Łatwe zwycięstwo Magic w starciu ze Spurs
Orlando Magic odnieśli kolejne w tym sezonie zwycięstwo. Tym razem drużyna z Florydy pokonała we własnej hali będących ostatnio na fali San Antonio Spurs 110-84.
Na pochwałę w zespole z Orlando zasługuje niewątpliwie Vince Carter. Zawdonik Magic trudne chwile ma już chyba za sobą i od pewnego czasu wykazuje zdecydowanie lepszą formę. Tym razem zdobył on 24 punkty do których dołożył 8 asyst. Słabiej spisał się za to lider Magic Dwight Howard, który zdobył jedynie 9 oczek i 7 zbiórek.
W San Antonio dobry mecz zagrało jedynie dwóch zawodników: Jefferson i Ginobilli. Pierwszy z nich zdobył 20 a drugi 18 punktów i to na ich barkach spoczywał ciężar ataków Spurs. Kompletnie zawiódł Tim Duncan, który trafił jedynie 1 z 10 rzutów z gry i zdobył dzięki temu 5 punktów.
Początek meczu był bardzo wyrównany. Ostrą walkę pod koszem toczyli ze sobą Dwight Howard i Tim Duncan. Punkty jednak zdobywali inni zawodnicy. Po stronie Spurs aktywny był Manu Ginobili, w Orlando dobrze akcje wykańczał Mat Barnes. Pojedynek strzelecki urządzili sobie także starzy znajomi Jeferson i Carter. Ten pierwszy nie mylił się w rzutach z półdystansu, drugi wykazywał dobrą skuteczność w rzutach za 3. W połowie pierwszej kwarty Orlando prowadziło zatem 16-15. W dalszej części gry ostre spięcia Duncana z Howardem zaowocowały drugim faulem środkowego Orlando i w jego miejsce na parkeicie pojawił się Marcin Gortat. San Antonio od razu starało się wykorzystać obecność Polaka na parkiecie i kolejne akcje indywidualne podejmował Tim Duncan. „Polski Młot” jednak znakomicie spisywał się w obronie i trzy kolejne akcje środkowego Spurs zakończyły się niepowodzeniem.
Dzięki dobrej grze polskiego zawodnika Orlando odskoczyło na 6 punktów, a w miejsce Duncana pojawił się Blair. Po tej zmianie na parkiecie dalej oglądaliśmy pojedynek strzelecki pomiędzy Carterem a Jefferson. Ostatecznie zawodnik Spurs trafił wszystkie 5 rzutów z gry i po pierwszej kwarcie miał na swoim koncie 10 punktów, gracz Magic z kolei oddał 5 celnych rzutów z gry na 7 prób w tym 3 na 4 za 3 punkty i dorzucił do tego 3 z 4 oddanych osobistych, co pozwoliło mu zgromadzić aż 16 oczek po pierwszej części gry. Orlando Magic wygrało ten fragment 29-24.
Drugą kwartę dobrze rozpoczęli gracze Magic. Mimo iż pierwsze punkty w tej części gry zdobył Manu Ginobili, to w dalszej części skuteczni byli już tylko gracze Magic. Najpierw efektownym wsadem po fantastycznym dograniu Cartera popisał się Gortat, następnie za 3 trafił Pietrus a na koniec da oczka dołożył Bass. Przewaga zespołu z Florydy wzrosła do 10 punktów i trener Popovic zmuszony był wziąć czas.
Po wznowieniu gry efektownym blokiem na Manu Gino popisał się Marcin Gortat. W kolejnej akcji niestety kontuzji nabawił się Mickeal Pietrus, który źle stanął i skręcił kostkę. Zawodnik Magic musiał opuścić parkiet i na ramionach kolegów udał się do szatni. W dalszej części spotkania obraz gry nie zmieniał się. Punkty zdobywali jedynie zawodnicy Magic a ich przewaga urosła tylko do 17 punktów jedynie dzięki nieskuteczności Howarda, który w międzyczasie pojawił się na boisku w miejsce Gortata. W końcu na 4:35 przed końcem kwarty dwa oczka zdobył McDyess, jednak na jego celny rzut trafieniem 3-punktowym odpowiedział Lewis a dwa oczka dorzucił Barnes. Przewaga Magic urosła w tym momencie do 20 punktów.
Wtedy jednak do roboty zabrał się duet Ginobili – Jefferson. Dwaj gracze Spurs zdobyli 28 z 42 punktów rzuconych przez ich zespół w pierwszej połowie. Znakomitą końcówkę miał także Matt Bonner, który trafił dwa razy z rzędu za 3 punkty i zmniejszył starty swojej drużyny do 10 oczek. Pod koniec kwarty na parkiecie pojawił się znowu Marcin Gortat, jednak Polak po 15 sekundach złapał swoje 3 przewinienie i w jego miejsce wszedł Brandon Bass. Ostatecznie więc do przerwy Orlando Magic prowadzili z San Antonio Spurs 52-42.
W trzeciej kwarcie od początku przełamać się próbował Tim Duncan. Środkowy Spurs zdobył co prawda 2 punkty z rzutów wolnych, ale w dalszym ciągu był bardzo nieskuteczny w rzutach gry. W połowie trzeciej kwarty miał on trafiony jedynie 1 na 10 oddanych rzutów. Dzięki punktom Cartera i Nelsona Magic zdołali więc powiększyć swoje prowadzenie do 15 punktów na 6:54 przed zakończeniem kwarty.
W dalszej części gry cały czas nieskuteczni byli gracze Spurs. Na linii rzutów wolnych znakomicie spisywali się za to Nelson i Carter i dlatego przewaga Magic wzrosła nawet do 22 punktów. W samej końcówce aktywny w ataku był Dwight Howard i dzięki niemu po trzeciej części gry Orlando prowadziło 80-58.
W czwartej kwarcie na parkiecie pojawił się Marcin Gortat i od razu dołożył kolejne dwa punkty do swojego dorobku. Zawodnicy Spurs starali się jeszcze coś zmienić w wyniku tego spotkania, jednak szło im to bardzo opornie. Trener Popovic zrezygnował ze swoich podstawowych graczy i pozwolił wykazać się rezerwowym. Nieźle radził sobie center Mahinmi, z którym Marcin Gortat miał większe problemy niż wcześniej z Timem Duncanem. Przewaga Orlando nie zmniejszała się jednak, a wręcz przeciwnie po celnym rzucie za 3 punkty Jasona Williamsa wynosiła juz nawet 27 punktów. Jasne było wtedy, że zwycięzcą tego meczu może być już tylko Orlando.
Czwartą kartę dobrze wykorzystał Marcin Gortat. Polak dołożył do swojego dorobku kolejne punkty oraz zbiórki i ostatecznie zakończył spotkanie z dobrym wynikiem 10 złapanych na tablicach piłek, 7 zdobytych oczek oraz po jednej asysty, przechwytu straty oraz bloku.
Ostatecznie więc Orlando Magic pokonało San Antonio Spurs 110-84.