Matt Barnes - 'Kobe Killer'
Dla Matta Barnesa sezon obecny jest już ósmym z kolei. W swojej karierze zaliczył już występy w siedmiu klubach, ale głośno tak naprawdę zrobiło się o nim przed paroma dniami, kiedy doszło do „spięć” na parkiecie pomiędzy nim a Kobe Bryantem. Oto co miał do powiedzenia na temat tej sytuacji Barnes oraz swojej roli w Magic oraz sentymentu wobec Clippers.
Jakie były reakcje wobec Ciebie po meczu przeciwko Lakers?Dostałem masę telefonów od znajomych, którzy mówili mi, że całe zachodnie wybrzeże jest na mnie wściekłe, więc jest to w pewnym sensie dosyć zabawne. To był bardzo dobry mecz. Dorastałem oglądając Lakers przeciwko Detroit i Celtics, widziałem starych NY Knicks, więc to była tylko jedna z wielu typowych gier o ostrej fizycznej walce.Co powiesz na przydomek „Kobe Killer”?Mogę się jedynie z tego powodu śmiać. Nie ma czegoś takiego jak „Kobe Killer” czy „ Kobe Stoper”, ja starałem się jedynie wyłączyć go tej nocy, ale on jest najlepszym graczem, więc nie było to łatwe. Nie byłem w stanie go zatrzymać, przecież i tak rzucił 34 punkty. Ja nie wiem co tacy faceci jak on mają w głowie, są do tej gry po prostu dostrojeni. I wcale nie chciałem uderzyć go wtedy piłką w głowę. Po prostu starałem się nadążyć za intensywnością jego gry.Jaka jest Twoja rola w zespole?Jestem od wyłączania z gry najlepszych graczy drużyn przeciwnych. Zawsze starałem się grać dobrze w obronie, jednak w swoich dwóch poprzednich klubach nie byłem w stanie tego pokazać, bo zarówno GSW jak i Suns nie uważają obrony za zbyt ważną, ale teraz widzę, że średnie punktowe rywali w grze przeciwko mnie idą w dół.Czy masz słabość do Clippers?Niezupełnie. NBA to jest biznes. To jest to, czego się nauczyłem. Nie możesz się do tego odnosić jako coś osobistego. Zespół musi zrobić co dla niego najlepsze, więc możesz mieć słabość do wielu klubów, ale i tak Clippers nie są drużyną dla mnie.
Dla tych, którzy nie widzieli Matta Barnesa w swoim żywiole, zapraszam TUTAJ