Final Eight czas zacząć! Prokom walczy w Piereusie o Paryż!

Dodano: 23 marca 2010 14:25
Final Eight czas zacząć! Prokom walczy w Piereusie o Paryż!
Paweł Łakomski, asseco.prokom.pl
MediaWiki
Wielkimi krokami zbliża się wtorek i czwartek, a wraz z nimi pierwsze dwa mecze playoff Euroligi. Polskich kibiców najbardziej interesują ćwierćfinałowe starcia Asseco Prokomu Gdynia z Olympiakosem Pireus.  Dwa pierwsze mecze w Hali Pokoju i Przyjaźni odbędą się w Pireusie, portowej dzielnicy Aten (kolejno o godz. 21 i 20). 30 marca rywalizacja przeniesie się do Gdyni (godz. 19:45), a ewentualne spotkania numer 4 i 5 zostaną rozegrane 1 i 7 kwietnia, kolejno w Gdyni i Pireusie.Olympiakos to zespół o niespotykanym potencjale ofensywnym - średnia punktów zdobywanych na mecz, na przestrzeni całego sezonu euroligowego, oscyluje w granicach 90 oczek. Nic dziwnego, skoro trener Panagiotis Giannakis (51 lat) ma do dyspozycji całą plejadę gwiazd, w tym byłych graczy NBA. To skrzydłowi - Litwin Linas Kleiza (25 lat/203 cm) i efektowny Amerykanin Josh Childress (26/203). Wiele wskazuje na to, że pojedynki tego drugiego z Qyntelem Woodsem na długo pozostaną w pamięci polskich i greckich fanów. Woods w sezonie 07/08 grał zresztą z powodzeniem właśnie dla Olympiakosu, który był jego pierwszym klubem na Starym Kontynencie. Największą gwiazdą jest jednak grecki rozgrywający Theodoros Papaloukas (32/200), czyli żyjąca legenda greckiego basketu. Po pięcioletnim okresie gry dla CSKA Moskwa, gdzie zdobył pięć Mistrzostw Rosji i dwa razy wygrał Euroligę, popularny Theo powrócił do Pireusu w zeszłym sezonie z misją odzyskania dla Olympiakosu panowania w lidze greckiej oraz z wielkimi nadziejami podboju Euroligi. Jednak nawet z pomocą aktualnego Wicemistrza Świata z reprezentacją Grecji i MVP (najbardziej wartościowy zawodnik) Euroligi z roku 2007 nie udało się zdobyć żadnego trofeum (oprócz Pucharu Grecji) - drugie miejsce w kraju, czwarte w Europie. Apetyt rośnie w miarę jedzenia - tą dewizą zdają się kierować sponsorzy klubu znad Morza Egejskiego. Oprócz dwóch z trzech najdroższych graczy w Europie, tj. Papaloukasa (3,5 mln € za sezon) i Childressa (4,5 mln € za sezon), udało się zatrzymać również tego najpotężniejszyego - Sofoklisa Schortsanitisa (24/206), następnego centra Ioanisa Bourousisa (26/210), którego chciało latem kilka klubów z NBA, izraelskiego strzelca Yotama Halperina (26/196), znakomitego Chorwata Nikolę Vujcicia (31/211), młodą gwiazdę serbskiej koszykówki, Wicemistrza Europy, Milosa Teodosicia (23/195), Konstantinosa Sloukasa (20/197) i Panagiotisa Vasilopoulosa (26/202). Utrzymanie niemal całej zeszłorocznej kadry wiązało się ze sporym wydatkiem, a dodatkowo sprowadzono wspomnianego Kleizę (2,3 mln € za sezon) z Denver Nuggets, Scoonie Penna (33/180), Patricka Beverley (21/185), Kostasa Papanikolaou (19/203) oraz dwóch podkoszowych z sąsiedniego Marousi Ateny - Andreasa Glyniadakisa (28/216), Loukasa Mavrokefalidesa (25/207).  Historia rywalizacji polsko - greckiej W czterech pierwszych sezonach (04-08) koszykarze Prokomu zawsze rywalizowali w fazie zasadniczej Euroligi właśnie z Olympiakosem. W pierwszych dwóch sezonach udało się wygrać aż trzy z czterech spotkań, ale trzeba pamiętać, że wtedy grecki klub przechodził głęboki kryzys. Bohaterem pierwszego meczu w historii był Andrija Cirić, dziś zawodnik drużyny Basketu Poznań. Serb zagrał niesamowitą czwartą kwartę i Grecy zostali niespodziewanie ograni w swojej hali (75:77) przez anonimowego beniaminka. Żadnego spośród zawodników pamiętających tamten mecz nie ma już ani w Olympiakosie, ani w  Prokomie. Wyjątkiem jest Tomas Pacesas, który buty sportowe zawiesił jednak na kołku. W latach 06-08 to Olympiakos osiągnął bilans 3:1 z polską ekipą, więc generalnie oba zespoły wygrały po cztery mecze.  Odrodzenie Olympiakosu Grecy od czasu fatalnego sezonu 04/05 trzykrotnie awansowali do play-off Euroligi. W zeszłym roku, kiedy klubowa kasa dostała zastrzyk wielkiej gotówki, wynik ten udało się powtórzyć, a nawet awansować do Final Four w Berlinie. Zespół o mały włos nie znalazł się w finale, bo z odwiecznym rywalem, Panathinaikosem, przegrał zaledwie dwoma punktami. W meczu o miejsce trzecie lepsza była Barcelona. Dziś koszykarze z Attyki są na dobrej drodze by ten wynik (awans do Final Four) co najmniej powtórzyć - obok rewelacyjnej w tym sezonie Barcelony są głównym kandydatem do końcowego triumfu. Szefostwo greckiego klubu jest spragnione wielkich sukcesów, a tegoroczna okazja jest szczególna - kadrowo klub jest silny jak nigdy, a odwiecznyrywal zza miedzy - Panathinaikos, Mistrz Euroligi, odpadł z rozgrywek w fazie Top 16 po wielkim blamażu. Fani czerwono-białych czekają na znaczące trofeum już prawie trzynaście lat. W latach 1993-1997 koszykarze z Pireusu byli Mistrzem Grecji, a w 1997 wygrali Euroligę. Od 1997 zdobywali jedynie krajowe Puchary, które tak naprawdę nic nie znaczą. Wielka szansa gdynian Dwa spotkania na Półwyspie Bałkańskim będą dla żółto-niebieskich arcyważne. Jeżeli z kraju Bogów uda wywieźć się choćby jedno zwycięstwo, to zyskają oni przewagę własnego parkietu i wtedy zobaczymy dwa mecze w Gdyni - 30 marca i 1 kwietnia. To już będzie wielki sukces, a każda kolejna wygrana byłaby jeszcze większym wydarzeniem. Ekipa Tomasa Pacesasa ma ten komfort, że tylko może wygrać serię, a Olympiakos po prostu musi. Większość graczy Asseco Prokomu nie grało jeszcze spotkań o taką stawkę. Dla Davida Logana, czy nawet Woodsa będzie to życiowa szansa by zabłysnąć na salonach europejskiej koszykówki pełnym blaskiem. Rywal jest z najwyższej półki, co sprawy nie ułatwia, ale czym byłby sport, gdyby nie niósł ze sobą choćby niewielkich szans na sensacje...
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp