Durant prowadzi Thunder do kolejnego zwycięstwa
Udana passa Oklahoma City Thunder trwa w najlepsze. Pięć dni temu pokonali oni aktualnych mistrzów NBA Los Angeles Lakers, dzisiaj dzięki niezwykle skutecznej grze w drugiej połowie okazali się lepsi od Boston Celtics, czyli zwycięzców ligi z 2008 roku. Grzmoty do wygranej poprowadził nie kto inny jak Kevin Durant, który na swoim koncie zapisał aż 37 punktów. Tym samym klubowi z Oklahomy brakuje już tylko dwóch zwycięstw do pierwszego w historii awansu do fazy Play-Off.
- Rośniemy w siłę - mówił po spotkaniu bohater Thunder. Nie dość, że jego zespół po raz pierwsze awansuje do fazy Play-Off to na dodatek sam Durant staje się powoli ikoną rozgrywek.
To właśnie dzięki jego punktom po bardzo wyrównanej pierwszej kwarcie goście prowadzili siedmioma punktami. Trzeba jednak pamiętać, że równie duża w tym zasługa rezerwowych C's, a szczególnie podkoszowych. Gdy Rasheed Wallace i Glen Davis wyszli na parkiet wyraźnie brakowało gospodarzom siły ofensywnej oraz walki na deskach.
Wszystkie straty - i to z nawiązką - Celci odrobili za to w kolejnej "ćwiartce". Co najważniejsze podopieczni Doca Riversa spudłowali w tej części spotkania zaledwie trzy rzuty. Po niemrawym początku obudził się popularny Sheed, swoje punkty dorzucili Pierce, Garnett czy Rajon Rondo i gospodarze prowadzili do przerwy 61:57.
Goście z Oklahomy nie zrazili się jednak ani trochę szybką utratą prowadzenia i konsekwentnie grali swoje. Bardzo dużo wejść pod kosz, sporo ścięć, biegania po zasłonach i zniwelowanie przewagi stało się faktem. Jak bardzo Thunder grali pod kosz niech świadczy statystyka fauli. Goście wielokrotnie penetrowali w pomalowane wskutek czego na linii rzutów osobistych stawali aż 34-krotnie.
To właśnie po jednym z celnych rzutów wolnych Oklahoma prowadziła na trzy minuty przed końcem jednym punktem. Chwilę później punktowali kolejne Jeff Green i Ray Allen i stan spotkania się utrzymywał. Kluczowym rzutem popisał się jednak chwilę później po raz kolejny Green, dla którego była to druga celna trójka w przeciągu 30 sekund.
Na ten rzut gospodarze nie byli w stanie już odpowiedzieć ani jednym i po punktach Thabo Sefoloshy przegrali ostatecznie na własnym parkiecie z Thunder 104:109.