Znicz minimalnie przegrywa we Włocławku
Dodano: 16 marca 2010 21:26
Autor: Adam Popek, Informacja własna
Zdjęcie: Obraz własny
Przed meczem, murowanym faworytem do zwycięstwa był Anwil, niepokonany w tym sezonie na własnym terenie. Gospodarze do przerwy prowadzili 41 : 20 i wydawało się, że nie będą mieli problemów z odniesieniem końcowego zwycięstwa. Po zmianie stron obraz meczu diametralnie uległ zmianie. Podrażnieni jarosławianie momentalnie odrobili większość strat i końcowy wynik był ponownie sprawą otwartą…
Lepszego początku spotkania gospodarze nie mogli sobie wymarzyć. Szybko zdobywane punkty sprawiły, że po kilku minutach prowadzili już 9:0. Ciężar gry wzięli na siebie Krzysztof Szubarga oraz Mujo Tuljković, którzy na przemian popisywali się celnymi rzutami na kosz rywala. Gracze Znicza, co prawda, próbowali odpowiedzieć na poczynania włocławian, ale zbyt szybko chcieli osiągnąć cel. Akcje, kończone po kilku sekundach nie przynosiły wymiernych efektów i powodowały jedynie straty piłki. Obrona jarosławian też pozostawiała wiele do życzenia. „Anwilowcy” łatwo przedzierali się pod kosz przeciwnika, zdobywając kolejne punkty. W połowie kwarty Znicz zaczął grać nieco bardziej skutecznie, co pozwoliło zmniejszyć rozmiar strat. Punkty Mays’a i Chappell’a były, jednak tylko kroplą w morzu wobec poczynań przeciwnika. Poza tym, we dwójkę nie byli w stanie dorównać mu kroku. Pozostali zawodnicy zawodzili na całej linii. Ponadto, w grze jarosławskiej drużyny szwankował jeszcze jeden, ważny element gry, mianowicie zbiórki piłek po niecelnych rzutach. W tej dziedzinie królował inny z graczy Anwilu Alex Dunn. Po pierwszej kwarcie miał na swoim koncie 10 zbiórek (!) co obrazuje przewagę miejscowych. Pozytywnym akcentem w pierwszych minutach meczu było wejście Michała Moralewicza. Młody rozgrywający szybko zdobył dwa punkty i przysporzył nieco problemów kryjącemu go na boisku Andrzejowi Plucie. Druga kwarta potwierdziła dominację Anwilu. Pomimo dość słabej skuteczności zbierał piłki po nieudanych akcjach Znicza i stwarzał sobie możliwości do powiększenia przewagi. Jedynym zagrożeniem dla graczy Anwilu był Dariusz Wyka, który zaraz po wejściu na parkiet zanotował dwa bloki na przeciwniku i jako jedyny potrafił dorównać rywalowi w walce o górne piłki. Niewiele to jednak dawało, bowiem zespół z Jarosławia nadal fatalnie pudłował z dystansu. Przez 15 minut gry oddał… 15 niecelnych prób, dlatego o wyrównanej walce nie było mowy. Do głosu doszedł rezerwowy rozgrywający z Włocławka, Dru Joyce, który tylko pogrążał rywala swoimi udanymi akcjami. Nie dał zapomnieć o sobie, także Tuljković zachowując 100% skuteczność rzutów z półdystansu. Wobec takiej sytuacji, gracze z Podkarpacia nie potrafili znaleźć sposobu na przeciwstawienie się podopiecznym trenera Igora Giszczuka. Pod koniec kwarty na parkiecie pojawił się kolejny z młodych wychowanków Znicza Andrzej Urban, ale i to nie pomogło. Anwil do przerwy deklasował przeciwnika (41:20) i nic nie wskazywało na to, by sytuacja miałaby ulec zmianie. Kolejny raz w sezonie, 15 minutowa przerwa kompletnie odmieniła zespół prowadzony przez Dariusza Szczubiała. O wiele lepiej prezentowali się w obronie, gdzie grali agresywnie i wymuszali błędy na przeciwniku. Przez 100 sekund zdobyli 8 punktów, co było oznaką, że nic w tym starciu nie jest jeszcze przesądzone. Gospodarze marnowali prawie wszystkie okazje do zdobycia punktów. Wyraźnie przełamał się nieskuteczny dotąd Tomasz Zabłocki. Ważną rolę odgrywał, również, Jeremy Chappell. Amerykanin był nie do powstrzymania pod koszem. Znicz w 4 minuty zdobył 14 punktów, przy dwóch trafieniach Anwilu. Strata została zniwelowana do minimum. Szkoleniowiec gospodarzy zmuszony był poprosił o przerwę i dał ostrą reprymendę swoim zawodnikom. Dominacja jarosławian trwała, jednak w najlepsze. Ciężar zdobywania punktów przejął Mays i rywale, w geście bezradności, uciekali się do nieprzepisowych zagrań. Po 30 minutach gry na tablicy widniał wynik 55:48. Na twarzach jarosławskich graczy malowała się wielka chęć wywalczenia kompletu punktów na trudnym terenie. Jednakże Anwil, zdając sobie sprawę z tego, że sytuacja wymyka się spod kontroli poprawił nieco grę i nie pozwalał przeciwnikowi na tak wiele. Niesamowitą końcówkę rozegrał Dru Joyce, będąc głównym motorem napędowym zespołu. Co prawda obie ekipy notowały wiele strat, ale to miejscowi lepiej odnaleźli się w tym zamieszaniu i przewaga jaką wywalczyli cały czas oscylowała wokół 9 punktów. Znicz posiadał w swoich szeregach nieprzewidywalnego Chappell’a, który nie pozwolił na ucieczkę rywalowi, zdobywając punkty z najrozmaitszych pozycji. Na 50 sekund przed końcem przewaga Anwilu stopniała do 3 punktów, ale to było wszystko na co stać było jarosławski team. W decydującym momencie nie zawahał się Kamil Chanas i wyprowadził zespół na bezpieczne, czteropunktowe prowadzenie. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 72:68 i Anwil pozostaje nie pokonany we własnej hali. Pojedynek ten udowodnił, że koszykówka jest dyscypliną nieprzewidywalną. Skazywany na pożarcie Znicz, mimo fatalnej sytuacji do przerwy, pokazał, że jest drużyną ambitną i do samego końca walczył o zwycięstwo. Włocławianie, natomiast wykonali kolejny krok do zajęcia jak najlepszej pozycji w lidze po sezonie zasadniczym i czekają na potknięcie Asseco Prokomu, który zajmuje obecnie pozycję lidera. Anwil Włocławek - Znicz Jarosław 72:68 (19:10, 22:10, 14:28, 17:20) Anwil: Tuljković 12 (1x3, 10 zb.), Winkelman 9, Pluta 8, Szubarga 5, Dunn 4 oraz Joyce 16 (4x3, 7 as.), Chanas 11, Sullivan 4, Wołoszyn 3 (1x3).Znicz: Mays 24 (3x3), Chappell 22 (1x3, 10 zb.) Zabłocki 11 Sarzało 7, Diduszko 0 oraz Wyka 2, Moralewicz 2, Witos 0, Urban 0,