O Meczu Gwiazd I ligi słów kilka

Dodano: 17 marca 2010 09:18
O Meczu Gwiazd I ligi słów kilka
Szymon Pawełek, Informacja własna
Obraz własny
Pełen obaw jechałem w kierunku Krosna. Przemyślenia na temat sensu takiego spotkania, jego poziomu, poziomu organizacji nie miały końca.  Mecz gwiazd I ligi? Jakie w I lidze są gwiazdy? Zastanawiałem się. Nie ma tam obcokrajowców, którzy stanowią zazwyczaj o sile klubów w PLK. Później jednak przyszło otrzeźwienie. Może to najlepsza okazja żeby wypromować I ligę? Czas by młodzi zawodnicy pokazali się z najlepszej strony? By dobrze grający na zapleczu ekstraklasy zawodnicy pokazali, że stać ich na grę na najwyższym poziomie? Przed halą Mosiu w Krośnie wszystkie te pytania przestały mieć znaczenie „zaraz się przekonam”- pomyślałem.Otrzymanie akredytacji i poruszanie się po hali nie sprawiało żadnych problemów, ochroniarze jeśli czegoś nie wiedzieli odsyłali do osób „ogarniętych w temacie” jak to któryś z panów w czarnym uniformie stwierdził. Halę znałem już wcześniej, byłem w niej raz przy okazji rozgrywek młodzieżowych, nie przypadła mi wtedy zbyt do gustu. Tym razem wyglądała na jakby odmienioną. Nie jestem w stanie powiedzieć dlaczego, ale wyglądała o wiele lepiej niż rok temu. Może to te kamery sprawiały wrażenie meczu bardziej „światowego”? Może licznie zgromadzona publiczność poprawiała wizerunek? Nadal się nad tym zastanawiam. Roman Ludwiczuk stwierdził, że „Tu jest doskonały klimat do rozegrania tego typu spotkania.” Cóż, znam bardziej klimatyczne miejsca nadające się do rozegrania tego meczu, ale nie było tak źle jak początkowo myślałem. Tuż po rozgrzewce pierwszy zgrzyt, rozdanie nagród zasłużonym dla koszykówki. Rozumiem, że pewni ludzie na to zasługują. Jednak rozdawanie medali przed widowiskiem oglądanym przez całą Polskę, z ludźmi na hali, których – nie oszukujmy się - kompletnie nie obchodzi kto wspiera sport w Krośnie, to błąd organizacyjny tego spotkania.  Krótkie- na szczęście- przemówienie Pana Prezesa i możemy przejść do tego, co najważniejsze - czyli meczu. Prezentacja zawodników, może bez świateł zgaszonych w hali i podświetlenia wbiegających na boisko, ale nie oczekujmy cudów. Jeszcze nie teraz. Może za kilka lat. Początek meczu i…  rozczarowanie. Widać, że zawodnicy mieli ze sobą tylko jeden trening. Niestety tak to jest w Meczach Gwiazd, niezgranie było jednak za duże. Co jest widowiskowego w ciągłych rzutach za 3, w dodatku niecelnych? Sporo strat. Straszny nieład. Gra przez pierwsze pięć minut wyglądała jak mecz 14latków na boisku szkolnym.  Do czasu. Wszystko odmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki po indywidualnej akcji i wsadzie Marka Piechowicz -  bardzo ładnym swoją drogą. Wtedy gwiazdy chyba zrozumiały na czym polega ten mecz i wzięły się do roboty! Kapitanowie Łukasz Pacocha na zachodzie i Janevor Witherspoon na wschodzie, kilkoma efektownymi podaniami rozgrzali publiczność. Jednak pierwsza kwarta zdecydowanie najsłabsza w meczu.  Przerwa między kwartami i kolejna rzecz która mi się nie spodobała. Ogłoszenie wyników plebiscytu na najpopularniejszego sportowca „trójmiasta podkarpackiego” czyli Jasła, Krosna i Sanoka. Kogo spoza Krosna to interesowało? Zapewne nikogo. Jedynym plusem było to, że został nim zawodnik ekipy ze wschodu Dariusz Oczkowicz. Jakoś przetrwałem to przenudne wydarzenie i podziwiałem bardzo efektowną drugą kwartę. Tutaj zawodnicy stanęli na wysokości zadania. Dzięki efektownym wsadom Tomasza Pisarczyka z Siarki Tarnobrzeg, alley-oopom Bartosza Dubiela i rzucie równo z syreną, niemalże z połowy 17 letniego Mateusza Ponitki, który też wygrał rozgrywany w przerwie  między połowami konkurs trójek. Zupełnie zasłużenie swoją drogą. Młody zawodnik z Politechniki Warszawa wybrany jako młodzieżowiec do tego meczu pokazał się ze znakomitej strony.  W przerwie wystąpił także SLAM NATON. Grupa dunkerów,  którzy naprawdę fruwali nad obręczami. Międzynarodowa grupa założona przez Kadoura Zianiego- posiadającego największy wyskok dosiężny świata Francuza. „Slamerzy” zrobili prawdziwe show i rozgrzali do czerwoności krośnieńską publiczność wykonując niesamowite wsady. Doskonałą decyzją było ich zaproszenie. Zmotywowali zawodników do lepszej gry i byli najciekawszym wydarzeniem meczu. Sędziów w tym meczu mogło by w zasadzie nie być. Jak to w meczach pokazowych, panowie Krzysztof Puchałka, Marek Czernek, Jan Kuniec przymrużali oko na drobne błędy kroków czy piłki niesione. W pewnym momencie trzeciej kwarty, jeden z sędziów włączył się do gry! Zaliczył przy tym nawet asystę. W tym fragmencie gry na wyróżnienie zasługuje Daniel Wall, chcący się chyba rozgrzać przed konkursem wsadów zawodnik ŁKSu Łódź pokazał kilka naprawdę efektownych zagrań.  W przerwie między trzecią, a ostatnią kwartą zorganizowany został konkurs wsadów. Po występie grupy Slam Nation, na zawodnikach ciążyła prawdziwa presja. Wywiązali się jednak z zadania świetnie. Wygrał Maciej Piątek z Krosna. Niestety sędziowie skrzywdzili tym werdyktem znakomicie dysponowanego Daniela Walla, który na tle Marka Piechowicza i zwycięskiego Piątka wypadł najlepiej. Niestety sędziowie nie byli osobami zbyt związanymi z koszykówką (poza przedstawicielem okręgu PZkosz) co wypaczyło wynik konkursu.  Ostatnia kwarta to emocjonująca walka kosz za kosz. Ostatecznie wygrał efektowniej i efektywniej grający wschód. Mecz Gwiazd I ligi zaskoczył mnie pozytywnie. Nie było to może widowisko na najwyższym poziomie, ale pozwoliło pokazać, że także w I lidze jest wielu wartościowych graczy. Organizacyjnie pomyślane bardzo dobrze. „Wodzirej” tworzący dobrą atmosferę na hali. Konkursy dla kibiców, rozdawane gadżety, promowanie koszykówki wśród najmłodszych. Mimo kilku zgrzytów uważam ten mecz za dobrą promocję basketu. PZKosz otwiera się w końcu na kibiców! Oby tak dalej!  Pozdrawiam Szymon Pawełek
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp