, na punkcie którego wiele osób ma „fioła” czy z siatkówką. Tyle, że w tej drugiej dyscyplinie mamy tzw. okres „dwudziestolecia”, gdzie co chwilę pojawiają się utalentowani gracze. Zwróćmy uwagę na to, że w koszykówce od czasów Wójcika i Zielińskiego nie pojawił się żaden zawodnik ich rozmiarów. Jeden Marcin Gortat, który wykształcił się w Niemczech to zdecydowanie za mało. W prawie 40 milionowym państwie powinniśmy mieć takich dwunastu. Wtedy można by zacząć skupiać zainteresowanie właśnie wokół naszej dyscypliny.

AP: Popełniane są błędy w szkoleniu?MK: To nie jest wina z złego szkolenia. Tu raczej chodzi o brak odpowiedniej kadry, która zajmowałaby się poszukiwaniem młodych, utalentowanych zawodników. Proszę zauważyć, że nie mamy dwumetrowych graczy na pozycji numer 2. Nikt mi nie wmówi, że takich nie ma. Oni są po prostu niezauważani.

Rozmawiał Adam Popek

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp