Pozytywy i negatywy ubiegłorocznych transferów

Dodano: 2 kwietnia 2010 14:11
Pozytywy i negatywy ubiegłorocznych transferów
Tomasz Surowiecki, Informacja własna
Obraz własny

Każdy menager drużyny NBA w okienku transferowym stara się wzmocnić zespół, ściągając zawodników w których pokłada nadzieję. Jednak historia nauczyła, że zarząd swoje, a gracz swoje i zdarza się, że zamiast mocnego filaru drużyny, dostajemy rozczarowanie i nic więcej. Z kończącym się sezonem warto przyjrzeć się ubiegłym, większym transferom i podsumować je.

Najbardziej trafne transfery: Jamal Crawford: Zawodnik, który szuka swojego miejsca w lidze od blisko 10 lat. Na szczęście wreszcie znalazł swoje miejsce. Atlanta Hawks przed sezonem potrzebowali kogoś, kto wchodząc z ławki wniesie pomoc z ławki. Rezultatem jest prawdopodobna nagroda „Sixth Man of the Year” dla tego gracza. Crawford ponadto pomógł drużynie ze stanu Georgia dołączyć do największych sił wschodu jak i całej ligi. Pokazał także, że jest „clutch shooterem” nieraz prawie w pojedynkę rozprawiając się z przeciwnikami. John Salmons: Gracz, który zmienił barwy klubowe w połowie sezonu. Nikt inny nie wniósł tyle do drużyny co on. Odkąd dołączył do Bucks, notuje średnio 20 punktów, 3 asysty, 3 zbiórki i 1.5 przechwytu. Te wyniki bezpośrednio odbiły się na bilansie drużyny i w ten sposób poprowadził zespół z Milwaukee do bilansu 17-4, co zagwarantowało awansem do Playoff. Zach Randolph: Prawie wszyscy w Memphis myśleli, że ten transfer będzie niewypałem. Randolph bowiem w Clippers był (żeby nie przesadzić) średniakiem ligowym. Co się jednak okazało? Podkoszowy wystąpił w meczu gwiazd i rozgrywa swój najlepszy sezon w karierze notując średnio double-double, blisko 21 punktów i prawie 12 zbiórek. Caron Butler i Brandon Haywood: jeżeli chodzi o tych zawodników, trzeba wymienić ich razem. Byli trzonami zespołu ze stolicy i przychodząc do Mavericks też takimi pozostali. Nie trzeba się o niczym rozpisywać i wystarczy powiedzieć, że od kiedy dołączyli do zespołu z Dallas, ci od razu odnotowali serię 13 zwycięstw.   Najbardziej nietrafione transfery:  Hedo Turkoglu: Zawodnik, który przybył do Toronto po doprowadzeniu Magic do finałów. Z początku w Orlando wydawało się (szczególnie przy tamtejszej formie Cartera), że jest to strzał w stopę. Jak się jednak okazuje, Carter wraca do formy, a Turkoglu się od niej oddala. Zamiast stać się liderem drużyny z Kanady, pomocą dla Bosh’a w walce o Playoff, stał się słabo grającym zawodnikiem z ogromnym kontraktem. Rasheed Wallace: W Bostonie wierzono w tego doświadczonego, 35 letniego weterana ligi. Miał dać Celtom solidną pomoc z ławki zarówno w ataku jak i obronie podkoszowej. Sheed jednak od początku sezonu zamiast walczyć pod koszem, upodobał sobie rzucanie za 3. Jednak nie robił tego przede wszystkim skutecznie i ekipa z Bostonu traciła kolejne posiadania piłki. Efektem tego może być najgorszy sezon pod względem celności zza łuku dla tego gracza. W dodatku Wallace jak i Celtics, wraz z upływającym czasem meczu, gra coraz słabiej. Jest jednym z zawodników ligi, dla których 1, a 2 połowa meczu to dwie zupełnie nie podobne do siebie połówki.  Richard Jefferson: Po przegranej w pierwszej rundzie playoff z Mavs, Spurs szukali nowej opcji do ataku. Na oczekiwaniach się jednak skończyło. Mimo obecnie lepszej gry, Jefferson przez większość czasu był tylko cieniem samego siebie. Nie pomagał Parkerowi i reszcie graczy obwodowych w grze, a także miał problemy z grą defensywną, co w San Antonio jest nie wybaczalne. Zamiast pomóc Spurs dojść na szczyty zachodniej ligi, zespół z Texasu wacha się między 7 i 8 miejscem.
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp