Asseco Prokom przegrywa w Pireusie
Dodano: 23 marca 2010 23:03
Autor: Paweł Łakomski, Informacja własna
Zdjęcie: Obraz własny
Niestety, po bardzo zaciętej końcówce koszykarzom Asseco Prokomu Gdynia nie udało się sprawić sensacji i w pierwszym ćwierćfinałowym spotkaniu z bogatym Olympiacosem Pierus przegrali różnicą zaledwie czterech oczek – 83:79. Mistrzowie Polski historyczny pojedynek w elitarnej ósemce rozpoczęli świetnie! Agresywna obrona i szybkie ataki były skuteczne, a gospodarze nie mogli znaleźć odpowiedzi na zaskakująco dobrze grających przyjezdnych. Tomas Pacesas, który bardzo lubi rotować swoim składem, w wyjściowej piątce pod koszem postawił na młodego Adama Łapetę, który zadanie miał niełatwe – zatrzymać Sofo Schortsanitisa. Podkoszowy polskiego zespołu szybko wprowadził się w mecz blokując w niesamowity sposób gracza gospodarzy. Asseco Prokom w kolejnych akcjach grał konsekwentnie z wykorzystaniem swojego sprytu w ataku. Po efektownym wsadzie Qyntela Woodsa i celnym rzucie za trzy punkty grającego z polskim paszportem Davida Logana, polski zespół prowadził 11:0! Wówczas, o przerwę na żądanie poprosił szkoleniowiec gospodarzy – Panagiotis Giannakis. Mimo tego wicemistrzowie Grecji nadal prezentowali się przeciętnie. Pierwsze punkty dla Greków zdobył z linii rzutów wolnych Josh Childress. Z biegiem czasu, właściwy rytm gry złapali koszykarze z nadmorskiego Pireusu, którzy dzięki dobrej postawie Linasa Kleizy oraz wcześniej wspomnianego Childressa, wyszli przed końcem pierwszej kwarty po raz pierwszy na prowadzenie – 18:17. Jednak mistrzowie Polski za sprawą zaangażowania Ratko Vardy zapisali w pierwszych dziesięciu minutach jeszcze dwa oczka i to oni sensacyjnie prowadzili 18:19. Po przerwie o wiele lepiej prezentował się zespół Olympiacosu. Na parkiecie w międzyczasie pojawił się Theo Papaloukas. Lider greckiego zespołu, który miał być odpowiedzią na niepoukładane akcje swoich kolegów, nie sprawdził się. Obrona strefowa jaką zdecydowali się ,,postawić” podopieczni Tomasa Pacesasa zdała efekt. Czas upływał nieubłaganie, a ciągle – sensacyjnie – na prowadzeniu był gdyński zespół! Z greckim potentatem dzielnie walczyła w ofensywie dwójka Woods-Burrell. Ten pierwszy w pojedynkach 1 na 1 z Joshem Childressem był zdecydowanie górą. Z kolei Ronnie, jak zwykle walczył pod tablicami rywali oraz od czasu do czasu próbował uciekać na obwód, gdzie szukał swojej szansy w rzutach z dystansu. Gdy tylko Asseco Prokom wychodził na kilka punktów przewagi, można pokusić się o stwierdzenie, że automatycznie odrabiali straty gospodarze, a właściwie Linas Kleiza. Litwin, który latem przeniósł się z NBA do Europy, w błyskawiczny sposób niwelował straty. Mimo dobrej dyspozycji najskuteczniejszego zawodnika tej edycji Euroligi, to Asseco Prokom a nie Olympiacos prowadził po pierwszej połowie – 35:39. Po wznowieniu gry mistrzowie Polski nie spoczęli na laurach i nadal dzielnie próbowali walczyć z utytułowanym Olympiacosem. Po skutecznych akcjach Vardy oraz Woodsa, polski zespół prowadził nawet 35:43. Jednak budząca się siła ofensywna Greków w kilku bardzo prostych akcjach doprowadziła do remisu, a co więcej wyszła na prowadzenie. Punkty dla gospodarzy zdobywał Milos Teodosić oraz będący w świetnej formie strzeleckiej Linas Kleiza. W tej części spotkania zapał do gry mistrzom Polski jakby opadł. Podopieczni Tomasa Pacesasa nie mieli żadnego pomysłu, jak skutecznie powstrzymać Olympiacos Pireus. Niemoc strzelecką oraz brzydki obraz postawy Asseco Prokomu przerwał Daniel Ewing, który celnym rzutem za trzy punkty poderwał do ataku swoich kolegów. Po jego trafieniu gdynianie tracili do rywala dwa oczka – 50:48 – a po kolejnym trzypunktowym rzucie już tylko jeden – 52:51. Wówczas w hali Pokoju i Przyjaźni zrobiło się bardzo gorąco, jednak w porę emocję ostudził Milos Teodosić, który w ten sam sposób, co Ewing zapisał na konto swojego zespołu sześć oczek. Ostatecznie trzecią kwartę bez najmniejszych problemów wygrali gospodarze 25:15, co stawiało ich w niezwykle korzystnej sytuacji przed rozegraniem ostatniej, decydującej kwarty – 60:54. Ostatnie dziesięć minut zmagań, mistrzowie Polski rozpoczęli bardzo ambitnie. Po skutecznych akcjach Woodsa i Ewinga, do rywala traciliśmy zaledwie pięć oczek – 65:60. Jednak po raz kolejny katem okazał się Kleiza, który trafiając rzut zza linii 6,25 niewątpliwie podciął skrzydła ambitnie grającym mistrzom Polski. Nieoczekiwanie na odważne akcje z półdystansu zdecydował się Adam Hrycaniuk, który najpierw przy celnym rzucie był faulowany, a następnie odważnym rzutem z dystansu zapisał na swoim koncie dwa oczka i zmniejszył straty swojego zespołu do pięciu – 70:65. Nazwiska Milosa Teodosicia oraz Linasa Kleizy na pewno na długo pozostaną w pamięci trenera Pacesasa. To właśnie oni w najważniejszych momentach spotkania zdobywali najważniejsze punkty, a co gorsza były to rzuty oddane zza linii 6,25cm. Gdy Olympiacos prowadził już różnicą 10 oczek, nikt nie spodziewał się, że Asseco Prokom mógł postraszyć jeszcze swojego ćwierćfinałowego rywala. Uczynił to Varda, który w końcowych minutach meczu sprowokował samego Theo Papaloukasa. Bośniacki środkowy w decydujących akcjach nie pudłował, dzięki czemu mistrzowie Polski mieli realne szanse na doprowadzenie do dogrywki. Tym bardziej, że po świetnej zespołowej akcji za trzy punkty trafił David Logan! - 80:78. Ten sam zawodnik na dwadzieścia sekund przed końcem meczu mógł okazać się prawdziwym bohaterem całej koszykarskiej Polski! Jednak w decydującej akcji Amerykanin grający z polskim paszportem, wykonując dwutakt stracił kontrolę nad piłką, co bezlitośnie wykorzystali greccy koszykarze. Tym samym po bardzo ciekawym widowisku Olympiacos Pireus pokonał Asseco Prokom Gdynia przed własną widownią 82:78 i w rywalizacji do trzech zwycięstw prowadzi 1:0. Olympiacos Pireus – Asseco Prokom Gdynia 83:79 (18:19, 17:20, 25:15, 23:25) Olympiacos: Kleiza 26, Teodosic 21, Childress 13, Bourousis 6, Penn 5, Mavrokefalides 4, Papaloukas 3, Schortsanitis 2, Vujcic 2, Beverley 1, Halperin 0, Vasilopoulos. Asseco Prokom: Woods 23, Burrell 14, Ewing 13, Varda 12, Logan 11, Hrycaniuk 5, Szczotka 1, Harrington 0, Jagla 0, Łapeta 0, Kostrzewski, Seweryn.