Brak pomysłu na Cavs

Dodano: 15 marca 2010 00:39
Brak pomysłu na Cavs
Paweł Łakomski, Informacja własna
Obraz własny

W szlagierowym spotkaniu na wschodzie idący jak burza Cleveland Cavaliers pokonali Boston Celtics 104-93 i zapisali na swoim koncie 52 zwycięstwo w tym sezonie.

Od początku spotkania o wiele lepiej zorganizowanym zespołem była drużyna prowadzona przez Mike Browna. Bardzo aktywny w ataku był pseudo-center J.J Hickson, który bardzo dobrze sobie radził w podkoszowej walce z Kevinem Garnettem. Z kolei lider Celtics po raz pierwszy od dawien dawna, sfrustrowany dominacją młodszego rywala, w końcu rozpoczął swój wspaniały koncert. Po jego trzech skutecznych akcjach, bostończycy wyszli trzypunktowe prowadzenie i wydawało się, że to oni przejmą kontrolę nad spotkaniem. Jednak, gdy Garnetta w ataku próbował wspomóc Paul Pierce, już w pierwszej akcji został ośmieszony przez LeBrona Jamesa, który ,,ukarał” go efektownym blokiem.  Z minuty na minutę, ciągle rozkręcali się gospodarze. Dobrze prezentował się Anthony Parker i Antawn Jamison, który popisał się bardzo ważną ,,trójką” w końcowych minutach pierwszej kwarty. Warto podkreślić, że dobrą zmianę dał Anderson Varejao, któremu udało się wyprowadzić z równowagi samego Kevina Garnetta!  W drugiej kwarcie Celtics grali bez przekonania. Mało widoczny był Rajon Rondo, a słynni snajperzy z Bostonu w pierwszej połowie, ani razu nie trafili za trzy punkty. Pod koszem także nie prezentowali się najlepiej. Garnett przestał trafiać, a pozostali ,,wysocy” także nie grali na miarę swoich możliwości.  Bez punktów w tej części gry pozostawał LeBron James, który wyraźnie nie chce już być utożsamiany z określeniem ,,One Man Show in Cavs”. ,,The King” znakomicie współpracował z Mo Williamsem oraz rozgrywającym świetne zawody Varejao. Brazylijczyk w samej drugiej kwarcie zapisał na swoim koncie 13 oczek i to głównie dzięki niemu po pierwszej połowie Cavs prowadzili z Celtics – 54:48. Po przerwie gra się wyrównała, ale akcje podopiecznych Doca Riversa nie były płynne. Najbardziej utytułowana drużyna w NBA mówiąc krótko, nie miała żadnego pomysłu, jak skutecznie zatrzymać Jamesa i spółkę. Na nic zdały się podkoszowe pułapki, a także próby zwabienia na tzw. pomalowane LBJ23. Amerykanin chcąc powiększyć przewagę swojego zespołu, decydował się na tzw. akcje penetracyjne i obrońcy z Bostonu nie mieli żadnych szans z najskuteczniejszym zawodnikiem NBA tego sezonu. Sfrustrowany niepowodzeniami swojego zespołu Garnett, w brutalny sposób uderzył w twarz Jamesa, a ten (ku zdziwieniu kibiców) zmagał się z bólem. Mimo wszystko po kilku głębszych wdechach, ulubieniec publiczności w Cleveland wstał, i znów dzielił i rozdawał. To właśnie dzięki jego świetnej postawie, Cavs prowadzili przed ostatnią kwartą 80:72. - Mam wielki szacunek do klubu i zawodników z Bostonu. Prowadzimy różnicą ośmiu punktów, jednak przy takiej silnie ofensywnej Celtics jest to nikła przewaga – powiedział przed ostatnią kwartą szkoleniowiec ,,Kawalerzystów” Mike Brown. Z kolei jego rywal, Doc Rivers do swoich zawodników powiedział tylko jedno – Osiem punktów, co to jest? Do dzieła. Niestety, w słowa swojego szkoleniowca nie uwierzyli koszykarze Celtics, którzy najwyraźniej przestraszyli się szalejących gospodarzy. Przewaga Cavs z każdą akcją rosła, a żadnej skuteczniej odpowiedzi nie mogli znaleźć bostończycy. Gospodarze zanotowali serię dziewięciu kolejnych zdobytych punktów pod rząd. To dobiło utytułowanych przyjezdnych i końce minuty, to już tylko popisy LeBrona Jamesa, a także nagłe odblokowanie w rzutach za trzy punkty Ray'a Allena oraz Paula Pierce'a. Tym samym Cleveland Cavaliers zanotowali swoje 52 zwycięstwo w tegorocznym sezonie NBA i ze znakomitym bilansem 52-15, są najlepszą drużyną w całej stawce najlepszej ligi świata. Z kolei Boston Celtics po raz 24 w tym sezonie okazał się gorszy od swojego rywala i już ma niewielkie szanse na przegonienie na wschodzie Orlando Magic. 
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp