Celci zwyciężają w meczu na szczycie
Od czasu zakończenia okienka transferowego koszykarze Dallas Mavericks zupełnie nie przypominają tych z początku sezonu. Po kilku wzmocnienia podopieczni Ricka Carlisle'a szybko popisali się niezwykła serią zwycięstwa, a eksperci momentalnie zaczęli stawiać ich w roli poważnych pretendentów do tytułu. W dzisiejszym spotkaniu przeciwko innemu faworytowi musieli jednak poczuć gorycz porażki. Mavericks musieli uznać wyższość Celtics, z którymi przegrali 93:102. Kluczowa dla losów spotkania okazała się postawa trójki gości Rondo-Allen-Pierce.
Początek spotkania był - jak można się było spodziewać - niezwykle wyrównany. Duża w tym zasługa szczególnie Shawna Mariona, który co rusz popisywał się niezwykle efektywnymi zagraniami i w zasadzie w pojedynkę trzymał wynik na styku. W końcówce kwarty podopieczni Doca Riversa zmienili jednak nieco defensywę, Marion przestał trafiać i na drobne prowadzenie wysunęli się goście.
Po celnym rzucie osobistym Glena Davisa Boston prowadził 26:19. Przeciwko takiemu rywalowi nie jest to jednak satysfakcjonująca przewaga, która mogłaby pozwolić na chociażby chwilę rozluźnienia.
Udowodnili to gospodarze. Mavericks momentalnie odrobili straty i po punktach Jasona Terry'ego wyrównali oni stan spotkania. Jednak już kilka minut później powtórzyła się sytuacja z pierwszej połowy. Bardzo dobrze zbilansowany atak Celtów napędzany przez Rajona Rondo pozwolił na ponowne osiągnięcie przewagi.
Punktowała szczególnie trójka wymieniona na początku relacji, bardzo skutecznie grał w obronie Kevin Garnett i Boston ponownie prowadził około ośmioma punktami. Wyraźnie Celci byli o krok przed Mavericks. Wyraźnie było widać, iż tak naprawdę gościom brakuje tego jednego kroku, postawienia kropki nad "i". Tej jednak zabrakło i Mavs ponownie odrobili straty.
Mecz był niezwykle wyrównany aż do samego końca spotkania. Jeszcze na dwie sekundy Dallas przegrywało zaledwie jednym punktem. Wtedy to jednak Paul Pierce trafił kluczowy rzut za trzy punkty, a chwilę później po efektownym wejściu pod kosz dwa oczka zdobył Rondo. To był ostateczny cios w tym spotkaniu, po którym gospodarze już się nie podnieśli.
Co więcej Mavs nie zdobyli już do końca spotkania żadnego punktu i ostatecznie przegrali z Bostonem 93:102.
- Rondo był kluczową postacią dzisiejszego spotkania. Popisał się kilkoma zagraniami, które wyzowliły z niego jak i z jego zespołu wiele energii. My nie mogliśmy go zatrzymać. Nie zrobiliśmy wystarczająco wiele - powiedział po spotkaniu center gospodarzy, Brendan Haywood.W nieco innym tonie wypowiadał się natomiast rzucający obrońca Mavericks, Jason Terry.
- To jest frustrujące. My powinniśmy takie spotkania wygrywać - powiedział Terry.